Neofolkowy bard na łamach DeathMagnetic.pl? Jego teksty traktują o bólu, śmierci i udręce, czyli nie tak daleko odchodzimy od tematyki zawartej w metalowych standardach. Kojarzony z neofolkowymi rytmami spod znaku Death In June, często porównywany do Toma Waitsa, Michaela Giry czy Nicka Cave’a, zachwycił współpracą z Chelsea Wolfe. Thomas Jefferson Cowgill, znany jako King Dude, wystąpi 3 marca w Klubie Firlej, 4 marca w warszawskiej Hydrozagadce oraz 5 marca w poznańskim Klubie Pod Minogą.
Występy te promować będą najnowsze wydawnictwo zatytułowane “Songs of Flesh & Blood – In The Key of Light”. Album ukazał się pod koniec czerwca tego roku i opisywany jest jako najbardziej osobisty w dorobku artysty. Okres, kiedy powstawał, sam Cowgill określa jako czas, kiedy myślał, że oszaleje. Efekt końcowy natomiast urzeka od pierwszych minut. Mamy do czynienia z materiałem dojrzałego artysty, który w muzyce znajduje ukojenie po doświadczeniach naznaczonych przemocą, śmiercią, miłością oraz stratą.
King Dude (prawdziwe nazwisko – Thomas Jefferson Cowgill) to amerykański muzyk wykonujący muzykę z rewirów neofolk, dark folk i gothic country. Muzyka tworzona przez niego to ponure dźwięki wzbogacone o głęboki głos wokalisty. Teksty często dotyczą tematyki śmierci i bólu. Współpracuje blisko z Chelsea Wolfe, która użyczyła swojego głosu w utworze 'My Mother Was the Moon’. Zespół wydał też split z blackmetalowcami z Urfaust.
King Dude ma na swoim koncie 5 albumów oraz cztery EPki. Jego pierwsze wydawnictwa, takie jak „My Beloved Ghost” czy album „Love”, przywołują na myśl tradycyjny gitarowy neofolk z pod znaku Death in June. Dopiero od albumu „Burning Daylight” Cowgill zaczął eksperymentować z nowymi środkami, wplatając do swojej muzyki elementy gotyckiego country, przywodzącego na myśl dokonania np. Woven Hand. Gdy dodamy do tego niezwykle unikatową barwę głosu wokalisty, która wielu kojarzy się z głosem Michaela Giry ze Swans, otrzymujemy naprawdę wyjątkowo mroczny i niepokojący klimat.

