W specjalnym, letnim wydaniu magazynu The Rolling Stone, z którego wywiad z Jamesem publikowaliśmy wczoraj, ukazała się także rozmowa z Kirkiem. W tym interesującym wywiadzie gitarzysta prowadzący Metalliki opowiada o graniu My Friend of Misery, własnym festiwalu, nowym albumie oraz zdradza kilka szczegółów o stronie finansowej Metalliki i dlaczego grają tyle koncertów. Tłumaczenie wewnątrz.
– Czego nauczyło cię granie Czarnego Albumu?
Przez bardzo długi czas myślałem, że „My Friend of Misery” jest utworem instrumentalnym. Gdy komponowaliśmy go w 1990, zawsze graliśmy go jako instrumental. Zanim jednak go skończyliśmy, James zdecydował o napisaniu słów. Gdy rozmawialiśmy o graniu Czarnej Płyty na koncertach, włączyłem go i po chwili powiedziałem: „O rany, tu jest tekst”. Gdy teraz zaczęliśmy ćwiczyć „Misery” na próbach, to było pierwsze wykonanie go z wokalem Jamesa.
Prostota tego albumu i jego struktura ocierają się o poezję. Dobry wiersz ma właściwe słowo we właściwym miejscu o właściwym czasie. Black Album ma to wszystko, a solówki praktycznie napisały się same.
– To nie było tak, że zacząłeś grać wolniej i prościej, by odnieść większy sukces, lecz wielu waszych fanów uznało Czarną Płytę za zdradę speed-metalowych korzeni.
Metal to jeden z najbardziej konserwatywnych gatunków muzycznych. Sęk w tym, że to również muzyka buntownicza, która powinna być ekstremalna. To nie jest coś, co należy poddawać dyskusji, bo każdy po prostu zna zasady. Czy to metal? Tak. Nie. A jeśli ciężko określić, to pewnie chodzi o Metallikę [uśmiecha się].
To tak jak z naszym festiwalem – jestem podekscytowany, że wystąpi tam Gary Clark Jr. (gitarzysta bluesowy – red.). Długo żaden gitarzysta tak mnie nie zainteresował. Bardzo podobało mi się, jak podczas trasy Lollapalooza (w 1996 – red.) graliśmy z Cocteau Twins, Ramones i Cheap Trick. Uwielbiałem tę dychotomię. Ale jeśli zamierzasz obrzucić mnie tym samym żarciem, to jestem gotów.
– Wasz festiwal Orion to wielkie przedsięwzięcie. Spodziewacie się zysku?
Pozwól, że zdradzę ci tajemnicę. W naszym przypadku żaden taki pomysł nie jest po to, by zarabiać [śmiech]. Chcemy, by była dobra zabawa. Może wyjdziemy na zero. Albo stracimy. Cokolwiek. Nie chcodzi o stronę finansową. Próbujemy wymyśleć coś fajnego.
– Więc z czego utrzymujecie swoje studio – z tras koncertowych?
Tak. Ze sprzedaży. Czerpiemy zyski z czego się da. To prawdziwy luksus, ale z tego wynikają też wspaniałe rzeczy. Mamy miejsce na próby, pisanie muzyki, tworzenie. Niekoniecznie możemy zarobić dzięki temu miejscu przez sposób, w jaki pracujemy. Nie spieszymy się, robimy co musimy, aż skończymy.
– Czy są lata, gdy musicie jechać w trasę, by popłacić rachunki?
Tak, co roku. Minęły czasy, gdy mogliśmy robić dwuletnie przerwy. Mogliśmy tak robić, gdy na bieżąco dostawaliśmy tantiemy za albumy. Teraz wydajesz płytę i dostajesz jedną czy dwie nieoczekiwane wpłaty, a nie tak jak kiedyś – czek co trzy miesiące. Musimy grać koncerty, ale to nie problem. Mamy świetny zespół pod względem występów i lubimy nieść ludziom muzykę. Nigdy nie uważałem, że wystarczy nagrać płytę.
– To również oznacza, że macie zaległości pod względem tworzenia nowej muzyki, bo jesteście tak zajęci trasami, festiwalem i filmem 3D.
Od jakichś dwóch lat mamy świadomość, że trzeba zacząć pisać utwory. To tak jakbym patrzył na wielki kamień na szczycie wzgórza: wiem, że któregoś dnia on zacznie się toczyć i nie będzie dało się go zatrzymać. Ale ten moment jeszcze nie nadszedł.
Wszyscy o tym myślą. Gdy kończyliśmy grać w Fillmore w zeszłym roku, pomyślałem: „Za rok będę miał już 50-kę. Czy to znaczy, że przy obecnym tempie nagram jeszcze tylko dwa albumy? Albo trzy?” A jeśli zmienimy tempo, kto wie? Pięć? Jedna rzecz, której nauczyłem się o tym zespole, to to, że ciężko jest coś przewidzieć, bo coś się zdarza i wszystko zupełnie się zmienia.
– Zabawnie wybraliście termin grania Black Albumu – 21. rocznica zamiast 20.
A wczoraj zdałem sobie sprawę, że w tamtym tygodniu minęło 29 lat, jak dołączyłem do Metalliki. Zupełnie o tym zapomniałem, ale zdarzyło się to 12 kwietnia czy jakoś tak, w 1983 roku.
– Szczęśliwej rocznicy.
Dzięki. Nie wiem, czy ktoś poza mną to zauważył. Nikt nic nie powiedział.

