Po części pierwszej przyszedł czas na kolejną – tym razem głos Didymosa – admina DeathMagnetic.pl. Jesteście ciekawi, czego słuchałem w tym roku i co chciałbym polecić Wam wszystkim? Zerknijcie do mojego podsumowania i sprawdźcie, czy nasze gusta się w jakimś stopniu pokrywają. Trzeba przyznać, że w mijającym roku działo się całkiem sporo i miałem problem z wyborem kilku najlepszych albumów – co z tego wyszło?
Polska
Byłbym kłamcą gdybym na siłę wybierał swoje ulubione albumy 2013 w Polsce. Już od jakiegoś czasu nie śledzę zbyt dobrze „naszego podwórka” i wyłapuję tylko co, co wg. mnie najlepsze i godne uwagi – dlatego też prezentuję Wam trzy moim zdaniem świetne płyty, obok których w żadnym wypadku nie przechodzę obojętnie.
3. Edyta Bartosiewicz – Renovatio
Sentymentalna podróż w czasie to chyba najlepsze określenie dla tej płyty. Najlepszy kobiecy głos w Polsce powraca na scenę po 15 latach przerwy ze świetnym albumem, który przenosi w czasie i sprawia, że znów ma się kilkanaście lat. Tak, to nie jest metalowa płyta!
https://www.youtube.com/watch?v=z1c4C-eUi_U
2. Blindead – Absence
Moja przygoda z zespołem jest dosyć krótka – po raz pierwszy słuchałem ich dopiero przy okazji ich poprzedniego wydawnictwa (Affliction XXIX II MXMVI) i od razu dałem się wciągnąć. Tym razem nie było inaczej. Całość doprawiona świetnym koncertem w warszawskim klubie Basem sprawia, że z całą pewnością Blindead będzie mi towarzyszył także w 2014 roku
1. Obscure Sphinx – Void Mother
Obscure Sphinx poznałem na samym początku ich działalności, kiedy grali swoje pierwsze koncerty w warszawskich klubach. Przychodziło na nie kilkanaście – góra kilkadziesiąt – osób. Już wtedy charyzmatyczna wokalistka zwróciła moją uwagę, postanowiłem więc posłuchać co mają do zaoferowania na swojej nowo wówczas wydanej płycie i… zamurowało mnie. Dziś możemy cieszyć się ich nową, drugą już płytą – Void Mother i poziom, jaki prezentują muzycy zdecydowanie jest nadal bardzo wysoki. Pyta wciąga od początku do samego końca i bez wątpienia jest to polska płyta roku 2013. Polecam!
Świat
Tutaj sprawa będzie o tyle skomplikowana, że w 2013 roku słyszałem grube dziesiątki płyt z czego naprawdę sporo trzymało niezły poziom. Postaram się wymienić te, których słuchałem najczęściej oraz te, o których istnieniu warto zdawać sobie sprawę i sięgnąć do nich w wolnej chwili. Moja lista na pewno nie zamknie się w pięciu wybranych płytach, więc – będzie ich aż 12 (kolejność w dużej mierze przypadkowa).
12. Queens of the Stone Age – Like Clockwork
Po pierwszym przesłuchaniu byłem sceptyczny i mało brakowało, a nowe dzieło Josha Homme’a nie znalazłoby się na tej liście. Jednakże – nauczony doświadczeniem – wiem, że płyt nie ocenia się po jednym, czy dwóch razach. QotSA rozwija się i idzie z góry wyznaczoną trasą. Trasą nową, ale interesującą – zdecydowanie na plus.
11. Spiritual Beggars – Earth Blues
Nieznana szerszej publiczności stonerowa kapela z Michaelem Amottem w składzie, którą uwielbiam od lat! Nowy krążek to pozycja obowiązkowa w mijającym, 2013 roku – wylądował w moim odtwarzaczu na długie miesiące.
10. Monster Magnet – Last Patrol
Dave Wyndorf to jeden z najbardziej charakterystycznych głosów, jakie znam. W połączeniu ze swoją psychodeliczną muzyką tworzy coś, co zdecydowanie intryguje i zwraca uwagę. Po zarzutach o coraz to gorszą formę zespołu Monster Magnet udowadnia, że wciąż jest w stanie nagrać naprawdę dobry, równy album.
9. Black Sabbath – 13
Chyba każdy, czekający na tę płytę najzwyczajniej w świecie bał się tego, co usłyszy – ja również. Na szczęście niepotrzebnie. Może nie jest to ten Black Sabbath sprzed lat, z brudnym brzmieniem prosto z winyla, ale muzyka wciąż ta sama – mroczna, ciężka i wpadająca w ucho.
8. Deep Purple – Now What?!
Kolejny z klasyków, który wydaje nową płytę i okazuje się zaskakująco świeży i wprost niewiarygodnie dobry! Najnowszy album Purpli to zdecydowanie jedna z perełek mijającego roku
7. Ihsahn – Das Seelenbrechen
Ihsahn, znany niegdyś z black-metalowego Emperor wraca z kolejnym albumem. Albumem, który jest bardzo trudny w odbiorze i naprawdę wymagający. Jednakże po rewelacyjnych „After” i „Eremita” także „Das Seelenbrechen” ląduje wśród najlepszych albumów roku.
6. Steven Wilson – The Raven That Refused to Sing
Mistrz progresywnego rocka nagrywa coraz to lepsze płyty – temu się nie mogę nadziwić, z każdą kolejną pochłania coraz bardziej… Nowa płyta Wilsona czaruje i nie daje się od siebie odciągnąć przez bardzo długi czas.
5. Steve Lukather – Transition
Porywający i niezwykle świeży (choć nie najmłodszy już) wirtuoz, mający na swoim koncie setki płyt, nagranych z różnymi muzykami. Transition nie jest już tak dobry jak poprzedni „Alls Well That Ends Well” ale i tak jest to najwyższa półka gitarowego grania, które ma w sobie mnóstwo feelingu, którego często na próżno szukać u innych wykonawców.
4. Shining – One One One
Zupełnie szalone połączenie elektroniki i saksofonu w kolejnej, świetnej odsłonie. Norweskie Shining to zdecydowanie zespół, którego warto posłuchać i przekonać się samemu, że wciąż można być oryginalnym.
3. Killswitch Engage – Disarm The Descent
Po powrocie Jessego Leacha Killswitch Engage wraca na wyżyny swoich umiejętności i serwuje nam świetny i energetyczny album bez słabych punktów i wypełniaczy!
2. Kvelertak – Meir
Debiutancka płyta to coś, wokół czego zdecydowanie nie można było przejść obojętnie. Po 3 latach Norwegowie wracają z nowym albumem i nie zawodzą!
1. Carcass – Surgical Steel
Żeby nie było, że w moim zestawieniu znajduje się mnóstwo albumów nie koniecznie metalowych, przedstawiam najlepszą według mnie płytę roku, ostrą jak brzytwa i precyzyjną jak ręka wprawnego chirurga. Po wieloletniej nieobecności brytyjski Carcass ze swoim „Surgical Steel” ląduje na szczycie mojego zestawienia serwując nam wszystkim mnóstwo świetnego, death metalowego grania. Wisienka na torcie, która zostanie zapamiętana na długo. Zdecydowanie polecam tym, którzy jeszcze nie słyszeli a lubią brutalne, bezkompromisowe granie!
Koncerty
W przypadku wydarzeń koncertowych ograniczę się do prostego podsumowania i wymienienia 5 najlepszych koncertów na jakich byłem. Taki zabieg jest o tyle trudny, że 2013 był dla mnie niesamowicie udanych rokiem jeśli chodzi o ilość koncertów, w których uczestniczyłem… No ale do rzeczy (chronologicznie)
- Kvelertak – marzec – za ilość energii zdecydowanie za dużą jak na mały klub – Hydrozagadkę
- King Diamond – maj – za doskonałe show w starym stylu
- Rammstein, czerwiec (Impact Festival) – za najlepsze widowisko, jakie widziałem do tej pory na scenie
- Joe Satriani, lipiec – za genialny popis genialnego gitarzysty, połączony z lekkością i swobodą grania
- Satyricon, listopad – za największe chyba w tym roku koncertowe zaskoczenie, świetne brzmienie i muzyczne wmurowanie w ziemię

