Autobiografia gitarzysty i założyciela thrashmetalowej kapeli Anthrax, Scotta Iana, ukaże się w marcu, a my już dziś udostępniamy fragment książki „I’M THE MAN. Autobiografia tego gościa z Anthrax” specjalnie dla Was. Nie dajcie się jednak zwieść skromności Iana – szalonych historii i anegdot z muzycznego świata będzie aż nadto!
Nigdy nie byłem próbującym zwrócić na siebie uwagę, wciągającym prochy metalem, któremu życie jest niemiłe. Mam wielu takich przyjaciół i uwielbiam z nimi pić oraz słuchać ich historii, ale ja taki nie jestem. Nigdy nie wstrzykiwałem sobie hery, nie wciągałem koksu, a trawy nie palę od 1995 roku.
Nie zająłem się muzyką, żeby zaliczać cipki. Zająłem się nią dla samej muzyki. Jasne, po drodze trafiło się parę dziewczyn, ale nie było ich tyle, co w przypadku natapirowanych zespołów z lat osiemdziesiątych. Przez długi czas thrashem interesowali się wyłącznie kolesie. Jeśli na koncert przyszła jakaś panienka, z reguły przyciągnął ją jej facet. Wyrobiłem sobie nazwisko ciężką pracą. Było wiele wzlotów i tyle samo upadków, ale Anthrax przetrwał wszystko. W nagrodę zostaliśmy uznani jako jeden z zespołów Wielkiej Czwórki, obok Metalliki, Slayera i Megadeth. Żywię do każdego z tych kolesi ogromny szacunek, ale moja historia jest inna. Nie mam w zanadrzu tragicznych opowieści o tym, jak moi rodzice mnie molestowali ani porzucili, nie spałem na ulicy, nie musiałem wybierać, czy dać w żyłę, czy zjeść obiad, nie wdawałem się w walki gangów i nie rozbiłem nikomu głowy butelką po piwie. Jak mawia moja mama: w głębi serca jestem dobrym, żydowskim chłopcem.
Dorastałem w Queens w Nowym Jorku, miałem dobre oceny, zaczytywałem się w komiksach i namiętnie oglądałem horrory oraz filmy science fiction. Potem odkryłem rock and rolla i wszystko się zmieniło. Pod tym względem byłem jak wielu aspirujących muzyków, ale mój zapał był niewyczerpany. Od wczesnego wieku dorastania byłem zdeterminowany znaleźć muzyków, z którymi mógłbym grać, komponować, zdobyć kontrakt, koncertować i się rozwijać. Byłem wytrwały jak cholera. Za każdym razem, kiedy natknąłem się na przeszkodę, skupiałem całą swoją uwagę, by znaleźć sposób na jej pokonanie. Cały czas chciałem iść do przodu. Pokonywać problemy, radzić sobie ze zmianami. I tak też robiłem. Moja historia opowiada o determinacji, oddaniu i czasem o szczęściu, ale i pechu. Wypełniają ją tryumfy oraz wyzwania, jednak nie sprowadza się do dramatów i ciągłej walki. Ubawiłem się po pachy i doszedłem do wniosku, że przemysł muzyczny jest najbardziej szaloną i najmniej przewidywalną gałęzią przemysłu na tej planecie. Dosłownie wszystko może się wydarzyć. Ponad trzydzieści lat spędziłem na nagrywaniu płyt i koncertowaniu, zebrałem przez ten czas tonę zabawnych i fascynujących doświadczeń związanych z zespołem, przyjaciółmi, innymi muzykami i ludźmi, których spotkałem od czasu, kiedy to pierwszy raz wziąłem do ręki akustyczną gitarę, aż do koncertu na Yankee Stadium w ramach występu Wielkiej Czwórki. Oto historia Anthraksu widziana moimi oczami.
Więcej informacji na temat pozycji, która ukazuje się nakładem wydawnictwa In Rock znajdziecie tutaj.

