List otwarty Larsa do zmarłego Ronniego Jamesa Dio
Lars Ulrich w zw. z wczorajszą śmiercią chorującego na raka żołądka, legendarnego wokalisty, napisał do niego symboliczny list otwarty, w którym wspomina wspólne chwile i dziękuje Ronniemu za wpływ na swoje życie.

Drogi Ronnnie,
Właśnie zszedłem ze sceny w Zagrzebiu. Zastałem informację, że odszedłeś. Jestem jakby w szoku, ale chciałem, byś wiedział, że byłeś jedną z najważniejszych przyczyn, dla których w ogóle wszedłem na tą scenę..
Gdy po raz pierwszy zobaczyłem Cię w ELf otwierających dla Deep Purple w 1975r., kompletnie rozwaliła mnie potęga Twojego głosu, Twoja prezencja na scenie, Twoja pewność siebie i łatwość z jaką wydawałeś się nawiązywać kontakt z 6,000 Duńczyków i jednym wpatrzonym 11-latkiem, większości z których nie była znana muzyka Elf. Kolejnego roku oszalałem, gdy usłyszałem, że łączysz siły z moim ulubionym gitarzystą. Brzmieliście tak dobrze ze sobą i natychmiast stałem się fanem Rainbow numer 1 w Danii.
Jesienią 1976r., kiedy zagrałeś swój pierwszy show w Kopenhadze, stałem dosłownie w pierwszym rzędzie i te kilka razy, gdy nawiązaliśmy kontakt wzrokowy sprawiło, że czułem się jak najważniejsza osoba na świecie. Wiadomość, że zostawaliście w mieście na dzień wolny niejako samoistnie wbiła mi się do głowy i poczyniłem pielgżymkę do hotelu Plaza, by przekonać się, czy mógłbym jakoś zdobyć zdjęcie, autograf, jedną chwilę, cokolwiek. Kilka godzin później wyszedłeś i byłeś taki miły i troskliwy… zdjęcia, autografy i parę minut zwykłej pogawędki. Byłem na szczycie świata, zainspirowany i gotowy na wszystko. Rainbow przyjechało do Kopenhagi jeszcze parę razy w ciągu kolejnych kilku lat i za każdym razem mnie rozwalaliście, i na dobre trzy lata byliście moim absolutnie ulubionym zespołem na tej planecie.
Przez lata miałem dość szczęścia, aby wpaść na Ciebie około pół tuzina razy i za każdym razem byłeś tak miły, opiekuńczy i łaskawy jak w 1976r. na zewnątrz hotelu.
Gdy w końcu mieliśmy okazję zagrać razem w Austrii w 2007r., pomimo że nie dałem po sobie tego poznać, dosłownie na powrót stałem się tym zasmarkanym dzieciakiem, którego poznałeś i natchnąłeś 31 lat wcześniej i był to tak wielki kurwa honor i spełnienie marzeń, by dzielić z Tobą i resztą legend z Heaven & Hell jedną scenę.
Kilka tygodni temu, gdy usłyszałem, że nie dasz rady pojawić się na występach Sonisphere, które dzielilibyśmy między sobą tego czerwca, chciałem do Ciebie zadzwonić i powiedzieć, że myślę o Tobie i życzę Ci jak najlepiej, ale trochę wymiękłem myśląc, że ostatnia rzecz jakiej potrzebowałeś podczas powrotu do zdrowia to bycie poczucie obowiązku odebrania telefonu od duńskiego perkusisty-fanboya. Żałuję, że nie wykonałem tego telefonu.
Będziemy ogromnie za Tobą tęsknić podczas występów i będziemy myśleli o Tobie z wielkim podziwem i oddaniem podczas tego maratonu. Zapowiadało się tak świetnie mieć Cię na trasie z tak zwaną “Wielką Czwórką”, jako że byłeś jedną z oczywistych i głównych przyczyn, dzięki której ta czwórka w ogóle istnieje.
Uszy zdecydowanie rozpalą Ci się do czerwoności przez te dwa tygodnie, ponieważ wszyscy będziemy gadać, wspominać i dzielić się opowieściami o tym, jak znanie Cię uczyniło nasze żywota tak znacznie lepszymi.
Ronnie, Twój głos odbił się na mnie i dodał mi sił, Twoja muzyka inspirowała i kształtowała mnie, a Twoja dobroć dotknęła i poruszyła mnie. Dziękuję Ci.
Wyrazy wielkiej miłości.
———————————————————————————————————-
Ronnie James Dio podczas ostatnich Golden God Awards (podczas których otrzymał nagrodę dla najlepszego wokalisty), kiedy zapowiadało się, że da radę tę walkę wygrać:
Cóż, czuję się raz dobrze, raz źle, to długi proces. Chemoterapia – nigdy nie zdawałem sobie sprawy z tego, jaka to trudna rzecz do przejścia. (…) Ciężko mi jeść, ale i tak nie lubię jeść, więc to chyba ok. Ale wiem że muszę, ale to bardzo, bardzo wszystko utrudnia. Ale jeśli masz determinację to zwalczyć, wtedy musisz podążać za tym, w co wierzysz i tak się stanie, i sprawa załatwiona. Chodzę do świetnego szpitala (…), myślę że najlepszego szpitala na świecie, mam najlepszego lekarza na świecie, (…), któremu naprawdę ufam i w którego wierzę, więc.. Myślę, że zrobiłem wszystko, co trzeba i to sprawia, że pozytywnie patrzę na swoje życie i jestem przekonany, że jest jeszcze wiele rzeczy do przeżycia.
Zobacz również:
13 komentarzy do “List otwarty Larsa do zmarłego Ronniego Jamesa Dio”
Dodawanie komentarza









Też go poznałem przez film z Tenacious D. Baaardzo długo sobie nuciłem tamtą piosenkę z tego filmu “I hear you brave Jables you are hungry for the rock…”
A podobno już wszystko było lepiej…
Długo żyłam w nieśwaidomości,że ktoś taki istnieje,dopiero ponad rok temu zobaczyłam go w filmie z Tenacious D. Z miejsca urzekł mnie ten głos i stałam się jak to określają moi znajomi “NAJWIĘKSZĄ ZNANĄ IM FANKĄ Dio na świecie”.
Wiadomość o jego śmierci siekła mnie niesamowicie,do tej pory trudno mi w to uwierzyć :(
To wszystko jest bardzo, bardzo smutne. Byłem fanem Dio, bardzo chciałem kiedyś zobaczyć go na żywo i żałuję, że nie będę miał tej okazji. Trzeba zauważyć, że zmarła legenda heavy metalu, wiele ludzi może o tym nie wiedzieć, ale znak, który wszyscy pokazują na koncertach (\m/) rozpropagował właśnie Dio.
Jednak co do artykułu to uważam, że list od Larsa jest na prawdę bardzo szczery i dobrze, że go opublikował.
Musze se z ciekawosci zapodac tego Dijo na youtube bo jeszcze ani razu go nie slyszalem.
To pierwszy raz, kiedy żałuję, że istnieje internet. Wolałbym żyć w nieświadomości:(.
hmm…jak usłyszałam o śmierci Dio to zebrało mi się tak jakby na przemyślenia i mimo tego że jestem tak jak to kolega ujął “14 letnim szczylem”, to jak o tym myślę to chce mi się płakać. Wiadomo ludzie odchodzą, przychodzą tak było jest i będzie i nic tego nie zmieni ale… jak odejdą Ci najlepsi to scena metalowa nie będzie taka jak dawniej. Ja się cieszę, że mam okazję być z tą muzyki kiedy moi idole jeszcze żyją, kiedy jeszcze koncertują, kiedy mam okazję być na ich zobaczyć na żywo…szczerze mówiąc to osobiście nie wyobrażam sobie tego, że miał by od nas odejść Papa Het czy Ozzy -- to by było straszne i okropne.
Nie byłam wielką fanką Dio, nie wiele nawet miałam okazji go słuchać, ale mam wielu znajomych dla których jest to “muzyczny bóg”. Jestem świadoma co Ten człowiek zrobił dla muzyki, budzi on we mnie podziw i uważam go za wielkiego człowieka. Stało się, czasu nikt już nie cofnie …
Ja sie najbardziej obawiam co bedzie za… 20 lat? Kto zapełni stadiony, kto przyciągnie 14letnich szczyli i 60letnich mezczyzn, nie grajac przy tym po prostu komercyjnego syfu? Trzeba sie cieszyć nimi, poki jeszcze mozna.
Rak żołądka? ;| Mój dziadek miał złośliwego raka, żyje po dziś dzień i ma się dobrze, choć bez żołądka. Jest go po prostu kilka kg mniej. Ehh :(
Najlepsze, ze chemioterapia w przypadku Dio dzialala, guz -- wczesnie wykryty -- zmniejszal sie i mial miec juz odstawiona chemie, do szpitala jezdzil juz rzadziej. Jego zona napisala, ze “odszedl w spokoju i wielu czlonkow rodziny i przyjaciol mialo okazje prywatnie sie z nim pozegnac i ze wiedzial, jak bardzo byl przez wszystkich kochany’.
jestem w szoku
[*]
Mały człowiek o tak wielkim głosie najwiekszym jaki można było w rocku usłyszec odszedł dalej mi się to w głowie niemieści;(
Odszedł wielki wokalista. :(
R.I.P.