Mike Portnoy z Dream Theater o My Apocalypse
Genialny perkusista Mike Portnoy z prog-metalowego zespołu Dream Theater zareagował na swoim oficjalnym forum na wydanie My Apocalypse. Mike od dawna nie kryje, że jest wielkim fanem Metalliki, ale dopiero w przypadku My Apocalypse wyraził swoją prywatną opinię na temat nowego kawałka z Death Magnetic.

Na forum www.mikeportnoy.com Mike pisze:
Miałem ambiwalentne odczucia odnośnie “The Day [That Never Comes]“,
które wydawało się być na siłę “metallikowym” zestawieniem
wyświechtanych patentów.Ale ta piosenka totalnie RZĄDZI!!!
(nieważnie, że powiela tą samą strukturę, co “Damage, Inc.”)To bezdyskusyjnie najlepsza piosenka Metalliki od czasów “Dyer’s Eve” (które było również powieleniem “Damage, Inc.”)
W sumie najlepszą rzeczą w tym utworze jest dla mnie brak melodyjnych wokali Jamesa…
Trzymam kciuki za resztę płyty…
Takie słowa w ustach samego Mike’a to naprawdę coś pięknego. Nie wiem czy wszyscy wiedzą, ale Dream Theater na kilku koncertach w 2002 roku grał całe Master of Puppets.
Zobacz również:
16 komentarzy do “Mike Portnoy z Dream Theater o My Apocalypse”
Dodawanie komentarza










LOL. Idź posłuchaj trochę więcej z dokonań Metalliki, szczególnie polecam Master of Puppets i And Justice For All -- obie pomogą Ci w ustaleniu chronologii powstania obu piosenek ;)
myslalem, ze dyers byl przed damage… :)
Jak oceniacie wykonanie Mastera? Trochę wolniej grają… ale fajnie.
Admin: mi sie juz do Wa-wy nie chcialo jechac, ale bylem w Ka-ce i wczesniej w Arenie :) Rowniez zajebiscie, ostatnie “eveningi with”.
Uwielbiam brzmienie Dream Theater, ale tego pana od koziego wokalu, to po prostu wytrzymać nie mogę. Jak słyszę, że ktoś tak wyje do tak zaje**stych riffów, to ja też mam ochotę wyć, ale z wk***ienia.
Ave! :)
Byłem na dwóch zeszłorocznych koncertach Dream Theater w Polsce -- oba absolutnie genialne i porywające… Nawet jeśli chodzi o LaBrie to pełen szacunek -- pamiętajcie, że to frontman decyduje w dużej mierze o samym zespole. A Dream Theater jest akurat uważany za genialny w większości kręgów muzycznych (no może nie u EMO) heh. Pozdro :)
Na koncertach faktycznie LaBrie miewa slabe momenty, ale te najslawniejsze pochodzily z czasu, gdy mial powaznie uszkodzone gardlo i istnialo zagrozenie, ze nie bedzie mogl juz spiewac do konca zycia. A mimo to wychodzil na scene i dal rade z tego wyjsc. Mimo, ze rozumiem tez, ze mozna nie dzierzyc jego glosu jako takiego, to bede go bronil. Technicznie jest zajebisty. I nie mozna wymagac agresji od kolesia z wysokim glosem cale zycie szkolonego klasycznie. Dla wtajemniczonych jest jasne, ze rockowy scream z klasycznym spiewem sa nie do pogodzenia, chyba ze raz to, a za pare dni to, ale to trzeba miec tez odpowiedni glos do krzyku. On ma takie gardlo, a nie inne, poszedl wiec taka droga i slusznie. Osobiscie nie widze nikogo na jego miejscu w DT, a Frameshift pierwszy to poezja (drugi z reszta tez, ale to juz Bach). Jego solo plytka i Ayreon z nim w roli glownej tez mi szumialy w uszach dlugo. Winter Rose tez czadowy, jesli ktos nie ogranicza sie w gitarowym graniu do wylacznie ponurej i ciezkiej strony medalu. Mial ogromny wplyw na mnie jako wokaliste swego czasu, jesli o klasyczna strone spiewu chodzi. Znudzil mi sie juz generalnie i przejadl, ale najpierw musialem sie nakatowac sluchaniem wszystkiego, co wydal. Zeby nie bylo, nie on jeden mnie tak inspirowal, ale miedzy innymi stanowil bardzo wazny dla mnie etap nauki. Charyzmy faktycznie mu brak, wiec jako frotman w sensie marketingowym to lipa, fakt. Kanadyjczyk :P
Mi też czasem żal jest instrumentalistów z Dream Theater że mają takiego biednego wokalistę. Nie dość, że w ogóle brak mu charyzmy i tego ‘czegoś’, to i nie raz zafałszuje na koncercie.
Wszycy z Dream Theater to muzyczni geniusze oprócz wokalisty, który jest najgorszym wyjcem na świecie.
Petrucci + Rudess = Święta Dwójca
Jeśli chodzi o samego Portnoya, to jest trochę od niego mocniejszych (chociażby Donati), ale i tak jest z niego nie lada kozak.
adenai: pewnie masz rację. Zajmuję się tłumaczeniami i wiem, że jak by się nie starać, to i tak zawsze coś przepadnie przy przekładaniu z jednego języka na drugi.
Jeśli chodzi o konwencję to rzeczywiście, wszystkie trzy kawałki mają podobny układ. I wszystkie trzy są świetne :)
TommiK: mysle, ze to wina tlumaczenia. Nie sadze, by Portnoy mial na mysli, ze DE i MA sa w prostej linii proba skopiowania DInc. Moim zdaniem mial raczej na mysli konwencje utworu, ktore rzeczywiscie sa wrecz jednakowe, co nie zmienia faktu, ze to rozne kawalki, traktujace o innych sprawach.
No z tym panem to chyba mamy podobny gust. Ale oczywiście kiedy ja mówiłem podobnie o TDTNC, to pieprzyłem głupoty, bezdusznie analizowałem, a utwór wcale nie był schematycznym zrzynatorem z dawnych utworów, a kiedy mówi to “wielki Mike Portnoy z wielkiego Dream Theater”, to jest to piękne w jego ustach… Swoją drogą ten ostatni komentarz autora newsa do słów Portnoya jest nieadekwatny do wagi newsa i dość… ciotowaty, moim zdaniem.
Rzeczywiście, Dream Theater technicznie są nie do pokonania. W latach 90tych wyznaczyli nowe standardy, podobnie jak Metallica w latach 80tych.
Cieszy pozytywna opinia tak uznanego muzyka, choć osobiście nie zgadzałbym się, ze Apocalypse i Dyers są powieleniem Damage.
Rozbraja mnie sylwetka Petrucciego, ale technike i uczucia podczas gry ma boskie.
Respect dla tej kapeli, cover jeden z lepszych(może bym zmienił vocal,ale to kwestia gustu)
Dla mnie osobiście Mike Portnoy jest najlepszym prekusistą świata. Dream Theater to absolutni geniusze. Polecam dla osób o nieco szerszych horyzontach muzycznych (chiociaż to również kawał mocnego grania)