Scott Weiland, były frontman Stone Temple Pilots, ostatnio grający z grupą The Wildabouts, został znaleziony martwy w swoim autokarze parę godzin przed koncertem. Wokalista miał 48 lat.
Oświadczenie w tej sprawie wydał menedżer zespołu:
Scott Weiland, najbardziej znany jako wokalista Stone Temple Pilots i Velvet Revolver, odszedł w śnie w czasie przystanku w Bloomington, Minnesocie, gdzie przebywał na trasie ze swoim zespołem The Wildabouts. W tym momencie prosimy o uszanowanie prywatności rodziny Scotta.
Scott wraz ze swoim macierzystym zespołem przebojem wdarł się do ekstraklasy rocka, a ich debiut „Core” z 1992 r. i kolejny album „Purple” z 1994 r. weszły na stałe do kanonu. Druga połowa lat 90-tych nie była dla zespołu już tak udana, a wokalista coraz bardziej pogrążał się w narkotykowych problemach. W 2002 r. został zmuszony do opuszczenia grupy, jednak już 2 lata później założył z byłymi muzykami Guns N’ Roses – Slashem, Duffem i Mattem Sorumem, a także Dave’m Kushnerem – supergrupę Velvet Revolver, która okazała się wielkim powrotem na szczyt. Po paru latach działalności Weiland musiał odejść ze względu na powracający problem z zakazanymi substancjami. Wrócił jednak do łask STP nagrywając z nimi ostatnią płytę w 2010 r. Następnie rok później ich drogi znów się rozminęły.
Ostatni etap działalności Scotta Weilanda to kariera solowa. W zeszłym roku nagrał ze swoim zespołem towarzyszącym, wspomnianymi The Wildabouts, płytę „Blaster”. W ramach promocji muzycy mieli pojawić się w tym roku w Polsce, lecz cała europejska trasa została odwołana. Prawdopodobnie przyczyną był stan zdrowia Weilanda, który był w coraz gorszej formie, mając problemy z poruszaniem się i śpiewaniem na scenie, o czym informowaliśmy parę miesięcy temu. W ostatnich paru tygodniach wokalista zdawał się odzyskiwać entuzjazm przebąkując o powrocie Stone Temple Pilots, od których odszedł Chester Bennington. Jego facebookowa strona również odżyła i wydawało się, że wszystko jest na dobrej drodze, by znów powrócił do formy. Niestety wyniszczony narkotykami, alkoholem i lekami organizm pokonał jego talent i wielki głos, którego już nigdy nie usłyszymy na żywo.
Żegnaj, Scott. Takim chcemy Cię zapamiętać:
