Teksty Metalliki: Inspiracje z zewnątrz, cz. II
Witam w drugiej (i z okazji końca wakacji, co by nie było nudno w nowym roku szkolnym / akademickim / pourlopowym -- póki co najdłuższej i najbogatszej) części artykułu poświęconego utworom Metalliki inspirowanym światem zewnętrznym. W tym odcinku przyjrzymy się kawałkom z “Master of Puppets” i “…And Justice for All”, już tradycyjnie, choć jak zwykle niechcący, zaczynając od wyjątku…

(uwaga: news może się bardzo długo ładować, przyda się też trochę wiecęj wolnego czasu na czytanie niż zwykle)
“Ride The Lightning”
Czyli wszystko już jasne w kwestii tegoż wyjątku. Wracamy na chwilę na poprzednią płytę za sprawą jednego z komentarzy do części pierwszej, który w ostatniej chwili uwypuklił wcześniej pominięty przeze mnie filmowy niuans.
Znaczenie:
Co prawda jest to -- z góry mówię -- tylko spekulacja, lecz są tacy, którzy sądzą, iż inspiracją dla napisania utworu był jeden z odcinków amerykańskiego serialu “The Twilight Zone” (“Strefa Mroku”), a konkretnie epizod nr 62 sezonu drugiego pt. “Shadow Play” (“Gra cieni”), wyemitowany 5 maja 1961r.

W 1985r. ta jakże sławna seria doczekała się remake’u, a omawiany odcinek stał się jego częścią (adaptowano tylko wybrane, a ten uważa się za jeden z najlepszych również wg różnych fanowskich rankingów). Mogłoby to nieco uwiarygodnić całą tezę, gdyby nie fakt, że album wyszedł rok wcześniej, a sam utwór powstał jeszcze rok wstecz (i że James podał inne znaczenie utworu, o czym później). Nie zmienia to jednak faktu, który trochę twórców tego mitu usprawiedliwa: tematyka odcinka w dużym stopniu pokrywa się z tekstem utworu, a chłopaki byli przecież fanami horrorów / fantasy i wielokrotnie czerpali z nich natchnienie.

A o czym konkretnie jest ten epizod?
W dużym skrócie mówiąc, by nie zepsuć Wam seansu, facet zostaje skazany za morderstwo pierwszego stopnia na śmierć na krześle elektrycznym. Nie to go jednak przeraża -- twierdzi, że to wszystko to jego nieustannie nawracający koszmar, po którym każdej nocy budzi się z krzykiem i przez który nigdy nie może się wyspać. Zaczyna się na sali sądowej, a kończy egzekucją, po kórej wszystko zaczyna się od nowa. Próbuje więc przekonać uczestników snu, którzy normalnie na jawie są jego przyjaciółmi, a w koszmarze odgrywają różne role, że z chwilą, gdy sen się skończy również oni wraz z całym ich światem przestaną istnieć. Błaga, by go “znów nie zabijano”, chcąc tym samym przerwać błędne koło. Zwolennicy powiązania “Ride The Lightning” z tą fabułą wskazują na ostatni wers ostatniej zwrotki: “Wakened by the horrid scream, freed from the frightening dream” (“Zbudzony przez straszliwy krzyk, uwolniłem się z tego przerażającego snu”) -- pomijają jednak fakt, że można owo ‘przebudzenie’ rozumieć odwrotnie: jako wybawienie z życia i strasznych jego ostatnich chwil.
Czy naszemu bohaterowi uda się obudzić z koszmaru? Obejrzyjcie sami (warto! -- korzystajcie, póki jest, ponieważ CBS rezerwuje sobie prawo do odtwarzania tej serii w internecie poprzez serwisy takie jak TV.com tylko dla internautów z USA):
Cz. 1:
Cz. 2:
Cz. 3:
W czasie jednego z wykonań na żywo jeszcze w 1983r. James stwierdza:
Ten kawałek dedykujemy naszemu przyjacielowi z Georgii.
Słowa te zrodziły inne podejrzenia, iż być może -- przeciwnie -- chodzi o jakąś prawdziwą osobę i związane z nią wydarzenia (choć James prawdopodobnie po prostu komuś z jakiegoś powodu zadedykował kawałek, np. żeby było miło, jak to nierzadko się zdarza).
Jeszcze inni chcą widzieć w tekście krytykę systemu prawa karnego USA z karą śmierci i skazywaniem (nie tylko na nią) niewinnych. Ci sami twierdzą też, że “Ride..” był swoistym punktem wyjścia dla antyamerykańskich tekstów z “..And Justice For All”, ale to oczywiście dalekoidące, niczym nie poparte wybryki wyobraźni zapewne bardzo oddanych fanów, dorabiających filozofię do tylko im znanych faktów.
Ostatecznie w jednym z wywiadów Hetfield zapytany o utwór stwierdził, że jest to po prostu eksploracja koncepcji znalezienia się w tak strasznej sytuacji bez absolutnie żadnej kontroli nad nią, wcześniej dodając, że nie jest to nagana dla idei kary śmierci, ponieważ sam jest jej zwolennikiem. Kropka.
(Dopisane potem:) No dobra.. Nie wierzycie? Cytat:
Wierzę w słuszność kary śmierci, ale chodziło raczej o samą ideę bycia przypiętym do krzesła elektrycznego, mimo że nie popełniło się tej zbrodni.
Ciekawostki:
- Podobnie jak np. w przypadku “For Whom The Bell Tolls”, początek utworu mylony jest z solówką, gdy tak naprawdę to Cliff wymiata przesterowanym basem (distortion + wah wah).
- Jako kolekcjoner winyli nie mogę nie wspomnieć o unikatowym, francuskim wydaniu 12″ płyty (SB 18026, Bernett). Z powodu błędu drukarskiego (wsadzili do maszyny nie te kolory, co trzeba) okładka wyszła.. ZIELONA. Bardzo rzadkie wydanie (400 egzemplarzy) -- nie dajcie się zwieść piratom.
Niemcy, którzy na swoim koncie niejeden piracki winyl Metalliki mają, w 2005r. wyprodukowali całą serię podróbek tego okazu (poznałem gościa, co zna tego gościa) na kolorowych winylach wszelkiej maści, podczas gdy oryginał oczywiście wydano tylko na czarnej płycie. Amatorów jednak na nie nie brakuje, bo niektórzy zamiast ‘piraty’ mówią na to ogólniej -- bootlegi (a piraci koszą hajs). Drugą różnicą jest brak napisu “Made In France” na tylniej okładce, no i cena.. Prawdziwy egzemplarz, jeśli już się gdzieś pojawia, mniej jak 100$ (i wzwyż) raczej nie kosztuje. Pojawiła się również jeszcze bardziej absurdalna, zielona wersja picture disc. O ile mnie pamięć nie myli, można się też naciąć na wydania CD z zieloną okładką (oczywiście fake).

![]()
- Teraz sprawa bardzo zakręcona, ale po wnikliwym śledztwie udało mi się ją definitywnie rozwiązać (tak sądzę). Otóż.. pierwsze demo “Ride The Lightning” PODOBNO zostało nagrane jeszcze za kadencji Dave’a i Rona 8 kwietnia 1982r. na sesji nagraniowej w klubie “Wshikey A Go Go” wraz z “Fight Fire With Fire”. Problem w tym, że na bootlegu z tego zajścia są tylko: “No Remore” i “Helpless”. Ale dobra.. Podobno to, czego tam nie ma, zawarte jest na (wirtualnej) kompilacji znanej jako bootleg / demo “Horsemen of the Apocalypse” z 1983r.

Słuchałem tego i niestety potwierdzają się głosy wątpiące w istnienie tego dema w ogóle -- są to tak naprawdę nagrania z “Ride The Lightning Demos” (z Kirkiem i Cliffem dawno zamiast Dave’a i Rona). Poprawiłem już angielską Wikipedię (która najpierw podawała, że to mit, a potem, że jednak nie, nie dając jednoznaczniej odpowiedzi). Nie chodzi o to, że wcześniej zespół nie grał tego razem, ale o to, że tego de facto nigdy nie zarejestrowali i tych utworów nigdzie nie ma, i nigdy nie było, choć niejeden wypisuje niestworzone rzeczy w opisach swoich wrzutów, jak się zaraz przekonamy. Wiadomo na pewno, że późniejsze wersje brzmią zupełnie inaczej niż te ze starego składu głównie z uwagi na wkład Cliffa, którego nazwisko widnieje przez to pod tytułem obok Dave’a. Z wkładu tego ostatniego z kolei pozostał podobno tylko jeden riff, w poniższym demie słyszalny między 2:30 a 2:50 -- łudząco podobny do intra “The Mechanix”, prawda?
(i tu: o właśnie -- przykład kłamliwego opisu wideo -- to nie jest pierwsze, nigdy nienagrane demo z Davem i Ronem, a już na pewno nie Dave jest na wokalu, jak twierdzi uploader.. nigdy zresztą nie był)
- Lars:
Dzięki “Ride The Lightning” nauczyliśmy się, że można wciąż brzmieć potężnie, nawet jeśli zwolni się tempo i zrozumieliśmy, że mocne uderzenie jest możliwe przy zachowaniu muzycznej subtelności.
- W utworze “Wild Rover of Hell” ostatnio coraz bardziej rozpoznawalnej kapeli Volbeat pojawia się fragment:
Driving the highway with nothing to do
Future fading away
The stereo is pumping Metallica tunes
Ride the lightning, oh yeahJadę autostradą zupełnie bez celu
Przyszłość zanika
Radio nawala kawałki Metalliki,
Ride the lightning, o tak!
“Battery”

Znaczenie:
Powyższa fotka wyjaśnia wszystko: Battery St. w San Francisco. To w kultowych klubach na tej właśnie ulicy w Bay Area rozegrała się spora część wczesnej historii Metalliki. Utwór ma być niedosłownym hołdem dla nieistniejącego już “The Old Waldorf Club” (oraz fanów i tego, co się tam działo). To tam m.in. zadebiutowali z “Whiplash”, a 29 listopada 1982r. po supporcie Exodusu (Metallica była już z Cliffem, ale jeszcze nie z Kirkiem) nagrane zostało demo “Metal up Your Ass (Live)” (9 kawałków poza “Anasthesia…” + 3 covery: “Am I Evil?”, “Blitzkrieg” i ciekawostka: “The Prince”, które się nie nagrało, ponieważ skończyła się taśma).

W miejscu tego metalowego przylądka dla wielu sław (m.in. AC/DC grało tam w 78′, a U2 w 81′) niegdyś mieszczącego się pod numerem 444 w finansowym zagłębiu miasta, dziś znajduje się “Punchline Comedy Club”, w którym co wieczór występujący “na stojaka” komedianci bawią gości. Lokal niczego sobie, ale i tak smutno, że Stary (dobry) Waldorf nie dożył naszych czasów:

James powiedział kiedyś:
Istnieje dobra i zła strona baterii. My byliśmy bardzo dobrzy w [uskutecznianiu] tej złej.
Innymi słowy: oj, działo się…
Ciekawostki:
Jak wiemy, nazwa i okładka dema nagranego w Old Waldorfie miały być użyte na oficjalnym albumie, co nie spodobało się wytwórni, za co Metallica (a dokładniej Cliff) postanowiła, że ich “Kill’em All”.

Zdjęcia kasety, na które Metallica nagrywała ów koncert:


Powyższy egzemplarz znajduje się w tej prywatnej kolekcji. Został odkupiony od K.J Doughto, który pracował z Metalliką i napisał biografię “Metallica Unbound”. Ceny można się tylko domyślać. Dla przykładu -- inny kolekcjoner za jeden z bodaj trzech egzemplarzy “No Life ’til Leather” (tych oryginalnych, własnoręcznie nagranych przez zespół, nie późniejszych wydań fanclubowych itp.), który nie-pamiętam-już-dlaczego dostał od Larsa, życzy sobie ok. 20.000$ (gdybyście chcieli kupić ;-)
Okładka bootlega (czyli jak miał wyglądać Kill’Em All -- osobiście wolę oficjalny rezultat zrządzenia losu):


Poniżej: życie naśladuje sztukę, backstage z Palo Alto, Halloween 83′:

- Zespół (relatywnie niedaleko) po drugiej stronie wielkiego, srebrnego mostu (3132 Carlson Boulevard) miał swój dom (formalnie należący wtedy do Marka Whittakera, ex-managera Exodusu, którego też przekabacili na swoją stronę), dziś znany jako “El Cerrito House”, w którym począwszy od 1983r. przez 3 lata mieszkali, pisali, jammowali.. i imprezowali razem.

Lars w wywiadzie “Married to Metal” z 1995r.:
[tam było] Wszystko, co tylko zechcesz”. Ja i James mieliśmy swoje sypialnie. Dave Mustaine spał na kanapie. Psy biegały dookoła. Mieliśmy stary garaż przerobiony na salkę prób ze ścianami wyklejonymi kartonami po jajkach. To była ostoja, sanktuarium dla każdego z sąsiedztwa. Ludzie przyłazili i sobie tam mieszkali, zatrzymywali się u nas. To była niezła frajda, gdy miało się po 19 lat.


James (fragment z “Metallica Unbound”):
Urządzaliśmy imprezy i wynosiliśmy wszystko na zewnątrz, żeby można było świrować i niczego nie rozwalić. Gdyby cokolwiek zostało w środku, poszłoby do diabła.


To tam miała miejsce pierwsza próba z Cliffem:

…i afterparty po tym ważnym wydarzeniu:

(Zagadka dla największych hardkorów: kim jest ten gość całkiem po lewej i czym się dzisiaj zajmuje? Dałbym jakąś nagrodę za odpowiedź, ale nie bardzo mam co..)
To stamtąd wywalono Dave’a.. oto bilet na ostatni show z jego udziałem:

..by następnie przygarnąć Kirka:


Do dziś na dawnych drzwiach garażowych (garażu już nie ma) pozostały czarne plamy od sprayu, którym zespół malował swoje skrzynki z ekwipunkiem (robili do właśnie na podjeździe).

A tutaj najczęściej razem chodzili na zakupy:

Jeśli chcecie się rozejrzeć w okolicy, nic nie stoi na przeszkodzie dzięki Google Street View (niestety nie można jeszcze wchodzić do środka). Po prostu klik w “street view” w dymku:
Ogólnie chyba lubili zabawy sprayem:

Tam też zostały napisane, ograne i przygotowane do wydania kawałki z “Ride’a” i “Mastera”.

Cały ten okres obfituje w niuanse, ciekawostki i rozmaite historie, o których w szczegółach aż roi się w bogato ilustrowanych książkach, choćby wspomnianej wcześniej nieoficjalnej biografii, ukazującej bardzo dobrze wczesne lata zespołu. Zachęcam do wszelakiej lektury, gdyż to wszystko tutaj to ledwie namiastka. Polecam też przejrzeć zawartość tego albumu -- ktoś nazbierał bardzo wiele fotek z tamtych lat, których mogliście jeszcze nie widzieć:
- Jak każdy utwór, również i “Battery” miało swoje demo, a nawet dwa, bez wokalu i z wokalem, oba kolejno do posłuchania poniżej:
“The Thing That Should Not Be”

Znaczenie:
Pana Lovecrafta po pierwszej częsci artykułu dot. “The Call of Ktulu” już chyba nikomu przedstawiać nie trzeba, więc do rzeczy. Pod koniec 1931r. napisał on opowiadanie pt. “The Shadow Over Innsmouth” (“Cień Nad Innsmouth”), a które w 1936r. zostało wydane w formie książki (200 kopii). Było to jedyne jego dzieło wydane za jego życia i zarazem jedyne, które nie ukazało się najpierw w żadnym czasopiśmie (odrzucone przez “Weird Tales” publikujące inne jego opowiadania, gdyż było za długie na raz, a za krótkie na dwa -- dopiero po jego śmierci pismo zdecydowało się wydrukować to na swoich łamach).
Utwór jest niczym innym jak próbą przeniesienia owej fikcji literackiej w muzykę. Analizując go wers po wersie odnajdziemy bezpośrednie odniesienia do fabuły. Zawiera również jeden z najbardziej znanych lovecraftowskich dwuwierszy (użyty w innych jego oraz jego kontynuatorów opowiadaniach) zmieniony tylko tak, by wstrzeliwał się w rytm:
Lovecraft:
That is not dead which can eternal lie, And with strange aeons even death may die
Metallica:
Not dead which eternal lie, Stranger eons death may die

Jest to fragment “Necronomiconu“, o którym również już wspominałem przy okazji “The Call of Ktulu” i to właśnie ten cytat Iron Maiden umieścili na okładce “Life After Death”.

Dość powiedzieć, by nie pisać spoilera (ja już żałuję, że przeczytałem streszczenie), że pięć rozdziałów kręci się wokół sekretu tkwiącego w zrujnowanym, lecz wciąż zamieszkałym mieście Innsmouth, będącego obiektem tajnego, rządowego śledztwa, do którego trafia początkowo przez nie Robert Olmstead -- główny bohater. Mieszkańcy nie bez powodu wydają mu się dość dziwni. Na miejscu poznaje legendę o istotach z głębin pragnących stworzyć nieśmiertelną, hybrydową rasę. Uznaje to oczywiście za folklorystyczną bajkę i zamierza wracać. Siła wyższa zmusza go jednak do pozostania w mieście na noc… :>
Całe opowiadanie w oryginale jest tutaj (klikając na nazwisko Lovecrafta w menu po prawej dokopiecie się do reszty jego opowiadań; w razie problemów odsyłam do wikisource.org, gdzie również znajdziecie oryginalne teksty.. polskich niestety nie widać, albo za słabo szukałem).

Poniżej, co by wczuć się nieco w klimat, mini-galeria wybranych prac różnych artystów przedstawiających m.in. “hybrid children”, o których śpiewa James i “great old one(s)” z mitologii Chtuhlu, których są wyznawcami:
“Deep ones” (istoty z głębin) i ludzkie hybrydy:
Wielcy Przedwcześni:
- Dagon (główny obiekt kultu w Innsmouth, prawa ręka Cthulhu przeciągająca ludzkość na jego stronę):
..oj przepraszam -- ten ostatni Dagon niestety jest prawdziwy ;-)
- Cthulhu (zawsze dobrze wychodzi na zdjęciach):
Shoggoths (słudzy bóstw, również wspomnieni w opowiadaniu):
Ostatni potwór akurat z tym opowiadaniem nie ma nic wspólnego, ale za to jaki efektowny :]
Więcej świetnych, lovecraftowskich prac znajdziecie na bogatej również w informacje stronie http://www.templeofdagon.com/artists/ -- poza tym deviantart.com, digart.pl i oczywiście images.google.com.
Ciekawostki:
- Zespół Agents of Oblivion (jednopłytowy projekt dwóch odszczepieńców po tragicznym końcu Acid Bath) inspirował się tym samym opowiadaniem Lovecrafta tworząc w 2000r. swój utwór “Endsmouth”:
Odmienne podejście do tematu, ale mi się podoba.
- O ile poprzednia adaptacja zachowała należną powagę, o tyle niektórzy wolą do sprawy podejść humorystycznie, interpretując nowelę z angielskim humorem:
- Innsmouth jest miejscem akcji gry (Xbox / PC) z 2007r. “Call of Cthulhu: Dark Corners of Earth” -- nie wiem, czy dobra, ale robiła ją ekipa od “Elder Scrolls”, co pozwala przypuszczać, że źle nie jest, na co wskazują też różne recenzje, choć to raczej FPP/FPS niż RPG
- Fani turowych gier karcianych ala Mt:G z pewnością już znają karciankę autorstwa Fantasy Flight Games -- “Call of Cthulhu Collectible Card Game” znaną również jako “Call of Cthulhu Living Card Game”. To jedna z niewielu rzeczy bazujących na mitologii Lovecrafta obok utworów Metalliki, które naprawdę się udały.
- “Cień Nad Innsmouth” stanowi również podstawę scenariusza “horroru” “Dagon” (2001) i inspirację do filmu “Cthulhu” (2007). Oba tak słabe, że na wzmiance o nich poprzestanę. PODOBNO na ratunek kinematograficznego wizerunku Lovecrafta zdecydował się rzucić sam George Lucas dopuszczając się remake’u (poniekąd bardzo dobrze odebranego przez fanów, choć to niskobudżetowa produkcja) filmu “The Call of Cthulhu” z 2005r., który to remake ma rzekomo ujrzeć światło dzienne w lipcu 2010r. Na pomoc Lucasowi z kolei przybędzie -- znów PODOBNO -- sam Peter Jackson (cytuję ang. wikipedię, ale nie mogę znaleźć absolutnie żadnych alternatywnych informacji potwierdzających te rewelacje). Gdyby to była prawda, moglibyśmy spodziewać się nie lada widowiska. Wiemy od Larsa, że zaproponowano chłopakom nagranie ścieżki dźwiękowej do jakiegoś filmu (snuł on przypuszczenia, że może wykorzystają do tego materiał z Presido) -- czyżby to ten? Bo jeśli nie, to cóż innego? Obawiam się jednak, że jakiś fan mitologii po prostu dopisał do wiki zasłyszaną plotkę, lub własne marzenia i uszło to jakoś oczom moderatorów (polityka wikipedii wymaga podania wiarygodnego źródła informacji, a takiego niestety brak).
- Jacyś fani Quake’a? Bo ja spędziłem przy nim pół dzieciństwa grając dość hardcorowo, a dopiero teraz oświeciło mnie, że Shub-Niggurath -- końcowy boss -- to również jeden z Great Old Ones Lovecrafta, podobnie jak Chton z końca pierwszego epizodu. Nazwy niektórych leveli (Vaults of Zin, Ebon Fortress) również inspirowane są jego twórczością. Quake i Metallica -- dwie moje największe pasje młodźieńczych lat, obie inspirowane Lovecraftem. I jak tu nie zabrać się za czytanie..
- 20 sierpnia tego roku Lovecraft skończyłby 119 lat! Happy Birthday!
“Welcome Home (Sanitarium)”
Znaczenie:
James:
Pomysł na ten utwór wziął się z filmu “Lot Nad Kukułczym Gniazdem”. “Fade To Black” wypaliło i chcieliśmy mieć kolejny wolny, grany czysto kawałek, tym razem z refrenem.
To już niemal wszystko jasne, ale niech James mówi dalej..
Miałem problem z jego śpiewaniem. Tonacja jest naprawdę wysoka i gdy byłem w studio robić wokal, pamiętam jak Flemming [Rassmussen] patrząc na mnie powiedział: “Żartujesz, prawda?”. Odpowiedziałem: “Cholera, nie wiem czy [kiedykolwiek] dam radę!”, więc w końcu zaśpiewałem niżej niż zamierzałem, ale wrzuciliśmy tam wyższą harmonię i wyszło całkiem nieźle. Riff do tego kawałka zerżnęliśmy od innej kapeli, która niechaj pozostanie anonimowa.
W kwestii ostatniego zdania, choć faktycznie nazwę James przemilczał, dociekliwi fani skojarzyli, że prawdopodobnie chodziło mu o utwór Bleak House -- “Rainbow Warrior” z 1980r., którego niosąca partia jest łudząco podobna:
Ciężko powiedzieć, dlaczego James nazwę kapeli przemilczał. Ja nadmienię jedynie, że reprezentowała ona bliską Metallice nową falę brytyjskiego heavy metalu i -- co ciekawe -- wydała tylko jeden singiel (a właściwie dwa, lecz oba z powyższym utworem, który ukazał się też na licznych składankach), by następnie się rozpaść. To prawdopodobnie (tak się mówi) Lars był pomysłodawcą “plagiatu”, który zawsze lubował się w niszowych kapelach NWOBHM i we wczesnych latach 80′ spędzał sporo wolnego czasu na namierzaniu takich wynalazków (oddając im cześć później jako współautor wydanej w 1990r. dwupłytowej składanki “79 Revisited: New Wave of British Heavy Metal” -- dzięki pracującemu z nim nad nią dziennikarzowi muzycznemu Geoffowi Bartonowi pozostawał na bieżąco w temacie będąc w Stanach). Ostatecznie ciężko zarzucić plagiat komuś, kto -- za przeproszeniem -- z gówna lepi bat i do tego się z tym nie kryje -- poza tym nie jest to kopia nuta w nutę, wygląda raczej na mocną inspirację, a to już powrzechna praktyka. W przypadku Metalliki wszak mówi się o riffach z “Kill’em All” podobnych do tych z albumu Diamond Head -- “Lightning For The Nations” (którego 5/7 kawałków z resztą “scoverowali”), czy też riffie “Fade To Black” zaczerpniętego z “N.I.B.” Black Sabbathu:
Genialna mini-solówka z początku “For Whom The Bell Tolls” wydaje się tylko trochę zmodyfikowaną wersją kończącej inny kawałek Black Sabbath -- “Fairies Wear Boots”:
Ja osobiście widzę też duże podobieństwo riffów “Suicide & Redemption” do “I’m Broken” Pantery, ale o nic ich nie podejrzewam. Podobieństw tego rodzaju, zamierzonych, lub kompletnie nieświadomych (wynikających z prostoty kompozycji) jest na pęczki w metalowym światku (z własnych obserwacji m.in.: Dimmu Borgir -- “Puritania”, a Slayer -- “Skeletons of Society” -- wygląda mi na jawną adaptację, czy Dream Theater -- “This Dying Soul” -- fragment wokalny “Come with me my friend..” niemal identyczny, co zwrotka z “Blackened”, albo ostatnio w radio jakiś nowy polski “hit” jakiegoś tzw. artysty miał “solówkę” prawie nieróżniącą się od tej poprzedzającej refren w Deep Purple -- “Sometimes I Feel Like Screaming”, ale polscy wykonawcy i ich rzekome autorskie nagrania to już w ogóle temat rzeka..).
Ponadto, w circa 4:05 “Welcome Home”, gdy wchodzą słowa “Fear of living on..”, riff w tle jest uderzająco podobny do tego z Rush -- “Tom Sawyer”. Choć zespół również nigdy tego werbalnie nie potwierdził, w podziękowaniach na albumie wymienia m.in. właśnie członków Rush, możliwe więc, że to swego rodzaju zamierzony hołd. Miło, że interesowali się również prog-rockiem z najwyższej półki. Poniżej tenże utwór z jakimś niepowiązanym wideo w tle:
“Sanitarium” niegdyś inspirowane przez jednych dziś samo jest dziadkiem i inspiruje drugich: posłuchajmy tylko Mastodon -- “Megalodon” od 1:27:
Z kolei zespół Weezer przyznał dopiero co, że ich hit z 1994 pt. “Undone (The Sweater Song)” jest “totalnym zerżnięciem” Sanitarium, aczkolwiek niezamierzonym (pisząc swój pierwszy riff w 1991r. Rivers Cuomo -- lider kapeli -- chciał, by brzmiało to jak Velvet Underground, no więc zagrał coś, co wydawało mu się brzmieć “kompletnie klasycznie” -- dopiero po latach zdał sobie sprawę, jak bardzo zwalił to z “Sanitarium” -- mówi jednak, że “nie czuje się z tym źle” -- że po prostu “próbował być fajny jak Velvet Underground, ale metalowe korzenie przebijały się przez niego nieświadomie”):
I tak koło się zamyka i kręci się dalej.
Wróćmy więc do “Lotu..” -- tym, którzy tego obsypywanego sto tysięcy razy najbardziej prestiżowymi nagrodami, kultowego filmu z 1975r. z Jackiem Nicholsonem w roli głównej (jeszcze) nie widzieli (nie wymagam czytania powieści, na której się opiera), należą się trzy zdania o fabule:

Gwałciciel i ogólnie niezłe ziółko Randle Patrick McMurphy w ramach złagodzenia kary zostaje przeniesiony do sanatorium dla umysłowo chorych (które -- w tym wypadku tylko w teorii -- zwykli pacjenci mogą na własne życzenie opuścić -- ośrodek ma im tylko pomóc odnaleźć się w społeczeństwie), mimo iż nie wykazuje objawów żadnej choroby, jest po prostu socjopatą. Na miejscu przychodzi mu zmierzyć się z rzeczywistością kontrolowaną przez siostrę Mildred Retched -- sadystyczną i zimną zdzirę, która zamiast pomagać wyjść pacjentom na prostą i przygotować do życia na zewnątrz, biernie znęca się nad nimi stosując zdecydowanie uwsteczniające metody (to była pierwsza postać tego typu, późniejszy stereotyp stosowany w innych filmach). Nic jej w uskutecznianiu tego nie przeszkadza, jako że jest jednocześnie dyrektorem szpitala. Nasz więzień oczywiście nie poddaje się jej regułom, co więcej, aktywnie daje przykład innym, jak tego nie robić, wnosząc sporo uśmiechu i po drodze zawiązując oryginalne przyjaźnie.

Jego kumple, których losy również poznajemy to: młody jąkała Billy, dwumetrowy, głucho-niemy Indianin “Chief”, Charles -- facet borykający się z dziecinnymi napadami agresji, Martini (Danny DeVito) -- ma problem z odróżnieniem rzeczywistości od własnej wyobraźni i Dale -- inteligentny i świetnie wykształcony, ale wysoce nerwowy. Mimo swych kompetencji i przysparzanych problemów, Ratchel jednak nie decyduje się przenieść Patricka: z każdym jego wybrykiem obrywa mu się od niej coraz poważniej i z czasem sytuacja staję się coraz mniej zabawna. Końcówki nie zdradzę, jest mocna -- kto widział, ten wie i niech pozwoli ją innym poznać.
Niektórzy upatrują w tekście “Welcome Home” paraleli do społeczeństwa w skali makro.
Ciekawostki:
- Teledysk wielbionego przez Larsa Oasis (czy oni się właśnie nie rozpadli?) do utworu “Sunday Morning Call” w paru scenach imituje film:
Zabawna dygresja: Lars gra i śpiewa “Wonderwall” Oasis (z “Until The Studioshit Load”) :-) :
- Koncertowy mix “Sanitarium” z “Master of Puppets” nosi nazwę “Mastertarium” (co ciekawe -- grane tylko w latach 1999-2000):
Typowe wykonanie, Summer Sanitarium, Boltimore 2000:
Dwaj członkowie S.O.A.D. zastępują Jamesa na wokalu (w Sanitatium, bo Mastera śpiewa Jason) i gitarze rytmicznej:
Cz. 1:
Cz. 2:
- Utwór ma jeszcze jedno powiązanie z filmem, lecz tym razem odwrotne: jako pierwszy w historii zespołu został wykorzystany w ścieżce dźwiękowej (10 lat później w 1996r.) -- wygląda na to, że samotnie stanowi cały do niego soundtrack. Chodzi o produkcję HBO pt. “Paradise Lost: The Murder At Robin Hood Hills” (znany również jako: “America Undercover: Paradise Lost -- The Child Murders at Robin Hood Woods” -- polskiego wydania brak, dosłowne tłumaczenie tytułów to: “Ameryka Pod Przykrywką: Raj Utracony -- Morderstwo Dzieci Na Wzgórzach / W Lasach Robin Hooda”). Reżyserem byli Joe Berlinger i Bruce Sinofsky -- późniejsi twórcy “Some Kind of Monster”.

Ten wielokrotnie nominowany (np. na festiwalu w Sundance) i nagrodzony m.in. nagrodą Emmy dokument (to nie film fabularny) dotyczy wysoce kontrowersyjnej sprawy okaleczenia i zabójstwa na tle seksualnym trzech chłopców w 1993r. w dzielnicy Robin Hood Hills w zachodnim Memphis, Arkansas, w której skazani zostali trzej “buntowniczy” nastolatkowie (1x kara śmierci, 1x dożywocie + 40 lat i 1x dożywocie), słuchający metalu, itd., a którym przypisywano satanistyczne praktyki. Cały problem leży w tym, iż zrobiono to przy wysoce wątpliwych i nielicznych dowodach. Przy okazji film ukazuje prawną i religijną mentalność małomiastezkowej części Ameryki. W 2000r. doczekał się kontynuacji pt. “Paradise Lost 2: Revelations” (“Raj Utracony 2: [Dalsze] Odkrycia”), ukazującej jeszcze więcej implikacji.

W wywiadzie dla Mother Jones Joe Berlinger zdradza nieco interesujących szczegółów:
Mother Jones:
- Damien Echols [jeden z oskarżonych] mówi, że “Welcome Home (Sanitarium)” Metalliki to jego ulubiony kawałek. Czy to zrodziło Twoją relację z zespołem, która w konsekwencji doprowadziła do nagrania SKOM?
Joe Berlinger:
Jedną z największych ironii w mojej karierze jest to, że ludzie wyobrażają mnie sobie jako hardcorowego metalowca, ponieważ zrobiłem film o Metallice. Ale powodem mojego spotkania z Metalliką były słowa utworu przedstawione podczas procesu. [jako dowód, czy przypadkowy cytat np. oskarżonego? - nie wiadomo]. To doprowadziło do relacji, która doprowadziła do filmu.
Bez wnikania w zawiłości toku sprawy na przestrzeni lat (odsyłam do nich tutaj: http://en.wikipedia.org/wiki/West_Memphis_3) rzec należy, że toczy się ona po dziś dzień (oskarżeni nadal za kratkami) i póki co czeka na rozpatrzenie przez stanowy Sąd Najwyższy. Obserwatorzy ze świata prawniczego spodziewają się, że ten w końcu położy kres niesłusznemu losowi skazanych i na mocy jego postanowienia dojdzie do unieważnienia wyroków sprzed lat. W zw. z tym niebawem (jeszcze w tym roku) światło dziennie ma ujrzeć “Paradise Lost 3″. Nim stało się to pewne, John powiedział o tym kilka słów:

Mother Jones:
- Pracujesz nad kolejną częścią “Paradise Lost”?
Joe Berlinger:
Teoretycznie. Nie mieliśmy za dużo do filmowania, ponieważ nie mieliśmy wstępu na salę rozpraw -- dostaliśmy zakaz wstępu dawno temu. Ale zobligowaliśmy się opowiedzieć historię do końca. “Raj Utracony” zainspirował ‘pospolite ruszenie’ i wiele sław od Eddiego Veddera po Johnnego Deppa zaangażowało się w sprawę. Myślę, że dzięki temu wsparciu stan Arkansas nigdy nie odważy się na krok wykonania egzekucji Damiena.
Mother Jones:
- Masz jakąś teorię kto jest prawdziwym zabójcą?
Joe Berlinger:
Wolalbym nie wnikać w moje teorie. Moim osobistym przekonaniem jest to, że te dzieciaki są definitywnie niewinne. Istnieje zbyt wiele racjonalnych wątpliwości.
Część pierwsza do obejżenia poniżej:
(film podzielony jest na niemal 30 części, dlatego zamiast wklejać je wszystkie tutaj, zainteresowanym polecam klikać w kolejną, gdy wyświetlą się powiązane linki pod koniec)
Podobnie j.w., ale “Paradise Lost 2″:
Poza wymienionymi profesjonalnymi produkcjami powstał w tym temacie (skupiając się bardziej na krytyce mediów prezentujących sprawę) również krótki amatorski film pt. “West Memphis 3: Time For Truth” (“Trójka z West Memphis [takim mianem media wcześniej ochrzciły skazanych]: Czas Na Prawdę”) autorstwa studentów College of Southern Nevada, która to produkcja wykorzystuje m.in. “For Whom The Bell Tolls”:
http://video.google.com/videoplay?docid=5691231538633753373&hl=en
W akcie solidarności ze skazanymi powstała również kompilacja coverów pt. “Free the West Memphis 3″ (“Uwolnijcie Trójkę z West Mephis”) zawierającą m.in. “Highway To Hell” w wykonaniu Nashville Pussy, Killing Joke -- “Our Last Goodbye”, czy Kelley Deal -- “Fucking Hostile”. Metalliki, co ciekawe, nikt na niej nie adaptował.

- Wersja demo “Welcome Home” nosiła tytuł “One Thing” (“Jedyna Rzecz”) i zawierała wczesną wersję solówki “Oriona”, który dopiero potem stał się samodzielnym utworem:
Jacyś chętni do wyłapania pierwotnego tekstu? :)
“Leper Messiah”

Znaczenie:
Na wstępie zaznaczyć należy, że utwór nie był inspirowany niczym, ani nikim konkretnym (przynajmniej nic o tym nie wiadomo), a odnosił się do całego zjawiska (dość powszechnego w Stanach, ale i my mamy mocnych w tej dziedzinie) jakim są samozwańczy guru, duchowi nauczyciele i inni “trędowaci mesjasze”, którzy zarabiają krocie pod religijną przykrywką, nierzadko wykorzystując poczucie winy swych odbiorców. Alternatywna, czy może równoległa, choć na pewno szersza interpretacja mówi, że przesłaniem utworu jest to, że religia nie daje wszystkiego, co obiecuje i zwykle kończy się na manipulacji i kontroli nad jej wyznawcami, co też wpisuje się w koncept całego albumu.
Nadmieniam jednak o tym kawałku, ponieważ na jednym z koncertów James sarkastycznie zadedykował go małżeństwu tzw. telewangelistów: Jimowi i Tammy Faye Bakker.

Są oni dobrą egzemplifikacją przesłania utworu, jakie by nie było. Show i całą sieć kablową, które prowadzili szlag trafił po efekcie domina, który nastąpił po tym jak wydało się, że ich organizacja zapłaciła $287,000 Jessice Hahn (aktoreczka i modelka m.in. Playboya swego czasu) za milczenie o romansie z Jimem. Potem media dobrały się do nich wyrzucając im arystokratyczny tryb życia (domek dla psa z klimatyzacją i złote wykończenia w łazience były najchętniej wymieniane). Oczywiście tłumaczyli się na różne sposoby (nie klimatyzacja, a grzejnik na zimę i nie złoto, a mosiądz), ale po sprzedaniu domu dziwnym trafem został on doszczętnie spalony nie pozostawiając dowodów. Na to doszły jednak dużo większe problemy natury prawnej związane z zawieraniem licznych umów bez poręczenia i obnażenie przez magazyn “Charlotte Observer” ich wątpliwych praktyk w zarządzaniu i finansach. Po serii skandali oddali swoją sieć w ręce innego teleewangelisty w nadzieji na odbudowanie pozycji, który.. szybko doprowadził do jej bankructwa. To wszystko miało miejsce ok. 1988r.

Teraz już rozumiecie sarkazm Hetfielda :]
Dodam jeszcze, że “pokarało ich” bardziej długoterminowo: Jim Bakker dostał 45 lat więzienia za defraudacje zebranych charytatywnie pieniędzy (odbył niecałą połowę kary), a ona -- gdy siedział -- najpierw wielokrotnie płakała przed kamerami rozmywając makijaż, a potem rozwiodła się z nim (1992r.) i -- o ironio -- związała z ich wspólnym “przyjacielem”, który to wszystko w zasadzie zaczął (ustawił łapówkę dla kochanki). Jej nowy partner jednak już w 1990r. narobił długów na 30 mln. dolarów (z czego połowę wisiał wcześniej upadłej kablówce Jima i Tammy), stąd też w 1996r. sąd zabrał mu wszystko, a życie zafundowało mu raka prostaty, którego już nie miał za co leczyć, bo nie stać go było na ubezpieczenie (tak przynajmniej twierdził). Ją z kolei w tym samym roku dopadł rak okrężnicy, ale szybko doprowadzono go do fazy remisji. Nie nacieszyła się jednak długo -- rak płuc zdiagnozowany rok później zabił ją po 11 latach walki w 2007r. Jim natomiast żyje do dziś i choć ma nowe własne show, nową żonę i nową piątkę adoptowanych dzieci, ma jeszcze nadal długów na sześć milionów zielonych.
![]()
Ciekawostki:
- Dave Mustaine uważa się za twórcę głównego riffu, jednak jego nazwisko przy tytule nie widnieje. Kirk w wywiadzie dla Guitar World w 2006r. odniósł się do sprawy i wykazał fałszywość zarzutów Dave’a
- Dla wielu fanów utwór ten z uwagi na swój instrumentalny styl stanowi znak firmowy Cliffa
“One”
Znaczenie:
Wieść niesie, że utwór oparty jest na noweli pt. “Johnny Got His Gun” Daltona Trumbo z 1939r. (jak zwykle świetnie przetłumaczone przez naszych fachowców na “Johnny poszedł na wojnę”.. zdjęcie powyżej przedstawia pierwsze wydanie).

Książka doczekała się kilku adaptacji: rok po wydaniu jako audycja radiowa, a w 1982r. zadebiutowała w teatrze. Najważniejsza tu jest jednak ekranizacja z 1971r., której scenarzystą i reżyserem był sam autor opowieści, nagrodzona w 1971r. w Cannes główną nagrodą jury oraz równie niezwykle prestiżową nagrodą FIPRESCI (w dużym skrócie: ogolnoświatowego związku krytyków).

Historia opowiada o młodym żołnierzu, Joe Bonhamie, wysłanym na front pierwszej wojny światowej, który budząc się w wojskowym szpitalu zdaje sobie sprawę, że stało się z nim coś strasznego. Odkrywa że stracił wszystkie kończyny oraz narządy zmysłów i mowy (ogólnie twarz), a przy życiu utrzymuje go aparatura. Nachodzą go wspomnienia z dzieciństwa, rodziny, dziewczyny, która na niego czeka. Snuje refleksje zderzając wpojone mity o wojnie z brutalną rzeczywistością, a nawet rozmawia z Jezusem (w filmie granym przez Donalda Sutherlanda), świat fantazji miesza mu się z rzeczywistością, walczy, by nie zwariować, próbuje się zabić przestając oddychać, ale i to mu się nie udaje, ponieważ jest po tracheotomii i rurka decyduje za niego. Robi więc wszystko, by móc się z kimś porozumieć, a czuwają przy nim troskliwa pielęgniarka i ojciec. Udaje mu się to w końcu osiągnąć, wystukując głową o poduszkę alfabet Morse’a. Mówi m.in., iż chciałby być obwożony po kraju w szklanej klatce, aby unaocznić wszystkim horror wojny.

Można powiedzieć, że książka pośrednio opiera się na faktach, albowiem Dalton Trumbo do stworzenia postaci Johnnego zainspirował się czytając artykuł o walijskim księciu odwiedzającym kanadyjski szpital dla weteranów, gdzie rzeczywiście przebywał były żołnierz pozbawiony kończyn i narządów zmysłów. Mimo iż była to pacyfistyczna nowela wydana w czasie wojny, została świetnie oceniona i już w 1940r. otrzymała Nagrodę Amerykańskich Księgarzy.
Trumbo, chcąc dobrze, nieźle się naraził. Otóż w czasie wojny jego książka zaczęła być wykorzystywana przez komunistyczny dziennik “Daily Worker” (należący do ówcześnie fukncjonującej w USA partii komunistycznej), krytykujący zaangażowanie Stanów w wojnę. Drukowano ją w odcinkach. Postanowił więc wraz z wydawcą zawiesić dystrybucję książki do końca wojny. Zaczął wtedy otrzymywać listy z prośbami o jej kopie. Przekazał je FBI, które jednak okazało się przez to “bardziej interesować nie listami, lecz nim”. Żałował swej decyzji nazywając ją potem “naiwną”.

O ile książka ukazuje wszystko z pierwszej perspektywy i otaczający bohatera świat jest dla czytelnika równie tajemniczy, co dla niego samego, o tyle w filmie, co dość oczywiste, mamy dodatkowy ogląd sytuacji z zewnątrz.
Tytuł “Johnny Got His Gun” to parafraza sloganu “Johnny, get your gun!” (“Kowalski, do broni!” ;-) używanego w USA pod koniec XIXw. i na początku XXw. do zachęcania młodych mężczyzn do wstępowania do armii i walki w I i II wojnie światowej. Tak więc oznacza on, że “Kowalski dostał [w końcu] swoją broń” (i nie wyszło mu to na dobre). Slogan ten z kolei wziął się z utworu George M. Cohan -- “Over There” z 1917r:
Teraz, gdy już wiecie z grubsza niemal wszystko o tej opowieści trzeba powiedzieć, że “One”.. NIE JEST NA NIEJ OPARTY. Przynajmniej nie co do zasady. W istocie pomysł powstał wyłącznie z inicjatywy chłopaków, a dopiero potem okazało się, że jest już książka i film, które opowiadają niemal identyczną historię. Najprawdopodobniej nowela jedynie dała wojenny kontekst ich pomysłowi, choć są pewne różnice, np. pocisk artyleryjski (książka / film), a nie mina przeciwpiechotna (utwór) jako źródło okaleczenia. Fragmenty filmu wykorzystano do produckcji wideo i tak stał się on cześcią historii Metalliki, która nie bawiła się w negocjacje i umowy odnośnie licencji i praw autorskich -- oni po prostu je kupili i tym samym mogli zrobić z filmem, co tylko chcieli.
Lars opowiada w szczegółach o wszystkim w niniejszym wywiadzie “The Making of One” (z kasety “2 of One”):
Przetłumaczę naistotniejszy kawałek z początku:
Kiedy pisaliśmy kawałki na Master of Puppets James wpadł na pomysł: jakby to było znaleźć się w sytuacji bycia czymś w rodzaju samej świadomości, samym kłębkiem nerwów, wiesz, nie mogąc się z nikim komunikować na zewnątrz, nie mieć rąk, nóg, nie móc w ogóle widzieć, mówić i tak dalej? To był tylko taki pomysł, który mieliśmy, ale z którym nie zrobiliśmy wtedy nic więcej. Gdy potem pisaliśmy utwory na Justice jesienią 87′ pomysł powrócił i gdy jakiś czas potem gadałem o całej koncepcji z naszym managerem, Cliffem Burnsteinem, powiedział mi, że jest taka książka “Johnny Got His Gun”, którą Dalton Trumbo napisał w -- zdaje mi się -- późnych latach 30-stych, o gościu w bardzo podobnej sytuacji, całość z pierwszą wojną światową w tle. Potem powiedział nam, o czym też nie wiedzieliśmy, że był też film o tym samym tytule oparty na książce, wyreżyserowany przez samego Daltona Trumbo (…)
Dalej Lars opowiada, że obejrzeli film (bardzo trudno było wtedy dostać kopię) i od razu wiedzieli, że warto coś z tym zrobić, “kupili do niego prawa itp.”, i pomyśleli o pierwszym promocyjnym wideo, które byłoby czymś zupełnie innym niż to, co robiły ówcześnie wszystkie kapele. Następnie dużo mówi o samym filmie i przy okazji wypowiada następujące słowa jeszcze odnośnie kawałka:
Timothy Bottoms gra główną postać.. Nie jestem w sumie pewien, czy to jest Johnny, hehe, nigdy nie było to dla mnie jasne [w filmie bohater nazywa się Joe, tytuł odnosi się do niego niebezpośrednio jako do Johnnego ze sloganu - przyp. tłum.], w kawałku nie ma on żadnego imienia, ale założyliśmy z góry, że chodzi o Johnnego (…)
Z powyższego można ostrożnie wnioskować, że pisząc tekst byli już po lekturze i seansie, skoro kawałek jest o Johnnym. A więc: historia Daltona Trumbo nadała ich koncepcji idealny kontekst. Oczywiście tak myśleć nie trzeba: mogli napisać tekst wcześniej, a potem tylko okazało się, że Johnny to przypadkowy bohater tekstu Jamesa. Tak czy inaczej odpowiedź na pytanie czy kura, czy jajko brzmi: na pewno to nie “Johnny Got His Gun” był pierwotnym źródłem inspiracji dla tekstu “One”. Mógł go co najwyżej nieco ukierunkować. Teraz, gdy to wiecie, możecie poprawiać wszechobecnie funkcjonujący mit, uskuteczniany na czele przez Wikipedię i inne strony o Metallice. Na szczęście poważne pisma jak “Guitar World” nie popełniają tego błędu. W jednym z wydań zawierających obszerną historię Metalliki jej autor pisze:
W teledysku [do "One"] mroczny tekst Hetfielda zderza się z niepokojącymi scenami z filmowej adaptacji antywojennej noweli Daltona Trumbo, “Johhny Got His Gun”.
Tekst Hetfielda -- jasne? Jasne. Tak czy siak byłby jego, ale nic nie wspomina się o inspiracji nowelą, czego nie można powiedzieć o teledysku, którego bez filmu by w znanej nam postaci nie było.
A wracając do wywiadu z Larsem.. Zabawna sytuacja, dzwoni telefon (“Takie rzeczy się zdarzają, gdy kręci się wideo w pokoju hotelowym”), ale nie każe tego wycinać. Potem już tylko długo nawija o różnych wersjach utworu i teledysku.
W innym wywiadze z 1991r. Lars wyjaśnia kwestię raz na zawsze:
Pewnego dnia we Włoszech było takich dwóch kolesi, którzy drążyli cały ten temat dot. “One” i pacyfizmu, i gadali o tym jaki to przekaz pokoju dla dzieciaków. “Wam to naprawdę zależy”. Powiedziałem o tym potem Jamesowi. Mieliśmy ubaw. “Dlaczego ludzie traktują to tak serio?” Potem James odwraca się i mówi: “To jest tylko pieprzony kawałek o gościu, który wszedł na minę!”. To niejako podsumowuje całą sprawę.
Cięcie!

Niniejszym zapraszam Państwa na seans!

Do wyboru:
- Przed seansem lektura w oryginale: http://www.scribd.com/doc/4017319/Johnny-Got-His-Gun -- wydanie z 1959r. zawierające wstęp Daltona Trumbo mówiący m.in. o kulisach wspomnianej sprawy z FBI
- Adaptacja radiowa (NBC Radio) w popularnej audycji “Arch Oboler’s Plays” z 9 marca 1940r. Scenariusz i produkcja: Arch Oboler. W roli głównej: James Cagney (mp3):
http://www.mediafire.com/?3runrtwmmyh
- Film z 1971r. w Google Video (niestety bez polskich napisów, za to z jakimiś latynoskimi -- alternatywa to torrenty, lub np. peb.pl):
Cz. 1:
Cz. 2:
- Jeśli nie macie czasu na całość, zerknijcie chociaż na oryginalny zwiastun:
5 maja roku bieżącego (2009) ze oficjalnej strony Metalliki mogliśmy dowiedzieć się o wydaniu DVD z filmem (również wspominając o nim tylko jako o podstawie dla teledysku).
DVD trailer:
Na płycie -- poza filmem -- znajdziemy godzinny film o Daltonie Trumbo (“Rebel in Hollywood”), nowy wywiad z Timothym Bottomsem, zakulisowe sceny, oryginalny zwiastun kinowy, podlinkowaną wyżej adaptację radiową, teledyski “One” wraz materiałem z planu zdjęciowego, a w pudełku reprodukcję plakatu niegdyś promującego film.
Pragnę również poinformować wszystkich, iż (dopiero co) powstał remake! Teatralny, sfilmowany (ala “Dogville”). Podobno świetny.

W roli głównej: Ben McKenzie.
Trailer:
Oficjalna strona:
htt://www.johnnygothisgunthemovie.com/
Ciekawostki:
- “One” to pierwszy teledysk w dorobku Metalliki (“zdrada!” -- jak zwykle krzyczeli najwierniejsi fani..) i od razu pierwsza nagroda Grammy za najlepszy kawałek. Poniżej wykonanie na żywo z tego właśnie eventu:
Metallica, Aerosmith i Def Leppard przegrały wtedy z Guns N’ Roses -- “Sweet Child ‘O Mine” w walce o tytuł najlepszego metalowego teledysku. Duff McKagan odbierając nagrodę powiedział:
Niezależnie od scenariusza ceremonii, oddamy ją [statuetkę] Metallice.
W tle inny członek GN’R krzyczy “Metallica!”
Oto cały fragment:
Metallica przegrała też -- mimo bycia niekwestionowanym faworytem do samego końca -- z Jethro Tull -- “Crest of a Knave” o tytuł najlepszej płyty hardrockowej (ówcześnie nowoutworzona kategoria). Po wykonaniu “One” nawet czekali za sceną, by wyjść i odebrać nagrodę. Jakież więc musiało być ich zdziwienie, gdy jej nie otrzymali. Nie mniej zdziwione musiało być nieobecne Jethro Tull, którym manager odradził w ogóle przyjeżdzać na ceremonię, nie dając im żadnych szans, stawiając na zwycięstwo Metalliki. Fakt ten wywołał spore kontrowersje wśrod fanów i w prasie. Pomijając oczekiwania wszystkich, Jethro Tull w ogóle nie gra przecież hardrocka, lecz rock progresywny. Odpierając ataki, w jednym z brytyjskich muzycznych periodyków zwycięzcy stwierdzili poniekąd żartobliwie, że “flet jest przecież (ciężkim) metalowym instrumentem” [(heavy) metal instrument - gra słów, przyp. tłum.] . “Entertainment Weekly” w 2007r. opisał całą sprawę jako jedno z “10 Najbardziej Nieoczekiwanych Grammy” w historii.
![]()
![]()

Lars:
Oczywiście skłamałbym, gdybym powiedział, że nie byłem rozczarowany, ludzka natura jest taka, że wolisz wygrywać niż przegrywać, ale wybór Jethro Tull to profanacja intencji ceremonii.
James:
Nasza pierwsza przygoda z TV, a więc Grammy, poważnie zniechęciła nas do telewizji. Nie możesz robić tego, czego chcesz. Wszystko jest kurwa zaplanowane. W zasadzie powiedziano nam: “nie możecie robić tego, nie możecie robic tamtego”. Na próbie graliśmy nasz ładny począteczek do “One” i gdy wjechaliśmy z podwójną stopą “bra-ta-ta-ta-ta-TA” -- strzały z karabinu -- wszystkim im nagle odbiło, “Koniec! Stop! Nie ma mowy, żebyście zrobili to na wizji!
Lars:
To dla wielu ludzi był pierwszy raz, jak zobaczyli Heavy Metalową kapelę na tego typu imprezie i pokazaliśmy tym, którzy w głowie malowali sobie przekłamany obraz HM, że są w błędzie. Myślę, że wielu ludzi prawdopodobnie spodziewało się, że będziemy palić odwrócony krzyż i poświęcać rytualne ofiary! Ignorancka średnia klasa Ameryki ze swoimi pokręconymi poglądami zobaczyła coś przeciwnego.
- A to wykonanie z Woodstock 99′ (z Nowego Jorku). Poza tym, że jest fajne w 3:32 ktoś trafia Jasona plastikową butelką (taki wychwycony żarcik), hehe:
- Film nie jest ani czarno-biały, ani kolorowy -- używa obu gam dla rozróżnienia tego, co jest fantazją (kolor), a szpitalną rzeczywistością (b/w)
- Twarz Joego w szpitalu nigdy nie jest pokazana, a jego urwane kończyny są zakryte (czyt. brak efektów specjalnych i charakteryzacji)
- Są trzy wersje teledysku: normalna (zespół na przemian z fragmentami filmu), skrócona (jw., ale krótsza wersja utworu), “band version” -- pokazuje tylko zespół grający w hangarze. Niestety nie udało mi się namierzyć jego adresu. Wiem tylko, że znajduje się gdzieś w Long Beach, California
- Michael Salomon, współreżyser teledysku:
Wydaje mi się, że zespołowi trochę nie spodobało się to, jak dużo filmu w to upchaliśmy. To bardzo skomplikowana historia i nie dałoby rady jej przekazać wrzucając tu i tam trochę dialogów. W zasadzie, kiedy tylko było jakieś gitarowe intro albo solo, czy coś w tym rodzaju, pokrywałem to całe [filmem]. Ale myślę, że uświadomili sobie, że w przypadku tego konkretnie klipu element opowieści był ważniejszy.
- James mówiąc o intro do utworu wspomina, że bębny imitujące karabin maszynowy powstały zanim kawałek otrzymał w ogóle wojenną otoczkę, a inspiracją dla całego początku “One” był kawałek Venom -- “Burried Alive” (“Pochowany Żywcem”):
- To ostatni (nie pierwszy! -- bo spotkałem kilkukrotnie takie głosy) singiel z AJFA (wyd. w 89′, podczas gdy poprzednie trzy w 88′)

- Jeśli jeszcze nie znacie demo “One”, to włączcie sobie przed dalszą lekturą:
- “One” bylo rowniez pierwszyk kawałkiem, którego demo zostalo oficjalnie wydane publicznie (na kolekcjonerskim singlu winylowym)
Okładka tego singla jest w 100% czarna, tak więc “Czarny Album” (i single go promujące) nie były pierwszymi czarnymi wydawnictwami Metalliki.
“The Shortest Straw”
Znaczenie:
Daleko od “One” nie uciekamy i nie chodzi o to, że jest to utwór następny w kolejności na płycie, lub również wojenny (choć z wojną w tle). Od wojny do polityki jednak tylko krok. Nasz Johnny na froncie walki z komunizmem padł również i jej ofiarą, a konkretnie dopadło go zjawisko tzw. “blacklistingu”, o którym utwór opowiada stając w słusznej opozycji do tej formy represji. Tematyka jest zawiła, to kawał historii, ale postaram się możliwie najkrócej i najjaśniej, ale coś czuję, że skończy się na nieco dłuższym wywodzie, jak tak patrzę na ogromną ilość materiału, jaką wynalazłem. Jeśli kogoś nie interere zrozumienie podłoża utworu, od razu zapraszam do następnego kawałka :-)
Na początek podajmy jakąś ogólną definicję słowa “blacklist” (rzeczownik: “czarna lista” / czasownik: “wpisywać na czarną listę” z jednoczesną nutką “oczerniania”):
Jako rzeczownik oznacza listę ludzi, którym z jakiegoś powodu odmawia się dostępu do określonych przywilejów, usług, pozwoleń, etc. Jako czasownik oznacza zabronienie komuś wykonywania pracy na określonym polu, bądź też wykluczenie kogoś z określonego kręgu.
Generalnie pojęcie to ma wydźwięk pejoratywny, ponieważ to coś dużo więcej niż zwykły bojkot -- praktyki blacklistingowe de facto nierozerwalnie wiążą się z łamaniem praw obywatelskich (a więc ich przesłanki są niesłuszne, czy też dalece nieadekwatne do podstawy uskutecznianego ostracyzmu i zwykle przez to nielegalne, lub balansujące na granicy prawa). Należy dodać, że czarna lista nie musi funckjonować jako namacalny przedmiot -- zwykle tak nie jest, ponieważ zgodnie z obowiązującym porządkiem nie powinna. To wszelakie autorytety, instytucje, media, firmy, a nawet całe branże na zasadzie zmowy odrzucają określone jednostki w oparciu o własne, wydumane kryterium.
Podejżewam, że np. jego świątobliwość o. Rydzyk nie zatrudnia u siebie Żydów (żywiąc silne, acz błędne przeświadczenie, mimo przeczących temu dowodów, że to oni skazali Jezusa uwalniając Barabasza -- mit ten jest kamieniem węgielnym antysemityzmu i wszelkich jego przejawów z holocaustem włącznie), choć teoretycznie (zgodnie z konstytucją) pochodzenie i wyznanie nie powinny w Polsce mieć znaczenia przy rekrutacji. Oczywiście nie posądzam o nic dobrodzieja, sam na siebie dość haków dostarcza w regularnych odstępach, ale gdyby np. odkrył, że ktoś z jego otoczenia jest Żydem i zwolnił go, a ten nie mógł potem przez to znaleźć pracy w kręgu redemptorystów, to w tym wypadku (napotykając odmowę bez uzasadnienia lub wprost tłumaczoną mniej lub bardziej uprzejmie jako ‘jude raus’) mielibyśmy klasyczny przykład blacklistingu. Ktoś coś postanowił, a inni np. z uwagi na bliższy lub dalszy stosunek podległości powielają tę samą praktykę, nawet jeśli osobiście się z nią nie zgadzają.

Dlatego też dziś termin ten -- choć nadal funkcjonuje -- często zastępuje się przez “blocklist” (“lista zablokowanych”), “denylist” (“lista oddalonych”), czy też “rejectlist” (“lista odrzuconych”), tudzież “banlist” (“lista zbanowanych”), by -- na okazję praktyk jak najbardziej normalnych i potrzebnych (np. lista osób zbanowanych na forach internetowych) nie rodzić złych skojarzeń. I tu zbliżamy się do politycznego kontekstu, z którego się one wzięły, a którym Metallica się inspirowała. Przypuszczam nawet, że gdyby nie poznali Daltona Trumbo i jego dzieła “Johnny Got His Gun”, nigdy nie przyjżeliby się bliżej tej niechlubnej części amerykańskiej historii, w której chcąc, nie chcąc Trumbo miał nieprzyjemność odegrać jedną z głównych ról. To już jednak tylko moje domniemanie, choć wniosek ten wydaje się mieć silną podstawę. Utwór nawiązuje do konkretnych wydarzeń (o czym później), lecz może odnosić się do problemu blacklistingu ogólnie, wszak zjawisko to występuje po dziś dzień, choć w dalece subtelniejszej, niezradykalizowanej formie (przynajmniej jeśli o tzw. cywilizowane kraje -- z USA na czele -- chodzi) w porównaniu do gorącego okresu jawnych politycznych prześladowań, o którym zaraz opowiem.
Otóż.. Na sam początek pozwolę zacytować fragment Wikipedii dot. osoby i nurtu, który rozpoczął bieg w zw. z jej poczynaniami i od której nazwiska przyjął nazwę..
Maccartyzm:
![]()
Joseph McCarthy w 1950 roku został członkiem (sekretarzem) kierowanej przez Demokratów senackiej komisji badającej działalność rządu oraz stałej podkomisji śledczej. Głównym celem tych ciał stało się badanie powiązań z komunistami osób zatrudnionych w urzędach państwowych.
Przeszedł do historii jako inicjator kampanii oskarżeń o działalność komunistyczną znanych osób w kręgach władzy i w show-businessie w Stanach Zjednoczonych. On i jego ludzie oskarżani są o prowadzenie nagonki, rzucanie oskarżeń i pomówienia często niewinnych osób. W tym okresie w USA panowała powszechna obawa społeczeństwa amerykańskiego przed radziecką infiltracją (“a mass histeria”). Umożliwiło to początkowo McCarthy’emu uzyskanie wpływowej pozycji (“megalomania”).
Telewizja CBS nadawała audycję Edwarda R. Murrowa pt. “See It Now” na temat działalności Komisji pod przewodnictwem McCarthyego. Jak przyznał po latach Murrow, program był celowym montażem wypowiedzi senatora tak by przedstawić go w negatywnym świetle. Programy pojawiły się w schyłkowym okresie pracy komisji śledczej, w czasach gdy powoli, ze względu na coraz bardziej obsesyjne działanie (słynny rajd po amerykańskich bibliotekach w poszukiwaniu komunistycznych publikacji) (“witchhunt riding through”) oraz alkoholizm zaczynał tracić poparcie awet ze strony swoich republikańskich kolegów.
Odsunięcie od władzy i pracy w komisji nastąpiło z powodu zatargu z armią amerykańską i wywiadem (CIA). W tych kręgach McCarthy zaczął samodzielne poszukiwanie osób związanych z komunistami bez opierania się na faktach.
Koniec cytatu.
Ten młody polityk o niemal nieskazitelnej do omawianych czasów biografii, przez swoją (gorszą od faszyzmu) nadgorliwość narobił niezłej maniany w społeczeństwie. Przepraszam, że tyle czytania w ramach wstępu, ale w przeciwnym razie nie dochowałbym należytej staranności.
“Hollywood Ten”

Historia “Hollywoodzkiej Dziesiątki” to jeden z najbardziej spektakularnych przykładów blacklistingu wszechczasów. Większości reżyserów i scenarzystów ze zdjęcia powyżej nikt dziś nie kojarzy, mimo zasług. Wyjątkiem prawdopodobnie jest tu właśnie nasz znajomy zdobywca oskara, Dalton Trumbo (na zdj. w środkowym rzędzie z lewej). Zaczynał jako jeden z najlepiej zarabiających scenarzystów w Hollywood, otrzymując za swoją pracę ok. $4000 tygodniowo. Potem napisał “Johnnego..” i.. wracamy do wydarzeń opisanych przy okazji “One”. Po tym jak partia komunistyczna USA wykorzystała jego nowelę na łamach swojej gazety jako propagandę antywojenną i -- niedługo potem -- po pamiętnej wizycie FBI, stał się persona non grata w fabryce snów (“your being, ostracized”). Pomijając politykę, pamiętajmy że w Hollywood chodziło i nadal chodzi tylko o pieniądze, nie o ideologię. Zła prasa może zatem zdewastować każdą produkcję, szczególnie, gdy odpowiada za nią pacyfista w dobie ekspansji sowieckiej, no bo jak sprzedać film patriotyczny napisany przez “komucha”? Nawet jeśli absolutnie nim nie był, podobnie jak wielu innych dopadł go efekt domina zbiorowej paranoji czyniący komunistę z każdego z byle powodu. Mimo trafienia na czarną listę gildii scenarzystów (“living infamy”) nadal zarabiał na życie w Hollywood, ale tylko pod warunkiem, że jego praca nie była sygnowana prawdziwym imieniem i oczywiście już za haniebne pieniądze. Co ciekawe, pracy mimo wszystko miał dużo więcej niż wcześniej. Działał tak przez kolejne 12 lat, w ciągu których pod pseudonimem Sam Jackson spłodził ok. 70 scenariuszy.

Na fotce powyżej widzimy osoby protestujące przeciwko aresztowaniu sławnej dziesiątki (stojącej przed sądem na pierwszym zdj.). Czarnych list było kilka i zawierały po setki nazwisk, ale oni konkretnie wsławili się tym, że jako pierwsi odmówili zeznań przed HUAC (komisją śledczą McCarthiego), prowadzącej dochodzenie w sprawie sowieckiego wpływu na amerykańskie media i przemysł rozrywkowy, w tym filmowy.

Za koniec tego całego, współczesnego polowania na czarownice (“witchhunt, modern day”) uznaje się rok 1960, choć jej reperkusje wielu dały odczuć się jeszcze latami na bezrobociu. W owym roku gwiazdor Kirk Douglas, będąc producentem filmu “Spartacus”, zdecydował się podpisać pracę Daltona jego prawdziwym nazwiskiem (dodam, że z Kirkiem Douglasem i jego synem Michaelem wiąże się też ciekawa historia odnośnie “Johnnego..”, ale zostawiam to już najbardziej ciekawskim do własnych poszukiwań). W następstwie tego wydarzenia prezydent-elekt John F. Kennedy, w symbolicznym akcie poparcia i demonstracji oddania białego domu w działania zmierzające do zakończenia blacklistingu, przekroczył pikiety Amerykańskiego Legionu blokujące seans, by obejrzeć ten film (American Legion to organizacja zrzeszająca weteranów największych wojen, w których Stany brały udział, która m.in. 8 lat wcześniej protestowała przeciwko wyświetlaniu “Moulin Rouge” z udziałem aktora “spisanego” przez HUAC). Wtedy też reżyser obrazoburczego jak na tamte czasy “Exodusu” przyznał, że to Trumbo napisał także jego scenariusz.

Dosłownie liznęliśmy historii, mam nadzieję, że nie nudnej. Po więcej odsyłam do wielu podstron Wikipedii i tego źródła.
Ukryte w tekście cytaty z utworu wrzucałem luźno na zasadzie skojarzeń, analogii -- nie twierdzę, że odnoszą się do akurat w danym zdaniu opisywanych wydarzeń. O jednym jednak możemy powiedzieć, że na pewno dotyczy czegoś konkretnego z tamtego okresu, mianowicie: “Channels Red, One word said, Blaclisted” (przy okazji: podobno zrobiono tu drukarski błąd, bo powinno być rzecz jasna “blacKlisted” -- czy ktoś to może sprawdzić w książeczce / wkładce?). Dowodzi on jednocześnie, że utwór nawiązuje do omówionego, feralnego dwudziestolecia. 22 lipca 1950r. bowiem ukazał się nakładem ultraprawicowego pisma “Counterattack” (założonego przez byłych agentów FBI) antykomunistyczny trakt zatytułowany “Red Channels” ze 151 nazwiskami pisarzy, aktorów, muzyków, dziennikarzy, itd., wliczając ówcześnie najpopularniejszych, posądzając ich o komunistyczne manipulacje w show-biznesie. Była to jedna z najpoważniejszych czarnych list, które zrujnowały kariery wielu osobom, a niejedną zmusiły do opuszczenia kraju.
![]()
Na zakończenie dla politycznej poprawności dodam, że o ile szacunkowo przez w sumie 60 lat szerokopojęci Demokraci łatwo przez show-biznesowy blacklisting nie mieli, o tyle dziś sytuacja się odwróciła i to oni, na swój sposób, napiętnują co bardziej konserwatywne, republikańskie poglądy. Jest to szczególnie dotkliwe dla wchodzących gwiazd, dopiero próbujących swych sił w Hollywood. Na znacznie większą swobodę pozwolić mogą sobie tylko sławy o ugruntowanej pozycji. Ledwie co przecież pewnej miss za wyrażony sprzeciw wobec małżeństw homoseksualnych odebrano koronę, choć -- o ile pamiętam -- ostatecznie jej ją zwrócono (ale cienko widzę jej dalszą karierę). Jest to niewątpliwie dobry przykład na to, że blacklisting wciąż ma się nienajgorzej i że “The Shortest Straw” pozostaje aktualne po dziś dzień.
Ciekawostki:
- Niektórzy mają taką teorię -- rzekomo utwór ma być ironicznym spojrzeniem na minione, tragiczne wydarzenia. Jak wiemy każdy miał w autobusie stałe miejsca do spania, jednak tego feralnego dnia Cliff i Kirk zamienili się wskutek zabawy kartami -- Cliff WYCIĄGNĄŁ NAJWYŻSZĄ KARTĘ I WYBRAŁ miejsce Kirka, a więc paradoksalnie przypadło mu w udziale “najkrótsze źdźbło”. Pomijając fakt, że tekst wyraźnie mówi o czym innym, czy można w ogóle posądzać chłopaków o taki sarkazm nawet w ramach hołdu?


- Demo:
“Harvester of Sorrow”

Znaczenie:
Fani dwoją się i troją na forach przypisując kawałkowi tematykę: niewolnictwa, aborcji oraz “Żniwiarza”, jako symbolicznej postaci popychającej ludzkość do złych czynów. Standardowo obrywało się też od nich ojcu Hetfielda za alkoholizm i porzucenie rodziny. Jedna z proponowanych teorii wydaje się jednak dość interesująca. Kojarzy ona utwór z wydarzeniami, które podręczniki historyczne opisują mianem “Żniwa Smutku” (“The Harvest of Sorrow”, inne nazwy to również: Holodomor i Wielki Głód).

W 1986r. (a więc niedługo przed rozpoczęciem prac nad “…And Justice For All”) ukazała się książka o takim właśnie tytule autorstwa Roberta Conquesta, sponsorowana przez Uniwersytet Harvardzki i Ukraiński Instytut Badawczy. Niniejszym oświadczam, iż nie będę się o problemie rozpisywał, jak to miało miejsce (lekko, bo lekko, ale zawsze) w poprzednim utworze, ponieważ tym razem pewności, że o to chodzi nie ma, choć poszlaki są (dla niektórych) znaczące. Dość powiedzieć, że z owej lektury dowiemy się o śmierci głodowej milionów Ukraińców w okresie I wojny światowej, na skutek zarządzonej przez stalinowskie władze kolektywizacji plonów (i jedzenia ogólnie) przekraczającej możliwości produkcyjne wsi. Wyłania się nam więc obraz Stalina, który w drodze terroru sprowadził na jedno ze swoich państw klęskę wielkiego głodu (Ukraina była członkiem Związku Radzieckiego), eksterminując miliony w ramach etnicznej, lub klasowej (ofiarami byli głównie chłopi) czystki.

Problem polega na tym, że z dzisiejszego punktu widzenia sprawa nie jest taka czarno-biała, jak to widzieli wrogowie Stalina i jego ofiary w czasach “Johnnego”. Nie wiadomo, ile osób tak naprawdę zmarło (bardzo poważni historycy szacują, że to “tylko” kilkaset tysięcy, podczas gdy inni obstają przy milionach), ani nie wiadomo też, czy to w ogóle było zamierzone działanie, czy po prostu fatalny skutek decyzji politycznych ukierunkowanych na zupełnie inny cel (system kartkowy, równe przydziały, itd.), ani kto je tak właściwie podejmował. Nawet zeznania żyjących jeszcze świadków ówczesnych wydarzeń z rejonów dotkniętych tragedią mocno się ze sobą kłócą (niektórzy w ogóle nie dostrzegli głodu, co najwyżej przejściowe problemy w dostawach żywności, inni opowiadają o całych miejscowościach zamieniających się w cmentarze). Pewne jest to, ponieważ dowody na to są, że głód był (nie tylko na Ukrainie) i że zebrał swoje żniwo.

Co bardziej dociekliwych odsyłam do Wikipedii: link1 i link2 (znacznie obszerniejsze opracowanie po ang.).
Recenzje książki “The Harvest of Sorrow” na Amazon, gdzie ludzie w ramach polemiki dostarczają wielu wartościowych informacji i wskazówek, gdzie szukać dalej:
…oraz do artykułu “Dwie twarze terroru” jednego z najlepiej znających temat historyków, polemizującego z dawnym opracowaniem Conquesta, wnikliwiej analizującego system i statystyki:
…a także do ich książek, które osobiście sobie daruję.
Reasumując:
- zjawisko o podobnej nazwie (utwór byłby personifikacją osoby / ciała odpowiedzialnego za masowy mord / wydarzenie) i książka o podobnym do utworu tytule wydana niedługo przed rozpoczęciem prac nad albumem
-- temat ówcześnie jak najbardziej aktualny (aktualny i dziś -- wiele państw, w tym Ukraina w 2008r., uznały tamte wydarzenia za faktyczną, okrutną zbrodnię przeciw ludzkości)
-- przeraźliwa wizja realiów komunizmu, o ciemnych stronach walki z którym dopiero co opowiadał poprzedni utwór (a więc kontrast -- przypadkowa kolejność na płycie?)
-- tematyka polityczno-społeczna, wpisująca się w koncept “antyamerykańskiej”, ale i globalnie czarnowidzącej płyty
Cóż.. czy to aby na pewno to?
Znaczenie drugie (prawdziwe?) - niezwiązane z niczym konkretnym :
Opisałem teorię o Holodomorze, ponieważ wydała mi się ciekawa, choć osobiście -- zwyczajnie czytając tekst - muszę przyznać rację co większym serwisom o zespole, mówiącym o naćpanym, zchlanym i zakompleksionym (bądź zdesperowanym / szalonym) ojcu-kacie, który torturuje swoją rodzinę (lub tylko dzieci), wyżywa się na niej, by następnie ją zabić (taki patologiczny obrazek, ektremalny przykład tego, co w niejednym dzieje się domu -- nie dopatrywałbym się tu enigmatycznej demonizacji wizerunku własnego ojca przez Jamesa, poczekajcie do bardziej dosłownego “Dyers Eve”, o którego znaczeniu Het mówi otwarcie). Możnaby coprawda powiedzieć, że ojciec = Stalin, a rodzina to ZSRR, ale w wielu momentach słowa wydają się zbyt dosłowne i taka analogia nie da się tu zastosować. Na przykład:
Drink up! Shoot in! Let the beatings begin..
[wypijam] Do dna! Wpadam do pokoju! Najwyższy czas spuścić lanie..
Czy też..
See into my eyes, you’ll find where murder lies.. (Infanticide..)
Spójrz mi w oczy, a ujrzysz w nich mordercę.. (dzieci..)
Cała reszta pisana w pierwszej osobie też wydaje się raczej osobistym wyznaniem podmiotu lirycznego -- jednostki, niż jakąś alegorią do całych narodów… ale ja się nie znam :-)
Ciekawostki:
- Moscow ’91 -- I’m lovin’ it:
- Marvel w jednym ze swoich komiksów (“Annihilation”) ochrzcił najpotężniejszą broń masowej zagłady -- niszczyciela planet “Harvester of Sorrows” (liczba mnoga -- “smutków”), inspirując się tytułem kawałka

- Zespół Blind Guardian ma w dorobku song o tytule “Harvest of Sorrow”:
- James zapowiadając na koncercie w Quebec w 1989r. ‘nowy utwór’ pomylił się i zamiast “Harvester of Sorrow” powiedział “Leper Messiah”
- W filmie “Disturbing Behavior” (“Grzeczny Świat” sic!) z 1998r. Gavin Strick zaprzyjaźnia się z nowym dzieciakiem w szkole, Stevem Clarkiem. Wchodząc do stołówki / kawiarni opisuje nowemu subkultury szkolne, kim są i jakiej słuchają muzy. Steve pyta wtedy Gavina: “A Ty? Czego Ty słuchasz?”, na co Gavin odpowiada: “Moja muza? Harvester of Sorrow, język szaleńców [language of the mad]..”
- 4-latek gra Sorrow na perkusji:
- Demo, a jakże:
“The Frayed Ends of Sanity”

Znaczenie:
Nie, nie -- to nie adaptacja “Czarnoksiężnika z Krainy Oz”. Tym razem mamy tylko zaczerpnięcie motywu muzycznego z absolutnie kultowego dla dorobku kinematografii (przez osiągnięcie wyżyn kiczu i tym samym ustanowienia nowej, nieznanej ówcześnie jakości) filmu “The Wizard of Oz” z 1939r., choć nie bez przyczyny chyba go wybrano, bo tekst jako taki mówi o paranoii i rosnącej niezdolności do odróżnienia świata iluzji od rzeczywistości (film kończy się w stylu “to wszystko było tylko snem”). Ale do rzeczy.
Na pewno kojarzycie ten dziwny dźwięk na samym początku utworu idący wraz z gitarą intra. Jest to bezsłowna pieśń intonowana przez maszerujących żołnierzy złej czarownicy w sławnej (bo wielokrotnie otwarcie imitowanej w ramach hołdu w innych filmach, w tym “Władcy Pierścieni”, “Dzikości Serca” i “Indiana Jonesie”) scenie, w której trzej przyjaciele docierają na zamek wiedźmy:
Mówi się o ironii wykorzystania tego motywu w tym samym czasie przez Prince’a (ironia w tym, że on żyje w świecie iluzji i kiczu, i wydaje się nie mieć do tego dystansu) w utworze “It’s Gonna Be A Beautiful Night”:
httpv://www.dailymotion.pl/video/x6m3sl_its-gonna-be-a-beautiful-night-1987_music
Poza Princem po ten motyw sięgali później również LL Cool J w utworze “I’m That Type of Guy” i Kid Rock w “Trucker Anthem”.

Ciekawostki:
- Istnieje jeszcze inny związek tego filmu z zespołem…

- Skoro już przy bajkach dla dzieci jesteśmy (choć może niekoniecznie, bo w filmie pada słowo “fuck”), zobaczmy jak oni wyglądali za dzieciaka:
- A jak widać dziś niektóre dzieci Metallikę słuchają na dobranoc i zjadają na śniadanie ;-) :
- Mamy aż trzy wersje demo “Frayed Ends”:
Pierwszą (bez wokalu):
Drugą (“nanana” zamiast wokalu):
…i trzecią :-) (bez wokalu) :
“To Live Is To Die”

Znaczenie:
- Flemming Rasmussen wspaniale oddał sens utworu w jednym z wywiadów:
Oczywiście ciężko było nam nagrywać ‘Justice’ bez Cliffa, ale w chwili, gdy ja przejąłem pałeczkę produkcja była już 1,5 miesiąca w toku, więc [z uwagi na pośpiech] nie to zaprzątało nam głowę, z wyjątkiem, gdy nagrywaliśmy “To Live Is To Die”, które jest hołdem złożonym Cliffowi, a który w zasadzie sam z nami napisał.

![]()
Lars w jednym z wywiadów stwierdził, że utwór oparty jest na wielu riffach, które Cliff napisał kilka lat wstecz. Pomyśleli, że byłoby super, gdyby na AJFA znalazło się coś jego autorstwa. A zatem w ten sposób wziął on udział w nagraniu.
Poniżej znajduje się kompilacja cholernie wczesnych (1982r.) garażowych jammowań zespołu, która zawiera m.in. BARDZO wczesną wersję głównego riffu “To Live Is To Die” (około 12:58 do końca -- miodzio), ale wraz z nim też wiele innych (również nuconych i beatboxowanych przez Larsa), które potem zmienione mniej lub bardziej trafiły na studyjne wersje różnych kawałków zarówno Metalliki jak i Megadethu. (Kto wyłowi i przypasuje najwięcej?):
James w 2008r. dla magazynu “Mojo” powiedział, że utwór jest “hołdem dla Cliffa pozbawionym zbędnej przesady”. Dodał, że chodzi w nim o “uświadomienie sobie tego, jak bardzo wdzięczni byliśmy za ten cały czas z nim spędzony”.



(wyżej Cliff i wszyscy razem na backstage’u i na scenie ostatniego koncertu z udziałem Cliffa w przeddzień wypadku, o którym to koncercie John Marshall powiedział: “Po prostu zniszczyli. To był pierwszy występ z Jamesem na gitarze po 3-miesięcznej przerwie [miał złamany nadgarstek - przyp. tłum.] i było widać, że są głodni grania razem. To kurwa była rzeźnia.”)
W kontekście powyższego być może utwór ten powinienem był uwzględnić już w odcinku o “Bólu istnienia..” (całego zespołu). Jednak “To Live Is To Die” jest jedynie dedykowane Cliffowi i choć powstało dla niego, odkładając na bok sentymenty zespołu mamy do czynienia z instrumentalnym utworem zawierającym fragment jego poezji recytowanej przez Jamesa w trzeciej “zwrotce” (a której ostatnie wersy wypisane zostały na nagrobku Cliffa):
When a man lies,
he murders some part of the world.
These are the pale deaths
which men miscall their lives.
All this I cannot bear to witness any longer.
Cannot the Kingdom of Salvation
take me home…
(“Gdy człowiek kłamie,
morduje jakąś cząstkę tego świata.
To takie blade śmierci,
które ludzie nazywają życiem.
Nie zdzierżę widoku tego wszystkiego ani chwili dłużej.
Czy Królestwo Zbawienia
Nie może zabrać mnie do domu…”)
- powinniście to znać na pamięć!

Wers “These are the pale deaths which men miscall their lives” Cliff zaczerpnął z książki fantasy pt. “Lord Foul’s Bane” (u nas: “Jad Lorda Foula”) z serii “The Chronicles of Thomas Covenant the Unbeliever” (“Kroniki Thomasa Covenanta Niedowiarka”) autorstwa Stephena R. Donaldsona. Główny bohater postanawia ułożyć biały wiersz, by poprawić sobie nastrój:
These are the pale deaths
which men miscall their lives:
for all the scents of green things growing
each breath is but an exhalation of the grave.
Bodies jerk like puppet corpses,
and hell walks laughing…
(“Są takie blade śmierci,
które ludzie nazywają życiem:
mimo zapachu rosnącej zieleni
każdy oddech jest tylko tchnieniem grobu.
Podskakują ciała jak zwłoki marionetek,
a piekło skrada się ze śmiechem…”)
Opis i recenzja książki tutaj!
A zgadnijcie, co mam dla Was tutaj i to po polsku (absolutnie nie wiem, skąd się tam wzięło!)
Ciekawostki:
- Zobaczmy, co jeszcze powie nam pytany o Cliffa i całą ówczesną sytuację z perspektywy ponad 15 lat producent chyba najbardziej kultowych albumów Metalliki:
“Tak szczerze to jak bardzo niesamowity był Cliff, czy był geniuszem, jeśli chodzi o muzykę?”
Flemming Rasmussen:
Był naprawdę świetny. Nie tak całkowicie przezajebisty, ale piekielnie muzykalny i bardzo innowacyjny.
- “Czy w pracy Cliff był otwarty na różne pomysły, czy miał raczej mocno wyrobioną opinię o tym, jak jakiś kawałek powinien iść?”
Flemming Rasmussen:
Cliff miał silną wizję tego, jak Metallica powinna brzmieć i postępować, ale był przy tym osobą o bardzo otwartym umyśle, przez co słuchał i próbował wszystkich koncepcji.

(Poniższe pytanie zostało zadane jednym tchem jako jedno wraz z pytaniem o ogólny nastrój w zespole w związku z brakiem Cliffa podczas nagrywania AJFA. Odpowiedź na tą część pytania zacytowałem na samym początku -- teraz uzupełnienie…)
- “Czy miałeś wrażenie, że Jason w pełni zintegrował się z zespołem?”
Flemming Rasmussen:
Jeśli o sytuację Jasona chodzi, widać było od razu, że to “ten nowy”. Robił, co do niego należało i zaszywał się w domu, ale ogólnie radził sobie całkiem dobrze.
- “Jak to było pracować z Jasonem w porównaniu do pracy z Cliffem?”
Flemming Rasmussen:
Nie ma porównania. Cliff był niepowtarzalnym gościem, nie było i nie ma drugiego takiego jak on i nie sądzę, by wtedy szukali kogoś, kto by go im zastąpił, szukali po prostu jakiegoś nowego basisty. Jason był technicznie lepszy, ale w muzyce chodzi o uczucia i musiał znaleźć swoje miejsce w zespole. Miał inne dobre strony niż Cliff, więc i ogólne wrażenie było inne.

Pełne trzy wywiady z Flemmingiem w oryginale tutaj (być może przetłumaczymy je dla nieanglojęzycznych wraz z resztą tam zawartych później, chcecie?):

- Jason dla Playboya (2001) o koncercie 6 marca 1985r. w Phoenix, Arizona:
Pierwszy rząd. Tuż naprzeciw Cliffa Burtona, oddając mu cześć i chwałę. Śliniąc się. Machając wściekle głową. 14 baksów za koszulkę, wtedy to był majątek całego świata. Poszliśmy tam tylko dla Metalliki. Jak tylko Metallica skończyła grać, poszliśmy sobie. Oni po prostu zmiażdżyli, a my czuliśmy każdy ich ruch całym sercem.
Jason dla Metal Rules (2003):
Kumpel obudził mnie o szóstej rano i powiedział: “Cliff odszedł”. Mówię mu: “Kurwa niemożliwe. Czemu mnie tyrasz tak z rana?”, a on: “Nie, to prawda. Zobacz gazetę”. Więc spojrzałem w gazetę, wpatrzony w epitafium po prostu rozmyślałem i miałem to wrażenie, że “Będę tym kolesiem. Zrobię to. Jeżeli zdecydują się iść dalej, wtedy ja będę ich człowiekiem. Dokonam tego.” I od tamtej minuty nie dałem nikomu innemu zająć jego miejsca.

Lars dla Kerrang!:
Przesłuchaliśmy jakichś 60 kolesi w tydzień. Zdecydowaliśmy się zaprosić ponownie 4 z nich. (…) Jason był drugi w kolejce. Graliśmy cały dzień, a potem poszliśmy coś zjeść. A potem przyszedł czas na główny sprawdzian, którym oczywiście był pijacki maraton. Jakimś cudem, i przysięgam, że to nie było zaplanowane, ja, Kirk i James razem znaleźliśmy się kiblu, żeby się wyszczać. Więc stoimy tam o trzeciej nad ranem, wszyscy w rzędzie, i po prostu powiedziałem, nie patrząc na żadnego z nich: “To ten, tak?” A oni odpowiedzieli: “Taa, to ten”. I było po wszystkim!

- Garry Sharpe-Young, który zrobił wywiad z Cliffem na tydzień przed jego śmiercią:
Jak na ironię rozważałem wtedy z Cliffem, co by teoretycznie zrobiła Metallica, gdyby jeden z nich zginął: to było przy okazji gadki o Led Zeppelin i o Johnie Bohnamie. Tak właściwie to hipotetycznie rozpatrywaliśmy w tej roli Larsa, stającego przed obliczem Stwórcy… Cliff powiedział, że zrobiliby wielką popijawę na jego cześć, a potem poszukaliby nowego bębniarza. [I to] Szybko.


“Cliff Burton lives!“
“Dyers Eve”

Znaczenie:
Zacznijmy od obiecanej Wam już w pierwszym artykule serii intrygującej opowieści pewnego fana:
Było to tak, a przynajmniej tak słyszałem: James szedł ulicami Manhattanu po Dyers Ave. [skrót od Avenue - "plac" - przyp. tłum.], który mieści się w zachodniej części śródmieścia niedaleko tunelu Lincolna, gdy nagle rozległ się strzał w jednym z mieszkań gdzieś nad nim i opryskała go krew. Później dowiedział się, że pochodziła od zdruzgotanego nastolatka, który się zabił. James poruszony tą historią napisał tekst tak jakby był on listem pożegnalnym napisanym przez tego dzieciaka noc przed samobójstwem. Więc “Dyers” w pierwszej kolejności oznaczałoby ulicę w Nowym Jorku. Podwójne znaczenie tego słowa wynikałoby z tego, że “dyer” to też ktoś, kto umiera. “Eve” (“Przeddzień” [niegdyś to słowo znaczyło "Wigilia" i dziś praktycznie znaczenie to przejawia się tylko w "Christmass Eve"]) oznacza oczywiście dzień przed [i parafrazę "Ave."]. Zatem “Dyers Eve”: Przedzień czyjejś śmierci na Dyers Ave.

A więc podszyta niebywałym zbiegiem okoliczności gra słów i dość sensacyjnie brzmiąca geneza, prawda? “Stety”, lub nie, historia o Jamesie obryzganym krwią samobójcy podczas spaceru po Dyers Ave. to wyssana z palca bajka, lecz nosi ona w sobie ziarno prawdy co do istoty utworu. Rzeczywiście jest to bowiem samobójczy list wyalienowanego dzieciaka, na co choćby wskazują pierwsze wersy kolejnych zwrotek (“Droga matko, drogi ojcze” -- charakterystyczna forma rozpoczynania listu). Konkretów dowiadujemy z książki Chrisa Inghama (redaktor “Metal Hammera”) pt. “Nothing Else Matters: Metallica -- Historie Największych Utworów” (tytuł polskiego przekładu), przy okazji poznając nowy kontekst -- filmowy. Poniżej klarujące sprawę cytaty:

“To Lars wpadł na pomysł tytułu, kiedy przypomniał sobie film z 1970r. pt. “Mały wielki człowiek” z Dustinem Hoffmanem w roli głównej. Występujący tam w podwójnej roli Hoffman w pewnym momencie oznajmia z ekranu: “Dziś jest dobry dzień na umieranie”. Lars zapamiętał to zdanie i spytał piszącego tekst Jamesa, czy dzieciak, który pisze list, robi to w “przedzień umierania”, jako że następny dzień ma być jego ostatnim.”

W dużym skrócie, nim przejdziemy do kolejnego cytatu, powiem tylko, że głównym bohaterem owego nieźle nagrodzonego filmu (komediowy western z elementami tragedii) opartego na książce Thomasa Bergera z 1964r. jest 121-letni umierający Indianin, który opowiada niesamowite historie ze swego życia (stanowiące akcję) pewnemu ciekawskiemu historykowi, ukazując kontrast między rdzennymi amerykanami, a amerykańskimi pionierami (jako że przyszło mu doświadczyć walki po obu stronach).

Tekst tłumaczy się sam, jak wyjaśnia Lars:
Właściwie chodzi o dzieciaka, który był izolowany od świata przez rodziców, a gdy dorósł i wyruszył w świat, nie daje sobie rady i zastanawia się nad samobójstwem.
Kim jednak był ten dzieciak?

Niniejszym koło się zamyka, a ja muszę przyznać się do fatalnego błędu w swoim pierwszym artykule (O bólu istnienia James Hetfielda). Już się domyślacie -- tak, ten dzieciak to właśnie sam James. Więc jednak powinienem był napisać o tym wtedy. Niestety ówcześnie przeoczyłem ten fragment wywiadu z 2 grudnia 2008r. dla “The Rolling Stone”:
(…)
David Fricke:
- W swoich wczesnych tekstach pisałeś dużo o wojnie, śmierci i władzy. Ale w przeciwieństwie do wielu trashowych i punkowych kapel z tamtych lat nigdy nie popadłeś w typowe zagrywki jak “nienawidzę swoich rodziców”, lub “nie cierpię szkoły”. Pisałeś o odreagowywaniu, ale nigdy nie personalizowałeś rodziny.
James:
Mamy wiele pro-rodzinnych kawałków -- “Battery”, “Whiplash”. One są o rodzinie naszych fanów. Idziemy i podbijamy świat razem. Ale jest jeden utwór, co do którego konkretnie muszę się z Tobą nie zgodzić: “Dyers Eve” ["Droga matko, drogi ojcze, przez jakie piekło musiałem przez Was przejść"]. W tym utworze jest wiele pretensji.
David Fricke:
- Pretensji o co?
James:
O izolację i alienację, które dotykały mi się często w związky z naszą religią [Stowarzyszenie Chrześcijańskiej Nauki]. Ten utwór opowiada o tkwieniu w kokonie, a teraz, gdy już jestem sam poza nim, oh, dobry Boże, ten świat mnie przeraża. Nie wiem jak sobie z tym wszystkim radzić. Nie wiem jak radzić sobie z żałobą, ubóstwem, konfrontacjami. Jak żyć na własną rękę po odejściu ojca, śmierci matki.
David Fricke:
- Czy zespół zastępował Ci rodzinę przez jakiś czas?
James:
Tak i to sprawdzało się przez pierwsze trzy, czy cztery albumy. Wszyscy chcą tego wigoru, ognia, wkurzenia i animuszu. Naprawdę wierzysz, że przejmujesz władzę nad światem. Całe to my-kontra-oni, które wyniosłem z rodziny do kapeli, stało się w niej nagle czymś pozytywnym. Wtedy, gdy zespół zaczął rosnąć w siłę, sprawy zaczęły się rozjeżdzać. “Chwila moment, wy nie poświęcacie się temu tak jak ja. To dzięki mnie to wszystko się trzyma kupy.” Strach przed opuszczeniem znów zaczął odgrywać swą rolę. Ale teraz już to rozumiem. Mam również wrażenie, że w tym momencie poświęcenia ze strony całej naszej czwórki jest więcej niż kiedykolwiek.

Jeszcze kawałek, bo jest fajny:
David Fricke:
- Kiedy po raz pierwszy sukces -- w sensie finansowym -- uderzył w ciebie? Pamiętasz, co zrobiłeś ze swoim pierwszym, dużym czekiem?
James:
Kupno domu. To była duża rzecz -- na wzgórzu, z dala od wszystkich. Miałem bramę. To było po “Black Albumie”. Jason śmiał się ze mnie, że miałem bramę.
David Fricke:
- To trzyma innych na zewnątrz.
James:
Nie. To mnie więzi w środku [śmiech]. Ale po to, żeby inni byli na dystans, tak. To moja prywatna przestrzeń.

(…)
Ciekawostki:
- Utwór prawie wcale nie był grany na żywo nie ze względu na (istotnie) osobisty dla Jamesa tekst, jak niektórzy wierzą, ale to, że podwójna stopa i ogólnie zabójcze tempo, gdy i tak się nigdy nie oszczędzają, mogłyby ich tylko dobić. W nielicznych wykonaniach na żywo podwójna stopa zastępowana jest pojedyńczą:
Niektórzy niedowierzają, że to Lars w ogóle nagrał perkusję na płytę. A jednak zrobił to, ALE -- jak zdradza Flemming Rasmussen -- z przerwami co minutę. Jak widać u szczytu formy też nie miał do tego kondycji.
- W internecie nie brakuje dyskusji o tym, czy James popełnił błąd w tytule pomijając apostrof, czy nie (“Dyers Eve” zamiast “Dyer’s Eve” -- to pierwsze to liczba mnoga, drugie wskazuje na “kogo, czego?”). Skoro już znamy znaczenie, to wygląda na to, że błąd jest, ale z drugiej strony może tak nas tylko tu uczą, a za wielką wodą się tym nie przejmują (ktoś chce się podjąć analizy problemu?)
- Już tradycyjnie poniżej wersja demo:
Dear mother, dear father, what is this łananananana! :D
Na sam koniec jeszcze retrospekcyjna niespodzianka:
Pamiętacie historię riffu z przejścia w “Creeping Death”? No więc dziwiło mnie, że naprawdę nigdzie nie było tego dema Exodusu (i że nikt z Was nie wdrążył się potem głębiej niż ja). Okazuje się, że drugą jego nazwą po “Die By The Sword” było “Die By His Hand”. Szukając w ten sposób niemal natychmiast trafiamy na stare (niezwykle rzadkie) wykonanie na żywo, a zatem oto jak prezentował(by) się ten kawałek w pierwotnym wykonaniu (przejście z “Creeping Death” tutaj jest refrenem):
Ponadto, poniżej o całej sprawie Kirk w wywiadzie przeprowadzonym tuż po wydaniu “Ride The Lightning”:
Nu abla po angielski? Ależ proszę ja Was bardzo:
To mój riff, stary.. Wszystkie riffy, które słyszycie na “Ride The Lightning”, a które przypominają Exodus są tu tylko dlatego, że ja te riffy napisałem… i chcę ich wciąż używać… więc ich nie ukradłem… frajerzy!
Poniżej więcej porównań wspólnych riffów. Warto dodać, że Kirk nie wykorzystał wszystkich w Metallice, a Exodus z czasem do niektórych wrócił:
Dla smaczku jeszcze demo “Creeping Death” z “Ride The Lightning Demos” (ciekawa zmiana struktury pod koniec, brak chórów, momentami jakby sfałszowana, czyt. niedorobiona solówka):
httpv://www.youtudopibe.com/watch?v=L5Jy57k8670
Skoro już domykamy to koło, to jeszcze na osłodę reszta dem..
(Dopisane później:) Ups, niestety nie znalazłem ich na youtube, ani gdziekolwiek indziej, za to mam dla Was coś lepszego. Ot, taki sobie link do pewnego bloga. Sami najlepiej będziecie wiedzieli, co z jego zawartością zrobić (podpowiedź: zacznijcie od końca, nie licząc komentarzy).
…i to tyle na dziś. Przepraszam, że musieliście tyle czekać, ale mam nadzieję, że było warto.
Do zobaczenia w następnej części!

Zobacz również:
Sprawdź, co kryje się pod tagami [3D]:
Jeśli masz ochotę, zostaw swój komentarz, lub zapisz się do RSS i otrzymuj automatyczne powiadomienia o nowych wpisach.
Skomentuj ten temat
Komentarze
35 komentarzy do wpisu “Teksty Metalliki: Inspiracje z zewnątrz, cz. II”





































































Nie koniecznie ja, bo tylko powiedzialem jak ma na imie, ty wyslales dokladnie kto to :D
Niby tak, ale zbyt ladwo byloby to zgooglowac juz ;]
Podpisac sie zapomnialem :D
A tak, dobrze, cos mi sie ubzduralo, ze imie pisalo sie przez dwa n ;] Tutaj masz jego blog i fajny wpis ad. tej foty: http://www.arachna.com/roller/spidaman/date/20070315 No to popsules konkurs :]
http://www.flickr.com/photos/umlaut555/370862443/
Lub przezwisko :D
3 litery
Nieeeeee :]
Jesli to mogloby byc kiedys na konkurs, to podpowiedzy nie chce tu pisac…
Kogos mi bardzo przypomina… i powiem, ze wiem jak ma na imie lub nazwisko :)
Podaj na ile liter jest to jego imie, lub nazwisko, ktore znasz :]
Scott Ian ? :D
Wiem pewną rzecz, ale nie wiem z której strony, domysl sie, co wiem :D
Nie mam pojecia, ale to nie Scott Ian :)
Mozna prosic o podpowiedz ? :D
E-e :] Tak sobie mysle, ze to dobre pytanie na jakis konkurs kiedys…
ian Shepherd ?? :D
E-e :]
Co do tego goscia po lewej, to nie wiem, czy to nie jest Bob Rock :D
To nie on :) Z Bobem poznali sie dopiero przed wydaniem Black Albumu, ale dzieki, ze probowales :] Moze ktos kiedys zgadnie, hehe.
niesamowity artykuł! szacun za zebranie tylu informacji…za poświęcenie czasu żeby ten artykuł stworzyć…naprawdę dużo się dowiedziałam..miałam bardzo małą wiedzę o Metallice..teraz wiem już o nich nieco więcej..wcześniej bazowałam na samych ich piosenkach, teraz postanowiłam lepiej im się przyjrzeć, lepiej ich poznać…wielkie dzięki za ten artykuł..:) pozdrawiam!
Artykuł świetny! \m/
Chcę więcej takich artykułów! :)
Wczoraj wlasnie myslalem, ze najwyzszy czas pomalu zabierac sie za cz. III ;] A potem za inne odslony.. Jesli nie zajda jakies nieprzewidziane okolicznosci, to pojawi sie w styczniu.
Wybacz stary – jest ostrzezenie na poczatku. Wystarczy odczekac minute, dwie. Jakis czas przed publikacja smialem sie, ze tak jak kiedys bylo marudzenie o to, ze za krotkie (pierwszy odcinek “O bolu istnienia Jamesa” – wtedy sam bylem przeciwny podzialowi), tak teraz pewnie znajdzie sie jakis glos, ze za dlugie. No i jest. Obawiam sie, ze nie ma zlotego srodka. To w sumie tylko material z 2 plyt, tak jak poprzednio. Pociesze sie, ze kolejna, ostatnia czesc tego odcinka powinna byc krotsza mimo objecia utworow z 1991-2009. Nie mieli juz potem tylu zrodel inspiracji z zewnatrz, a przynajmniej nie obfitujacych w tyle szczegolow.
za długie, komp się tnie, podzielić na kilka części
BTW. Anonim: dzieki, hehe, ale bronic to sie bede z KPK, Bog jeden wie kiedy, bo z uwagi na liczne (oczywiscie wazniejsze) zajecia koncowka studiow dluuuuzy mi sie ;]
Wielkie brawa i pokłony dla autora, świetny artykuł, wiele się dowiedziałam :)
Faktycznie, napisalem to tak, jakby ten fragment Necronomiconu byl w opowiadaniu, a akurat nie jest. Pojawia sie w paru jego tekstach, nie tylko Call of Cthulhu. Poprawie potem tak, zeby to bylo jasne.
Bardzo fajny artykuł, ale wydaje mi się, ze wkradł się jeden błąd. Przy the thing that shuold not be napisałeś, że cytat “there is not dead which can eternal lie and with strange eons even death may die” pochodzi z “Cienia nad Innsmouth”, a wydaje mi się, że to pochodzi z opowiadania “Zew Cthulhu”.
SZOOOK!!!
Książkę wydaj stary bo masz talent…
A może Ty się broniłeś z tego, co? ;-)
Jeśli chodzi o to, co napisał(a) Pełzająca śmierć:
1) zgadzam się, intro do Damage jest bardzo ‘bachowe’, ale nie tylko ono, bo Cliff ogólnie wychował się na Bachu, w zasadzie całego Bacha miał rozkminionego na basie, dzięki czemu Metallica od początku wyróżniała się pośród innych kapel thrash (w tym miejscu polecam Arię na strunie G, dla mnie najlepszy kawałek klasyczny jaki powstał)
2) co do riffu z “Communication”, to w zasadzie tam są 4 uderzenia w strunę E + jakieś legato, co nie było jakąś tam innowacją Zeppelinów, zresztą dość się to różni od Mastera (piszę to jako oddany fan LZ :)
Przypomniała mi się puszczona kiedyś w internecie fałszywa informacja, jakoby Metallica zastrzegła dla siebie używanie dźwięku E ;]
Zgadza sie, lubil klasyke, ale nigdzie o Bachu w Damage Inc. nie wyczytalem. Moze to tylko taka plotka jak z Ride (w Teraz Rock pisali, ze jest inspirowane tym serialem, czy ze to mit?). Faktem jest, ze Cliff ogolnie inspirowal sie klasyka i nauczal reszte jej harmonii. Co do Mastera to.. Zeppelinom nie podziekowali jak Rush, wiec to chyba niezamierzone podobienstwo :) A i nie jest az tak wielkie.. Juz chyba predzej Sabbathow nieswiadomie kopiowali, byli dla nich chyba wiekszym autorytetem. Ozzy opisuje smieszny motyw z tamtych czasow z nimi [podczas trasy MoP]:
“Pamiętam Metallikę, która otwierała trasę dla mnie wiele dobrych lat temu. Zwykłem mijać ich autokar przed występami i słyszeć ich grających stare utwory Black Sabbath, więc pomyślałem, że robią sobie ze mnie żarty. I oni nie chcieli ze mną rozmawiać i zawsze trzymali swój dystans, więc pomyślałem, że to jest naprawdę dziwne. Spytałem ich menedżera koncertowego oto i powiedziałem: “Czy to ich sposób na żartowanie?,” a on powiedział: “Nie, oni uważają, że jesteście…bogami.”
To o “Ride the Lightning” wyczytałem w specjalnym wydaniu magazynu Teraz Rock, poświęconemu właśnie najlepszemu zespołowi świata. Pisali tam również o tym, że intro do “Damage Inc.” jest zainspirowane utworem Bacha. Cliff słuchał ponoć dużo klasyki.
A co do “Sanitarium”, to nikt się jakoś nie czepia zespołów, które inpirowały się “Communication Breakdown” Zeppelinów. A zespołów, które wykożystywały ten riff (w bardziej lub mniej zmodyfikowanej wersji) jest dużo, od Black Sabbath (“Paranoid”) po samą Metallike (“Master Of Puppets” w zwrotce).
zaje…..dłudi i fajny artykulik. bomba.
GRatuluje, super artykuł, świetnie się czyta, czuć że autor to “true fan” metalliki :) Czekam na kolejne artykuły tego autora, myśle że ma jeszcze spooooro ciekawych rzeczy do napisania o metallice :) :)
Cliff wymiata nawet grajac pojedyncze nutki ;)
bardzo fajny artykuł. tylko jedno tycie “ale” początek utworu Ride the Lightning to nie wymiatanie Cliffa na basie bo gra tylko pojedyncze dźwięki akcentując razem z garami, a to pseudo solo do dwie harmonizujące ze sobą gitary;p czepiam się, ale sorry musiałem:D bardzo dobry artykuł:)
Najdłuższy news/artykuł o Metallice, jaki w życiu widziałem. Gratulacje, naprawdę fajna rzecz, chociaż jeszcze nie skończyłem czytać!