Metallica: zgasła w ciemności Czarnej Płyty
Przedstawiamy Wam tłumaczenie artykułu zamieszczonego na stronie Nashville.com. Tekst, którego autorem jest Matt Sullivan, amerykański dziennikarz, został napisany w dość charakterystycznym stylu – autor nie przytacza jedynie suchych faktów, ale sam próbuje ocenić genezę powolnego rozkładu Metalliki po wydaniu ‘Czarnego Albumu’. Podkreślamy, że opinie zawarte w tym tekście są przede wszystkim indywidualnym zdaniem jego autora…

Patrząc z perspektywy czasu, sukcesy Metalliki w latach 80-tych są ciężkie do pojęcia. To prawda, że ich główny sukces komercyjny przyszedł dopiero w latach 90-tych, ale fakt, że kapela thrashowa, pisząca ośmiominutowe, epickie teksty, może nagrać platynową płytę w erze spandeksu i glam-popu, jest osiągnięciem którego nie można nie zauważyć – szczególnie, że praktycznie nie byli puszczani w rozgłośniach radiowych. W latach 80-tych Metallica należała do podziemia i nagięła główny nurt muzyki tamtych lat na swoją korzyść. Każda następna płyta stawała się coraz bardziej dokładna, złożona i choćby nawet MTV stało się dominującą siłą promującą gwiazdy, Metallica nie zawracała sobie głowy robieniem teledysków dopóki nie wydali płyty, w której refreny były czasem oddzielone conajmniej czterominutowymi przerwami. Kiedy ‘Enter Sandman’ przekroczył próg metalu trzy lata później, a łóżko tego gościa z klipu zostało rozwalone przez TIR-a, Metallica zdążyła zdefiniować następne pokolenie heavy metalu.
Jeśli chodzi o same ambicje, album ‘Metallica’, lub jak kto woli – ‘Czarny Album’, wydany w 1991 roku, był zdecydowanym krokiem wstecz, nawet jeśli wydawnictwo to dostarczyło co najmniej cztery nieśmiertelne klasyki. Podziemie metalowe jednak jest miejscem, które nie wybacza takich pomyłek. Metallica stała się jednym z największych zespołów na świecie w czasach hair metalu, czyli w erze, gdzie niepodzielnie panowała autentyczność. Po okresie opierania swojej kariery na unikaniu wszystkiego związanego z radiem, fakt, że zespół był skłonny do napisania krótkiej piosenki tylko po to, żeby została ona wydana jako singiel, doprowadził fanów nielubiących zmian do rozpaczy. Mimo, że zespół sprzedał już ponad milion płyt (od Kill’em All do …And Justice for All), to ‘Czarny Album’ wyznaczył punkt, od którego podziemie metalowe miało wrażenie jakoby Metallica już do niego nie należała.

Metallica, mimo że nie z własnej winy, stała się ofiarą własnego sukcesu – nie dlatego, że trudno było znaleźć fanów w tych dniach, ale dlatego, że przez te 5 lat, które dzieliło wydanie “Czarnego Albumu” od reszty wydawnictw z lat 90-tych, zmieniły się wyznaczniki dobrej muzyki. Metal podziemny, na który oni wcześniej pracowali i wywarli na niego duży wpływ, został rozbity na wiele różnych odmian, które istniały raczej bez wyższych celów, niż pretendowały do bycia bardziej ‘hardkorowymi’ częściami sztuki muzycznej, od ich poprzedników. Zachowanie szlaku, który wyznaczyła Metallica dla nowych odmian, staję się trudne gdy, ballada ‘Nothing Else Matters” znajduję się pomiędzy klipami wydanymi przez Weird Al i Salt-N-Pepa, a VH1 umieszcza teledysk ‘Enter Sandman’ na osiemnastym miejscu najlepszych klipów lat 90-tych, zaraz za wideo Destiny’s Child ‘ Say my name’, i dwa miejsca za “MmmBop”.
Nawet jeśli Metallica myślała o sobie jak o grupie metalowej, to podziemie metalowe było w latach 90-tych skazane na kryzys, podczas gdy świat pachniał jak nastoletni wigor [gra słów : the world Smelled like Teen Spirit]. W późniejszej części dekady, zespoły grające pod nierozczytywalnymi nazwami z odwróconymi literami próbowały sprzedać hair metal w stylistyce muzyki lat 90-tych i w tym właśnie momencie zespół zdecydował się wydać swoje następne płyty. Po pięcioletniej przerwie, Metallica udostępniła dwa albumy: Load i Reload, albumy, które powinny poskutkować przerwą jeszcze dłuższą . Na całym świecie różne Nickelbacki zaczynały się pchać do branży muzycznej. Metallica jako szanujący się zespół metalowy przestała istnieć i nazywanie tego Metalliką było tylko szyderstwem. Gniew był całkowicie zasłużony – zamiast ekstremalnego zespołu thrashmetalowego, na świecie aż roiło się od tych Nickelbacków. W swoim czasie nakręciła się burza wokół Napstera i nawet coś tak monumetalnego jak ‘Master of Puppets’ ciężko było sprzedać nowemu słuchaczowi.

Na wyżynach kreatywności Metalliki wciąż byli oni częścią sceny którą wspierali. ‘Master of Puppets’ wydany został w roku 1986, tym samym co ‘Reign In Blood’ Slayer’a i ‘Peace Sells… But Who’s Buying?’ Megadeth. Te zespoły zapoczątkowały nadejście thrashu oraz utrwaliły go jako rodzaj muzyki. Blisko 20 lat później, film dokumentalny ‘Some Kind of Monster’ pokazał pranie brudów w zespole oraz grupową terapię psychologiczną. Dokładnie zaprezentował także charaktery członków zespołu: dwóch samolubów i jednego kompletnego oszołoma, z czego żaden z nich nie wiedział co się dzieje wokół. Zostało to sfilmowane zaraz po odejściu z zespołu Jasona Newsteda, natomiast rozmowy nie skupiały się na tym przez kogo ma być on zastąpiony, a na tym kto może wypełnić lukę po Cliffie Burtonie, byłym basiście Metalliki, zmarłym w wypadku autobusowym podczas trasy koncertowej zespołu w 1986 roku. Idealizowanie lat spędzoncyh z Burtonem, przez Jamesa Hetfielda i Larsa Ulricha, pomimo tego, że był on w zespole prawie pięć razy krócej niż Newsted, pokazuje, że Metallica wie, iż swoje najlepsze lata ma już za sobą. Film skupia się na wydaniu najgorszej płyty Metalliki, ‘St. Anger’, z czasów której pamiętamy trasę koncertową z zespołami słabymi (Godsmack, Avenged Sevenfold) jak i wręcz głupimi (Slipknot).

‘Some Kind of Monster’ pokazał zespół na tyle odważny, aby zawstydzić samych siebie, albo może po prostu kilka jednostek zupełnie odłączonych od rzeczywistości. ‘Death Magnetic’, najnowszy album Metalliki, jest śmiałą próbą odzyskania przez zespół blasku i brzmi jakby został wyjęty spomiędzy “Czarnego Albumu” i “…And Justice for All”. Na ostatniej trasie widać poprawę. Koncerty Metalliki otwierają zespoły takie jak Mastodon, Machine Head czy Gojira. Chociaż świetne momenty na tym albumie są przyćmiewane przez sporadyczną nudę, scena w ‘Monsterze’ pokazująca jak chłopaki ćwiczą numer z ‘Master of Puppets’ budzi w nas nadzieje. I nawet po aferze z Napsterem, grupowych terapiach i tych wszystkich Loadach i ReLoadach, Battery zawsze będzie kopać tyłki!
Zobacz również:
16 komentarzy do “Metallica: zgasła w ciemności Czarnej Płyty”
Dodawanie komentarza









Metallica skończyła się na Kill’em All!
Zrobili kawał dobrej muzyki i nadal to robią. Przez te wszystkie lata się utrzymali niemalże w nie zmienionym składzie co też jest ważne! Tyle mam do powiedzenia. ;)
odważne słowa. przynajmniej nie ma jakichs super uwielbien co do mety tylko subiktywna opinia człowieka który conieco widział i słyszał. :)
ps: ja nie uważam zespołu ”avenged sevenfold” za słaby…
“Dwóch samolubów i jednego kompletnego oszołoma..”genialne hehe.
Nie zgadzam się z opinią że St.Anger jest najgorszym albumem Metalliki.jak dla mnie jest jednym z lepszych!:)z każdym przesłuchaniem doceniam go coraz bardziej:)Load i ReLoad też nie są złe,zwłaszcza ten drugi.kawał dobrego hardrocka,pomieszanego z bluesem,gdzieniegdzie country…jak dla mnie w porządku.i nie uważam też żeby Metallica zgasła po “Black Album”..poprostu poszła w inną stronę niż się wszyscy spodziewali i dlatego wielu zawiedzionych fanów powiesiło na niej psy.bywa i tak..
Mocne ^^^
Ale świetne!!!
Brawa za tłumaczenie, rzeczywiście, pomijając drobiazgi jest super.. Co do samej treści -- to mam podobnie jak z tego co większość -- odmienne zdanie.
Ja w Mecie cenię właśnie to, że nie boją się nagrać takich Load’ów, są otwarci na wpływy muzyczne i eksperymentują.. Swoją drogą Load to obok Mastera i DM moja ulubiona płyta..
A że dla niektórych Meta zaczyna się kończyć tuż po wejściu bębnów w Anesthesia -- Pulling Teeth -- cóż szanuję każde zdanie, a ortodoksi też są na świecie potrzebni :)
Tłumaczenie, mimo kilku dziwnie brzmiących zdań, to kawał solidnej roboty :)
Co do samego artykułu -- niewyobrażam sobie Mety bez Loadów. Niech ludzie (w tym i Wy, drodzy czytelnicy tego serwisu :P) myślą i mówią co chcą, ale dla mnie te płyty to kawał solidnego hard rocka. A że to już nie metal? I co z tego? Nie samym metalem człowiek żyje… ja się dziwię Slayerowi, że przez 20 lat swego istnienia cały czas ggra siekę…
poza tym w tym artykule pełno żałosnego patosu charakterystycznego dla metalo-maniaków (który ten patos strasznie mnie zawsze mierził)… “metal podziemny”, “nazywanie tego metalliką było szyderstwem”… ratunku.
A Godsmack to słaby zespół? Ok, są różne gusta, ale co to znaczy, że zespół jest “głupi” (jak to pisał o Slipknocie, który w.g.mnie jest naprawdę dobrą kapelą).
Znaczy się wypłynęły takie zespoły jak nikelbaki a trashowe zeszly na dalszy plan… A jak wyjdą znów na pierwszy to będzie to oznaczało, że skomercjalizowały się? :) I kółko się zamyka. Bez sensu ten jego artykuł; wysoce subiektywna wypowiedź. Poza tym wracając do ReLoadów. Ja wysłucham całej dyskografii Metalliki i bede czuł się super a słuchając np Arch Enemy albo Cradle of Filth(ten ostatni świetną grają muze) to zmięknę po jednym krążku. rozumiecie??
Ja nie mowie, ze jest, tylko zeby przymruzyc oko ;]
Nie wiem w czym propozycja brtax jest lepsza od tej w tekście ale OK, niech tam już będzie…
Kolega z redakcji jest nowy, dajcie mu taryfe ulgowa. My juz go odpowiednio poinstruujemy, a Tommik na pewno wprowadzi jeszcze kilka poprawek tak, zeby calosc wygladala jak trzeba :)
Ale to jest też trochę niegramatycznie :P
Tak powinno być -- zamiast extremalnych zespołów thrashmetalowych dostwaliśmy coraz więcej tych Nickelbacków” ;]
O to, że jakiś czas temu jeszcze (ok. 2000 roku) zaczęły wypływać różne kapele typu Nickelback (ja akurat lubię pewne ich nagrania), Creed, Linkin Park i to one stały się popularną muzyką heavy, zdobywając taką popularność jak Metallica w 1991. Zespoły typu Slayer, Megadeth, etc., grające trudniejszą muzykę, jakby zeszły na dalszy plan. Dopiero teraz to wszystko wraca do normy ;)
“Gniew był całkowicie zasłużony – zamiast ekstremalnego zespołu thrashmetalowego, na świecie aż roiło się od tych Nickelbacków.”
O w tym chodzi? :D
No nie takie kosmetyczne, kinek ;)
Sorry :D
Nie tylko moje. Kosmetyczne poprawki robił Tommik :P
“dwóch samolubów i jednego kompletnego oszołoma”
hehe to dobre xD
Co do jednak całego artykułu to z jego autorem się nie zgadzam. Po pierwsze te wszytskie loady i reloady sa genialne. A poza tym… nie uwazam zeby godsmack byl slabym zespolem :D Czasami mam wrazenie,ze dla niektorych wszystko co nie jest thrash, death albo niewiadomo jakim innym ostrym metalem to gowno. Litosci…
Kinek -- dobre tlumaczenie :D