Recenzja Death Magnetic w Rolling Stone
Dziś przedstawiamy pierwszą w serwisie recenzję Death Magnetic. Pierwszą i… prawie ostatnią. Postanowiliśmy, że nie będziemy szli w ilość, gdzie każda recenzja często kiepskiego pismaka będzie tłumaczona i omawiana. W redakcyjnym gronie postanowiliśmy przetłumaczyć Wam całkiem ciekawą recenzję z jednego z najbardziej znanych i szanowanych magazynów w Stanach jakim jest Rolling Stone.
Jest to recenzja oficjalna, którą przeczytają zapewne miliony ludzi… Już wkrótce (bardzo wkrótce) przedstawimy Wam także opinie wygłoszone przez jednego z Metclubbersów na oficjalnym forum Metalliki – recenzja ta przez wiele osób została okrzyknięta genialną. Stay tuned, a tymczasem Rolling Stone:

W latach 8otych thrash metal nie był sceną muzyczną – był wyścigiem zbrojeń: riffy stawały się coraz szybsze, a zestawy perkusyjne – coraz większe. Jednak razem z Czarnym albumem w 1991 roku Metallica skierowała się w stronę jednostronnego rozbrojenia, spowalniając tempo i skracając piosenki do formatu muzyki pop.
Po tym wydarzeniu, Metallica szła od jednej rewolucji do drugiej: zaczynając na Load, inspirowanym na Południowym rocku, a kończąc na pogmatwanym, dziwnie wyprodukowanym rezultacie sesji grupowej – St.Anger. To już mamy za sobą: Death Magnetic jest muzycznym odpowiednikiem inwazji Rosji na Gruzję – nagłym aktem agresji uśpionego olbrzyma.
Tak, jak U2 ponownie wróciło do korzeni w epoce po albumie Pop, na tej płycie Metallica znów staje się Metalliką – opętanym przez prędkość zespołem, który stworzył epickie albumy Ride the Lightning, Master of Puppets i nadzwyczaj progresywny …And Justice For All. Właśnie to spostrzegamy po wysłuchaniu pierwszych 90 sekund pierwszego na płycie That Was Just Your Life, na którym zespoł dokonuje ostrzału galopującymi riffami Jamesa Hetfielda i mieszanką werbla i podwójnej stopy. Ten długo nieobecny dźwięk, tak istotny dla Metalliki jak różne odmiany riffu ze “Start Me Up” dla Rolling Stonesów, jest obecny na całym albumie – aż zastanawiasz się, jak ci faceci po 40stce mają zamiar grać to wieczór w wieczór. (Wezwać kręgarza!)

Death Magnetic to także rozstanie zespołu z Bobem Rockiem, kierującym przy powstawaniu każdego nagrania Metalliki od 1991 do 2004 roku i tym, który popychał ich w kierunku spójności i zwięzłości – aż do St.Anger, gdzie wydaje się że sobie dał z tym spokój. (Jak pokazuje film Some Kind of Monster, Rockowi trzeba oddać to, że wydobył jakąkolwiek muzykę z zespołu wówczas dążącego do samodestrukcji.) Nowy producent popycha grupę w odmiennym kierunku – połowa utworów na Death Magnetic ma po ponad siedem minut, a struktura piosenek to nie tyle “zwrotka/refren/zwrotka” co “długie intro/ciężki jam/zwrotka/jeszcze cięższy jam/refren/bridge/dzikie solo/outro”.
To chyba dobre posuniecię w czasach, gdy Guitar Hero zastępuje rockowe stacje radiowe. (Na dodatek, cały album będzie można ściągnąć do tejże gry.) Nie zanosi się na to, że Metallica znajdzie się na listach Top 40 między Chrisem Brownem a Jonas Brothers. Ale żadna z piosenek nie wydaje się za długa: w tych utworach melodyjność dojrzałej Metalliki łączy się z siłą bojową z dawnych lat. The End of the Line to rocker o sile pociągu towarowego, z rykoszetującym riffem i tekstem o skazanej na marny koniec, uzależnionej od narkotyków gwieździe. Utwór narasta aż do szaleńczego pojedynku na solówki między Hammettem a Hetfieldem, wariackiej solówki z użyciem wah-wah, kończąc na bridge który wydaje się być zupełnie nowym kawałkiem. Natomiast spektakularny All Nightmare Long – w pewnym sensie tematyczny sequel do “Enter Sandman” – łączy bezlitosne gitary z Master of Puppets z refrenem wartym Czarnego Albumu.

St. Anger był nieudaną próbą uchwycenia esencji zespołu poprzez “surowy” dźwięk – natomiast brzmienie Death Magnetic jest potężne, wypolerowane i zwarte. Gra na instrumentach brzmi porażająco “żywo”, a we wszystkim pomaga nowy, zręczny basista, mimo że przeważnie słychać go jako odległy, złowieszczy grzmot. (Czy historia muzyki rockowej zna bardziej nieprzyjazny basistom zespół?)
Przypuszczalnie jest tu temat liryczny – coś o śmierci – ale ciężko go uchwycić. Po przedstawieniu palety pomysłów na poprzednich albumach, Hetfield jest teraz tak zdeterminowany by ponownie zmetallizować swoje teksty, że idzie w kierunku samoparodii: w The Judas Kiss wykrzykuje “Venom of a life insane/Bites into your fragile vein” (“Jad życia szalonego/Wgryza się w twą delikatną żyłę”). Przypominająca “One” pół-ballada, pół-thrasher The Day That Never Comes wygląda na kolejną historię z trudnego dzieciństwa Hetfielda, dopełnioną okropną grą słów “son shine”.

Ale jeśli pominąć teksty, Death Magnetic brzmi jakby bardziej chodziło tu o powracanie do życia. Wszystko składa się w całość w Broken, Beat & Scarred, na którym udaje się zebrać pełną siłę Metalliki za pozytywnym przekazem: “What don`t kill ya make ya more strong” śpiewa Hetfield, wkładając w to tyle mocy, że frazes ten brzmi świeżo. Parafrazowany przez niego aforyzm pochodzi ze Zmierzchu bożków Nietzschego – dzieło to nosi podtytuł Jak filozofować z młotkiem. Filozofowanie Metalliki może bywać niepewne, jednak ich młot będzie jeszcze długo nas miażdżył.
Zobacz również:
37 komentarzy do “Recenzja Death Magnetic w Rolling Stone”
Dodawanie komentarza









Nowy album Metalliki rewelacyjny. Najlepszy album wydany od wydania czarnej płyty. Dla mnie bomba. Polecam wszystkim:).
Nie jestem w stanie wysłuchać żadnego kawałka w całości. Od 20 lat mają problem z komponowaniem, dalej na siłę kleją coraz słabsze riffy. To, że jest głośniej wcale nie pomaga. Koncerty… ostatnio widziałem ich w Wawie. Dlaczego taki zespół robi sztuczki z pieprzeniem nagłośnienia innym? Jakieś obawy o jakość? Ulrich bez przerwy się myli, double bass nie jest niestety dla niego. Muzycznie wypadli najsłabiej.
Jałowe kompozycje posklejane z nie pasujących do siebie riffów.
moja klasyfikacja:
1) RTL
2) Kill em all
3) Master
dalej dla mnie Metallica przestaje istniec. no, poza pojedynczymi kawalkami. dla mnie gitarowy pop w stylu Jonas Brothers to miernota. szkoda, ze zamiast kontynuowac sukces z poczatkow istnienia, odeszli od swoich korzeni ( mowie o Metallice ) i zabrali sie za wspolprace z wytworniami wypuszczajacymi muzyke Miley cyrus czy Britney Spears ( taka ironia ).
Dla mnie ”deth magnetick” to mistrzostwo…… Obawiałam się troszkę, że się rozczaruję….a tu! Orgazm
Uważam, że album Metallicy “Death magnetic” jest czymś w rodzaju renesansu w światku muzyki powszechnie uważanej za cięższa. Chciałbym zwrócić też waszą uwagę na trafnie ustaloną chronologię utworów na płycie- jest spójna daje poczucie sytości po przesłuchaniu albumu. Mam jednak małe zastrzeżenie co do wokalu na tej płycie- stać go na wiele więcej, brzmi trochę archaicznie. Może w tym “sęk”? Album ten jak i również żaden inny z tą wagą muzyki nie ma szans niestety na gloryfikacje w obecnych czasach popkultury. Ale może to i dobrze.
Co do recenzji to muszę powiedzieć, że jestem pozytywnie zaskoczony. Może tylko ta jedna uwaga, o której pisali koledzy wyżej- Metallica zasługuje na to aby recenzować każdy ich kawałek. Rolling Stone zapewne stać na to aby poświęcić znacznie więcej niż jedną stronice swojego pisma.
Kick ass to Dave Mustaine & Megadeth dwie ostatnie płyty miażdżą posłuchajcie sobie gitar w Sleepwalker czy Kick the chair.Dave udowadnia jak nagrać dobre albumy po tylu latach i wcale nie są mu potrzebne jakieś komercyjne zagrywki w stylu Metallicy
nie zgadzam się z ani jednym zarzutem. uważam że ta krytyka jest …. METALLICA KIKZ ASS. …AND METALLICA FOR ALL!!!
dla ciebie synku
Przeciętny album, dobry ale nie zwala z nóg.Metallica dalej błądzi.Tworzą ją muzycy o nieprzeciętnych umiejętnościach i bogatym doświadczeniu ale nie potrafią się odnaleźć, od czasów wydania Black Album wydawali po prostu przeciętne płyty jedne gorsze drugie trochę lepsze.Zawsze słuchałem z pasją ich utworów i słucham do dzisiaj mam do nich wiele szacunku za to co zrobili i jaki mają wkład w muzyce rozrywkowej ale nie mogę się pozbyć wrażenia że kolesie wszystko robią pod publiczkę.Sięgnąłem do starych wywiadów z nimi i zauważyłem wspólny mianownik którym jest tłumaczenie się a właściwie odpieranie zarzutów dlaczego dana płyta jest taka a nie inna począwszy od płyty Load którą tłumaczyli poszukiwaniem nowych wyzwań, Reload że nagrali za dużo utworów na Load i musieli wydać Reload, słynny “reanimowany” Garage Lars tłumaczył że męczą go już skargi od fanów którzy musza szukać coverów na nieoficjalnych wydawnictwach, S&M gdzie stare utwory pasują do orkiestry jak do świni siodło, St Anger tłumaczenie członków zespołu po odejściu Jasona że w Metallice wstąpił nowy duch że są po problemach personalnych że utwory bez solówek są “cool” po latach okazuje sie że St.Anger to wtopa
no i na koniec Death Magnetic z pierwszymi zarzutami pod adresem masteringu, ciekawe ile będzie trzeba czekać na następną płytę i jak będzie wtedy Death Magnetic krytykowany.Ogólnie moi mili Metallica została rozwiązana po czarnym albumie później to już tylko w dół z miejscowymi zwyżkami formy…and pozdro for all.
Po wtopie z ST.ANGER nie spodziewałem się rewolucji ale po długim pięcioletnim czekaniu i uslyszeniu DAY THAT NEVER COMES zacząłem niecierpliwie czekać na DM.Chyba zbyt wiele oczekiwałem…wrażenia słodkogorzkie.Może ta perkusja…I brakuje czegoś w stylu WELCOME HOME(SANITARIUM).
Bardzo fajna płyta, pierwszy kawałek przypomina mi płytę kill’em all. Jest świetna.
zajebisty album, St. Anger też mi się bardzo podobał
Trafilem przez przypadek na ten album:) Myslalem ze dziadki juz dali spokoj sobie… ale jak widac powrocili do korzeni:)
Swoista mieszanka starego stylu ze stylem z St.Anger plus zajefajne harmonie na czystych gitarach… PO PROSTU MIODZIO.
Co prawda nic nie pobije MoP’a ale przynajmniej ciagle sie staraja:)
Pozdro
Nowa plytka nie rozczarowala w przeciwienstwie do prostych dzwiekow st anger nowa plytka zaskakuje iloscia riffow i solowek w koncu hammet mogl sie wyszalec i dobrze ze tez james popisuje sie nie tylko czystszym wokalem niz na st anger. Zeby dobrze poznac ten album trzeba sie w niego wsluchac godzinami nie moge sie doczekac nastepnego krazka ;)
faktycznie w Death is not the end dobry byl tylko poczatek :) ale troche zaluje ze ten prowadzacy motyw nie zostal na basie… fajnie “miecho” z tego bylo na koncertach… ciekawe jak teraz bedzie
To intro z new songa idealnie pasuje to End od the line . Słychając death is not the end , miałem wrażenie ze cos sie nie zazębia . Natomiast teraz każdy riff wynika z poprzedniego. Jak już napisałe, szacunek dal Metallicy za ten album .
juz nie moge sie doczekac na tą relację z metallicabb :)
tymczasem zapraszam na overill.pl na wywiad z gosciem, który kupił płyte we Francji na “przedsprzedazy” :D
Powiem,ze mocno obawialem sie ostatniego wynalazku Matalliki. Z reszta sami stwierdzicie ze zespol na koncertach raczej nie specjalnie serwowal nam kawalkow z st anger(i nie zaluje). Ale nadszedl czas gdy odetchnalem z ulga a trzewia zadrzaly z rozkoszy. Dokladnie takie brzmienia mialem nadzieje uslyszec Skladam gleboki uklon zespolowi za powrot do dobrej, ba genialnej formy.
żERI
Zgadzam się z Tobą.
Pamiętam gdy słyszałem pierwotne fiffy TEOTL w new song/Death Is Noth The End , uważałem to za totalny chłam a zszokowało mnie teraz co zrobili z tym i bardzo mi się podoba :)
Ciezko okreslic ktore nagranie jest slabe wg mnie wszytkie sa swietne. Z kazdym przeluchaniem coraz smaczniejsze :)
Pozdro :D
Powiedzcie czemu T.E.O.T.L. zajmuje ostatnie miejsce w ankiecie ?? ;) Jak dla mnie to kapitalny kawałek , ja na ostatnim widzialbym niestety The day that never comes .
sorry za trzeci post, ale to tylko moja opinia… ;)
Moja klasyfikacja albumów Metalliki (niechodzi o to że myśle że te ostatnie to gówno, chodzi o to że poprostu przegrywają rywalizację z innymi):
1. AJFA
2. Death Magnetic (jest świetny i tyle)
3. RTL
4. MoP (za podium!!!)
5. Load
6. Black Album
7. St. Anger (tak wysoko!!!)
8. S&M
9. Kill’em All (dobry debiut)
10. ReLoad (przykro mi)
Load jeszcze do niedawna był moim ulubionym albumem. Jakis czas temu stracił swoje miejsce na rzec starszego kolegi MoP’a:D
ja tylko uprzedziłem kolejne komentarze ;) ..nie odniosłem się akurat do tej recenzji
Load był przez wiele lat moją ulubioną płytą…już nawet nie chodzi o muzykę, ale o atmosferę, no i o prawdy które Hetfield zawarł w tekstach…
ale ten recenzent nie dyskwalifikuje jej, tylko zaznacza, że to było odejście od typowego ‘Metallikowego’ grania…
zresztą, jeżeli sami muzycy stwierdzili że dynamiczne, thrashowe granie jest tym, z czym czują się najlepiej, to widocznie coś w tym jest ;)
Kolejna recenzja głosi o świetnym brzmieniu albumu..więc podejrzenia o stymulowanym wycieku nabierają sensu.
A Load jest jedną z najważniejszych płyt w historii. To klasyka CIĘŻKIEGO BRZMIENIA! genialne teksty i klimat.
Nie cierpię jak się go dyskwalifikuje…sam go dyskwalifikowałem jak po nim poznawałem kolejne albumy Mety..pamiętam jak narzekałem, że to wolne g…o i takie tam.. Musiałem chyba dorosnąć, żeby pojąć w końcu Load’a
LOAD to nie podważalny klasyk!
Recenzja jest zajeb….a konkretna
Koles nazywa rzeczy po imieniu
Genialnie
Kupuje orginał Nie ma to tamto
widziałem już lepsze recenzje tego albumu -- Rolling Stone to tylko nazwa…
“Son shine” -- czyżby to była kwestia z TDTNC (zamiast Sun shine) ? Bądź co bądź to tekst o relacji ojciec -- syn. Kolejna hetfildowska gra słów…
Hehe nieźle, sami wtajemniczeni komentują ;) Wktórce będzie ta recka z Metallicabb, tam jest rozłożone kawałek po kawałku ;)
TommiK: No przeciez sie juz dogadalismy :)
Kawalek po kawalku i to solidnie bedzie z tej recenzji z Metalicabb. Nie czytalem, nie chcialo mi sie, strasznie dlugie bydle.. Tak, tak, bojcie sie i bow down przed chlopakami z DM.pl, ze im sie chce tyle dla Was tlumaczyc :]
No tak właśnie wyglądają recenzje w pismach, nie recenzuje się kawałka po kawałku, tylko album jako całość :)
dzięki adenai (czy może h-a-r…) za wskazówki, zapraszamy do współpracy ;)
Krotka troche, mogli na wzor innych kawalek po kawalku to rozlozyc, choc moze taka bezkrytyczna zwiezlosc jest bardziej wymowna :-) 2 usterki:
‘zespoł’ -- zjadlo kreske nad ‘o’, i nie wiem, czy to kopia od nich, ale powinno byc “what don’t kill ya make ya more strong” (what don’t = liczba mnoga no i wyraznie slychac brak ‘s’, czyli “make” zamiast “makes”).
“All Nightmare Long łączy bezlitosne gitary z Master of Puppets z refrenem wartym Czarnego Albumu.”
“struktura piosenek to ?długie intro/ciężki jam/zwrotka/jeszcze cięższy jam/refren/bridge/dzikie solo/outro?”
“…ich młot będzie jeszcze długo nas miażdżył.”
specjalnie dla użytkowników serwisu DM.pl!