Cliff wypadł z domu, szybkim krokiem kierując się w stronę najlepiej zaopatrzonego w tej okolicy sklepu muzycznego. Tuż przed nim wpadł na – bo kogo innego można by się spodziewać tutaj o tej porze – Larsa. Spryciarz był niski i zdążył dać mu łokcia w bok, szczerząc przy tym zęby z uciechy.
– Znowu pierwszy! Popracuj nad wstawaniem, bo wszyscy sprzątną ci sprzed nosa najlepsze kasety!
Nie czekając na odpowiedź, Lars zniknął w głębi sklepu. Cliff podążył za nim, próbując stłumić ziewnięcie. Czy ten mały gnojek w ogóle nie śpi?
Rozejrzał się po pomieszczeniu. Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech, gdy zobaczył rozpartego wygodnie na krześle Briana Slagela, właściciela tego przybytku. Miał rozchylone usta i drzemał w najlepsze, zapewne nie spodziewając się o tak wczesnej porze klientów.
– Nie docenia nas, skurczybyk – mruknął Cliff.
– Stary, ale numer! Nie uwierzysz! Chodź tu, no chodź!
Cliff podążył za głosem Larsa i znalazł go koło zakurzonego pudła. Duńczyk spoglądał z nabożnym podziwem na trzymaną przez siebie kasetę.
– Nie wierzę… to 'Denim and Leather’ Saxon! A już dawno straciłem nadzieję że Slagel to sprowadzi, przecież to album z 81′, a w dodatku ten kretyn nie przepada za brytyjską falą metalu…
– Ten kretyn uznał, że europejskie albumy mają w końcu szansę na przebicie się w Stanach – zabrzmiał głos tuż koło ucha Larsa. Przestraszony Duńczyk wypuścił kasetę z rąk i tylko szybka interwencja Cliffa uratowała ją przed bliskim spotkaniem z podłogą.
– Ostrożnie! Nie po to się tyle targowałem z tym brytyjskim durniem, żeby teraz owoce mojej pracy poszły na marne! A za tego kretyna…
Lars pisnął jak dziewczyna, kiedy Slagel pociągnął go za włosy. Nagle roześmiał się serdecznie.
– No już, smarkaczu. Prawdę mówiąc, postarałem się o tego Saxona ze względu na ciebie, chociaż…
– … nie rozumiesz jego fenomenu. Wal się – zarechotał Lars i odłożył kasetę na bok, nurkując na powrót w pudle. Slagel pokręcił głową.
– A ty co, Burton? Nie stój jak kołek, bo ten gówniarz zaraz zabierze najlepsze okazy! Niech zgadnę… nie ta część sklepu, co? – uśmiechnął się.
– Znasz mnie za dobrze, Brian – przyznał Cliff. – Szukam raczej czegoś solowego… podobno Geezer Butler nagrał jakieś demo, masz coś takiego?
Slagel bez słowa skierował się w stronę zakrzywionej półki wystającej pod dziwnym kątem ze ściany. Kasety ułożone na niej niedbale wyglądały, jakby lada chwila miały spaść i zakończyć swoją egzystencję na ziemi.
– Butler, Butler… mam Hendrixa, mam Jonesa…
Cliff z zainteresowaniem przeglądał tytuły zza pleców Slagela i szybciej niż on znalazł właściwą kasetę.
– Boże, masz to! 6 kawałków czystego grania mistrza Butlera…
– Bogiem nie jestem, ale możesz dostać tę kasetę za niższą cenę niż powinienem ją sprzedać. Po znajomości – uśmiechnął się chytrze Slagel i rzucił głośno:
– Mój kochany duński cwaniaku, nie próbuj tylko czegoś zawinąć, tak jak to zrobiłeś zeszłym razem! Wciąż mi wisisz pięć dolców za koncertową wersję 'Fireball’ Deep Purple!
Po drugiej stronie sklepu dało się słyszeć nagły atak kaszlu. Slagel udał się w tamtą stronę.
– Pięć dolców to kosmiczna cena – jęknął żałośnie Lars.
– A mam zapomnieć, że istnieje taki zespół jak Saxon?
Lars burknął coś z niezadowoleniem pod nosem. Pogrzebał chwilę w kieszeniach i rzucił w stronę Slagela siedem dolarów.
– To za 'Fireball’ i 'Denim and Leather’ – powiedział i pomachał trzymaną w ręku kasetą. Slagel przewrócił oczami i wyjęczał:
– Zbankrutuję przez tego gówniarza, jak słowo daję…
Lars dyplomatycznie nie powiedział nic i wrócił do przeszukiwania pudła. Cliff tymczasem podszedł, trzymając kilka kaset.
– Wziąłem jeszcze Hendrixa, Iommiego i Blackmore’a.
– 15 dolarów – ocenił Slagel. Cliff bez słowa wręczył mu pieniądze.
– Widzisz, Ulrich, można? Można! – zarechotał Slagel. Cliff także nie mógł się powstrzymać od śmiechu, widząc naburmuszoną minę Duńczyka.
Lars wybrał jeszcze trzy kasety i zapłacił za nie oczywiście mniej, niż powinien, co nie uszło uwadze Slagela. Machnął jednak ręką.
– Dobra, dziś ci odpuszczę, bo całkiem zepsujesz mi dzień. A, jeszcze pytanie… nazwaliście już zespół? Podobno przymierzacie się z Zazulą do wydania pierwszego albumu, więc jak mam was podpisać na kasecie, gdy będę ją wysyłał do Wielkiej Brytanii? O Czterech Takich, Co Okradali Slagela? – zarechotał.
– Kusząca propozycja, ale niestety, mamy już nazwę i raczej jej nie zmienimy – wyprostował się dumnie Lars.
– To zdradzicie mi tę tajemnicę?
– Metallica – powiedział krótko Cliff.