W poprzednim odcinku zająłem się jakże ważnymi przygotowaniami do nagrywania własnego dema. Wierząc, że przeczytaliście tamten artykuł od deski do deski, tym razem zapraszam was już stricte do pracy w studiu. Podobnie jak w części pierwszej i tym razem starałem się zebrać garść żelaznych zasad i porad, które powinny ułatwić wam życie podczas muzycznej przeprawy w studiu, szczególnie jeśli będziecie mieli styczność z tym miejscem pierwszy raz. Gotowi?
1) ”Poszukiwanie ideału” – jeśli gracie metal, to oczywiście w Polsce chyba najlepiej byłoby się zgłosić do braci Wiesławskich. Malta też robi dobrą robotę (ostatnie Decapitated), ale ilu z was może sobie pozwolić na pracę z tymi panami? Nie będę tu z premedytacją wymieniał nazw i lokalizacji tego typu przybytków, w tym celu zachęcam was do zagłębienia się w fora internetowe i poczytania opinii ludzi, którzy już nagrywali w takich czy innych miejscach. Temat jest jak najbardziej indywidualny i zależny często od bardzo wielu czynników (pieniądze, lokalizacja, terminy), więc musicie sami przeprowadzić dochodzenie, które studio akurat wam pasuje.

2) ”Znafca” – o ile nie mogę wam radzić co do konkretnego studia, to chcę zwrócić waszą uwagę na realizatora dźwięku. A stricte na jego znajomość muzyki, którą będziecie nagrywać – szczególnie mowa tu o graniu metalu. Dobrze jest aby zawodnik, który będzie was rejestrował znał takie granie, i to nie tylko jako „Nothing Else Matters”. Miałem niestety nieprzyjemność pracować z klientem, który choć realizatorem był może i dobrym, to z nagrywaniem muzyki metalowej zetknął się tak naprawdę dopiero przy moim projekcie. O efekty nie pytajcie. Nie chodzi o to, żeby kopiować brzmienie najlepszych płyt w tym gatunku, ale są po prostu pewne standardy dźwięku, których trzeba się trzymać.

3) ”Jak w polskim filmie – brak akcji” – nadszedł ten dzień i pewnie zabrzmi to banalnie dla rasowych rockandrollowców, ale ….. wyśpijcie się :), odpocznijcie, zrelaksujcie się. Nie drinkujcie albo nie róbcie szalonej imprezy dzień ani nawet dwa przed studiem, żeby potem na wielkim kacu ledwo stać na nogach, nie mówiąc o nagrywaniu.
4) ”Majki w ruch” – w końcu nagrywacie. Apeluję: nagrajcie najbardziej surowe brzmienie, jakie tylko możecie. Odpuścicie sobie pogłosy i różne efekty na etapie rejestracji, choćby nie wiem jak was kusiło i choćby nie wiadomo jak taki położony ślad brzmiał „sucho”. Jakiekolwiek efekty na tym etapie są już praktycznie nie do usunięcia. Mówiąc o surowym brzmieniu mam na myśli też gitary, jeśli was to dziwi to niezorientowanych odsyłam do hasła reamping.

5) „One” – czyli znowu coś głównie dla gitarzystów. Nastawcie się na to, żeby partie rytmiczne nagrywała jedna osoba. Nie chodzi o całą płytę, ale o poszczególne riffy, zwłaszcza jeśli są gęste. Nawet jeśli obaj gracie coś ekstremalnie równo z metronomem, to często jest tak, że po nagraniu wypływają drobne niuansiki, które „siedzą w ręce” i może to sprawiać wrażenie krzywo zagranego. Nieco podobna wersja tej porady to taka, iż najlepiej jest, jeśli to autor numerów je nagrywa, brzmi banalnie ale strasznie ułatwia pracę – w końcu jak logika wskazuje to autor kompozycji powinien je znać najlepiej.

6)”Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną” – wiara to ważna sprawa, niektórzy wierzą w boga, inni w siebie, ale najgorzej mają ci, co wierzą w edycję komputerową, a dokładniej w to, że ona wszystko w studiu załatwi. Nie – nie załatwi.

7) ”Hot Chicks” – sesje nagraniowe odbywają się dużo sprawniej i z lepszym efektem, jeśli obecni są tylko niezbędni muzycy + ew. producent + realizator – nie zapraszajcie cioci/kolegów/dziewczyn nie daj boże. Jeśli już chcecie się strasznie pochwalić pobytem w studiu zabierzcie kamerę, aby zrobić swoje własne making of.

8) Elastyczność – bądźcie otwarci na sugestie ze strony realizatora, szczególnie jeśli jest to człowiek, który nagrał już wiele płyt i można o nim powiedzieć, iż ma doświadczenie. Nagrywając pierwszy raz można jeszcze nie ogarniać niektórych aspektów.
9) Nie lubię – jak wspomniałem w pierwszej części dotyczącej przygotowań w studiu, często okazuje się, że wszystko słychać o wiele bardziej selektywnie niż na próbach. Jeśli nie jesteście zadowoleni już po pierwszym take’u, powiedzcie o tym od razu realizatorowi. Oszczędzicie czas swój i kolegów, a w efekcie po prostu go zyskacie.
—————————————————————————————-
Znowu zebrało nam się podobnie jak w pierwszej części 9 punktów. Z premedytacją nie omówiłem sposobów, w jaki materiał możecie nagrać. Standardowo zaczyna się od bębnów, potem gitary, bas itd. Jednak niektórzy nagrywają na tak zwana setkę. Jeszcze inni pewnie robią miks takich czy innych sposobów. Nie ma sensu wdawać się tutaj w techniczne szczegóły, gdyż zależy to stricte tak po części od was, jak i od realizatora.
Mam nadzieję, że te parę rad ułatwi wam pierwszy kontakt ze studiem i pozwoli w efekcie cieszyć się swoim pierwszym demem. Oczywiście jeśli macie swoje przemyślenia w tej kwestii to zapraszam do komentarzy.
