Zawirowań w obozie Stone Temple Pilots ciąg dalszy – zespół opuścił Chester Bennington, który pełnił funkcję wokalisty od 2013 r. STP zdążyli nagrać z głosem Linkin Park jedną EPkę „High Rise” i od pewnego czasu przygotowywali się do wydania pełnego albumu. Ich szyki pokrzyżowało jednak oświadczenie Chestera:
Ostatnie lata był wspaniałym doświadczeniem. Tworzyłem i występowałem z jednym z najlepszych rockowych zespołów naszej generacji, który miał na mnie wielki wpływ, gdy dorastałem. Z całym nakładem czasu, na jaki zasługują STP, będąc dodatkowo w Linkin Park i w związku z potrzebami mojej rodziny, na jedno z nich zawsze go brakuje.
Wchodząc w to, czwórka z nas… Robert, Eric, Dean i ja wiedzieliśmy, z czym musimy się zmierzyć. Zadecydowaliśmy, że będąc w porządku z przyjaciółmi, fanami i spuścizną STP, to wymaga czegoś więcej niż to, na co pozwala mi czas. Będąc fair z kolegami z Linkin Park, ze sobą i moją rodziną, muszę skupić się na Linkin Park, tak bym mógł uczestniczyć w tym w 100%. To było niesamowite doświadczenie i spełniony sen i czekam na przyszłość zarówno STP jak i Linkin Park.
Pozostali muzycy również odpowiedzieli na stanowisko wokalisty:
Co za wspaniałą przygodę mieliśmy wspólnie przez ostatnie parę lat. To był zaszczyt grać i widzieć was wszystkich na trasie. Świetnie bawiliśmy się z Chesterem nie tylko w sensie profesjonalnym, ale także na poziomie personalnym. Niestety, było to ewidentne, że czas działał przeciw nam.
W związku z tym, jest to nowy początek. Nowej muzyki jest pod dostatkiem i wiele jest już nagranej. Mieliśmy szczęście grać z paroma utalentowanymi wokalistami w ciągu ostatnich paru miesięcy i będziemy to kontynuować, aż poczujemy, że pojawi się odpowiednia osoba.
Tymczasem swoją kolejną szansę wyczuł były wokalista grupy, Scott Weiland, który następująco skomentował całą sytuację:
Myślę, że warto chwilę zaczekać. Dać temu trochę czasu, byśmy mogli wszyscy odetchnąć, dopóki to się nie stanie. Jakiś rok, czy coś koło tego. Wtedy mieliśmy inny punkt widzenia, ale w przyszłości wszystko może być znów dobrze.
Przypomnijmy, że Scott już parę razy rozstawał się z zespołem ze względu na jego uzależnienie od narkotyków. W 2002 r., gdy zespół został rozwiązany, znalazł on ratunek w postaci m.in. Slasha i Duffa McKagana, z którymi założył Velvet Revolver. Następnie w 2008 r. wrócił do STP, z którymi nagrał jedną płytę, a w 2013 r. został wyrzucony. Od tej pory wokalista działał solowo i wydał nawet płytę „Blaster”, która mimo niezłej zawartości muzycznej, nie osiągnęła sukcesu. Weiland wydawał się coraz bardziej pogrążać w narkotykowych przygodach – opublikowane parę miesięcy temu na YouTube filmiki z jego solowych występów ukazywały wokalistę w przerażającej formie – ledwo mógł się ruszać i śpiewać, wydawał się otumaniony narkotykami lub lekami (zobacz tutaj). Prawdopodobnie z tego powodu nie doszła do skutku jego europejska trasa koncertowa, która miała obejmować także koncert w Warszawie. Ostatnimi czasy Weiland zaczął jednak wracać do formy i odżył nawet jego facebookowy fanpage, gdzie wrzuca zdjęcia z fanami i z kolejnych koncertów.
Czy dostanie trzecią szansę od starych kolegów, którzy wiedzą jednak, jak bardzo niestabilną osobowością jest Scott, przekonamy się pewnie niebawem.
