St. Anger z perspektywy lat
Jak wszyscy pamiętamy pierwsze recenzje “St. Anger” były bardzo pozytywne i opisywały album jako bezkompromisowe i świeże dzieło. Później spadła na niego olbrzymia fala krytyki i do wydanej w 2003r. płyty przylgnęła łatka “najgorszego albumu zespołu“. Teraz na portalu Blogcritics ukazała się krótka recenzja kontrowersyjnego wydawnictwa z perspektytwy 7 lat i premiery “Death Magnetic“.

Jak obecnie ocenia się St. Anger?
“St. Anger” został okrzyknięty najbardziej kontrowersyjnym albumem jaki Metallica kiedykolwiek wydała. Oddalając się od swojgo tradycyjnego brzmienia, w kierunku bardziej “ziarnistego”, niektórzy mówili komercyjnego , określili płytę jako jednorazowe wydarzenie. Jest na St. Anger wiele elementów, które mogą się już więcej nie pojawić; jedne są lepsze, jedne gorsze.
Pierwszą rzeczą do odnotowania jest perkusja. Całkowicie niestrawna dla wielu fanów, nie jest tak wygładzona jak na innych albumach Metalliki. Lars brzmi jakby zamiast w zestaw perkusyjny, uderzał kijem w ciężarówkę. I biorąc pod uwagę prosty dźwięk płynący z płyty, nie należy się spodziewać, że perkusja została nagrany w inny sposób.

Gitary również są cięższe, wliczając w nie “mułowate” brzmienie wykreowane przez bas. Niektórzy uważają, że to olbrzmia wpadka, inni zaś iż jest to sposób wyrażenia dzikich emocji. Emocje towarzyszące powstawaniu “St. Anger” można dostrzec na “Some Kind Of Monster“: czyste, niezmącone niczym gniew i furia. Nawet wokal frontmana Jamesa Hetfielda brzmi bardziej surowo – nie znajdziemy tu tak emocjonalnych dźwięków jak na” The Unforgiven” z “Black Albumu”. Niestety płycie są momenty gdy wokal jest wręcz za surowy. Gdy podczas finałowego utworu wyrzuca z siebie “Kill,Kill!” słuchacz może odnieść wrażenie, że ściera sobie gardło. Jego stary, szorstki głos jest zdecydowanie bardziej preferowany.
St.Anger jest metalowym potworem, ale nie można pominąc wyrózniającego się numeru jakim jest “The Unnamed Feeling“. Na płycie jest jeszcze pare ciekawych dźwięków jak np. sliding w intrze do “Shoot me Again“. Reszta albumu to czysta, szalona jazda. Innym plusem jest długość piosenek (czy tez może jest to wada?) “My World” to jedna z najbardziej “chorych” piosenek w zestawie – uderza w nas akordem za akordem; jest też świetnym pokazem tego, jak na tej płycie ważna jest perkusja starająca się być najgłośniejszym instrumentem w zestawie. Ważna rzeczą do odnotowania jest fakt, że wszystkie instrumenty słychać wyraźnie. Jest to spowodowane tym, że wszystko jest podkręcone tak głośno, jak tylko się da i żaden nie jest zagłuszany.

Jedyną naprawdę poważną wpadką “St. Anger” są teksty. Z pewnych powodów są one mniej prowokujące i nośne niż te z innych płyt. Oczywiście jest pare niezłych tematów jak sprawiedliwość (“Some Kind Of Monster”) czy młodzieńcza izolacja (“Invisible Kid”), ale większośc piosenek polega na powtarzaniu 20 razy pierwszego wersu – tak oto otrzymujemy “St.Anger”. Spójrzy na tytułową piosenkę, która została singlem: większość tekstu cały czas sie powtarza. Liryki do innych piosenek jak np. “Purify” nie mają wiekszego sensu, a inne są przypadkowe jak w kółko powtarzana zwrotka “Sweet Amber“.
Oczywiście takie rzeczy jak słabe teksty czy inne brzmienie odrzuciły niektórych fanów, ale też przyciągnęły nowych. Osobiście jestem zadowolony z albumu, bo był inny od pozostałych zarówno pod względem tekstów jak i brzmienia. Nie zadowala on wszystkich, ale czy którakolwiek płyta naprawdę podoba się każdemu? Płyta dała zespołowi szansę na eksperymenty i przyczyniła się do wydania kolejnego arcydzieła. “Death Magnetic” to mieszanka cech wszystkich poprzednich albumów Metalliki.. niestety wykluczając “St.Anger”.

Oto opinia jednego z liczących się, zagranicznych recenzentów. A co Wy sądzicie o tej płycie?
Zobacz również:
Sprawdź, co kryje się pod tagami [3D]:
Jeśli masz ochotę, zostaw swój komentarz, lub zapisz się do RSS i otrzymuj automatyczne powiadomienia o nowych wpisach.
Skomentuj ten temat
Komentarze
36 komentarzy do wpisu “St. Anger z perspektywy lat”












hmm…Lars gra na perkusji jakby uderzał o śmietnik, a nie o ciężarówkę..nie wiem skąd on wziął to porównanie…mimo to i tak podoba mi się ten album;) jest moim ulubionym z wszystkich albumów Metallici…piosenka St.Anger jest najlepsza z całego albumu, a to jak grają i się bawią w nim jest nie do opisania…poprostu ten kto chce go słuchać musi mieć mocne nerwy i przełączyć się na porządną napierdalankę xd..ten album jest wprost zajebisty…poprostu MetallicA pokazała w nim, że nie zawsze muszą grać tak samo i że lubią eksperymentować..i to mi się podoba, niż wszystkie piosenki nagrane na jedno kopyto…uwielbiam ich za to!
pozdrawiam:*
bogomil, w Fuel tez masz podwojna stopke, chyba w refrenie jak Lars gra na tomach i floor tomach ten motyw, chyba w Memory tez jest ale reki nie dam… w wielu jest utworach na loadach, tez uwielbiam sluchac te albumy naraz, byl taki okres ze lecialy jeden za drugim tak pare dni
Kaczka6661, piotrbimbasik, hehe, ja miałem własnie ostatnio fazę na oba LOADY. A dla niepocieszonych… w BAD SEED usłyszycie tak preferowaną przez wielu- podwójną stopkę. Metallika jest bezkompromisowa i jej twórzość zmienia się wraz z nimi, tak i ja dochodziłem do każdej płyt z biegiem lat.
Nieprawda!!
Moim zdaniem Death Magnetic ma w sobie cechy zarówno
… And Justice For All jak i właśnie St.Anger!
Posłuchajcie chociażby Dyers Eve. A My World to jeden z bardziej znośnych utworów na tej płycie. Wogóle przesłanie ta płyta spełnia znakomicie i naprawdę była “robiona” w ciężkich dla zespołu czasach- to się odczuwa(!) ten GNIEW.
Najbardziej dciera ona do mnie, gdy jestem naprawdę wkurzony i słucham jej na słuchawkach. Wtedy ją rozumiem i jest piękna!!!!!
ja bym z tych dwoch zrobil taka plyte (kolejnosc przypadkowa):
1. Ain’t my bitch
2. 2×4
3. Until it sleeps
4. King Nothing
5. Bleeding me
6. The outlaw torn
7. Fuel
8. The memory remains
9. Devil’s dance
10. The unforgiven II
11. Carpe diem baby
12. Where the wild things are
13. Low man’s lyric
14. Fixxxer
te utwory chyba lubie najbardziej z obu plyt, chociaz nie powiem ze Mama said, The house Jack built, Hero of the day czy Better than you nie dalbym na plyte, ale z tych dwoch plyt chyba te by najbardziej mnie ucieszyly jakby z nich powstala jedna plyta…
moja przygoda z Meta zaczela sie od plyty S&M pozyczanego pirata od kumpla, zgranego pozniej na kaseciaki (jestem ich milosnikiem), zaraz po roku albo 2 latach wyszedl St. anger, ni cholery nie moglem sie do niego przekonac (pamietam jak pozyczylem oryginala od kumpla ktory raz tylko wlozyl do odtwarzacza i chyba do tej pory nie slucha tej plyty), jedynie mnie rajcowal tytulowy, Frantic i Unnamed, dopiero niedawno sie przekonalem do tej plyty w calosci… teraz troche mnie drazni werbel i talerze Larsa ale da sie je przejsc, ostatnio sobie Live in studio ogladalem, fajnie im to wyszlo nawet (wtedy tez nie moglem tego sluchac)… i przyznam sie ze do Load/Reload tez sie stosunkowo niedawno przekonalem, po prostu puscilem raz, drugi, trzeci i spodobalo mi sie, wczesniej tylko wybrane utwory z tych plyt sluchalem (tak jak z Garage, chociaz ta plyte wczesniej sluchalem w calosci w przeciwienstwie do poprzednich)… ale i tak dla mnie perelkami sa Ride the lightning i …and justice for all, tam co oni nagrali to chyba juz nigdy nie powtorza tego wyczynu (w szczegolnosci Lars z tak polamanymi partiami na AJFie)
Ja z kolei z racji (jakze wciaz mlodego, hehe) wieku zaczynalem od Reload. Wczesniej (7-11 rok zycia) ojciec meczyl mnie ich pierwszymi plytami i tym samym do nich zniechecil. Dopiero jak sam zobaczylem ‘The Memory Remains’ w TV, to juz nie bylo rady i poszedlem w jego slady, ale stopniowo. W koncu na zlosc rodzicom bylem fanem Prodigy ;] Jak nie moglem nagrac calego Memory z radia, to w koncu kupilem oryginalna kasete. Przekonalem sie najpierw do Fuel, potem Unfo2, w koncu Devil i jakis czas tylko te pierwsze cztery. Potem cala plyta. Potem zaczalem sie interesowac zespolem jako takim, siegnalem po LOAD, Black, w miedzyczasie wyszedl Garage (bylem zawiedziony, poki nie zczailem, ze to cover :p), a ze zarazilem kilka ludzi dookola to wczesniejsze juz jakos same wpadly mi w rece od nich i sie zaczelo juz na dobre.
Obecnie z perspektywy minionych lat również oceniam Load/Reload jako niezłe, ale wyłącznie w kontekście obecnego wizerunku grupy. W momencie ich ukazania się była to jednak totalna “załamka” – patrz krótkie włoski, ekscentryczny styl ubierania się i generalnie “sprzedanie się” zespołu, który zawsze był dla mnie kultowy, który komponował UTWORY a nie pisał skoczne piosenki. Słuchanie Hero of the day, Ronnie, czy Mama said w porównaniu do Master of puppets, Orion, czy któregokolwiek z utworów z And justice wywoływało u mnie odruch wymiotny. Choć nie przeczę że na Load/Reload trafiały się perełki vide Bleeding me. Myślę jednak że gdyby z obu płyt pozbierać najlepsze kawałki to powstała by jedna solidna rockowa płyta.
a dla mnei plyty load/reload sa swietne, potrafie je sluchac na raz… black album tez bardzo lubie a justice to juz dla mnie apogeum jakie mogli osiagnac… uwielbiam ta plyte, tam lars pokazal na co go stac (szkoda ze nie pociagnal tak dalej) no ale coz…
A ja uwielbiam St Anger – był dla mnie powrotem prawdziwej Metallici – osbiście już zaniepokoił mnie Black Album – długo sie do niego przekonywałem, po prostu był za lekki i za mało skomplikowany po wyśmienitym And justice..Okres Load/Reload po prostu mnie dobił – to już nie był MÓJ zespół – tylko wyżelowane fircyki z umalowanymi oczami, których słuchały panienki zaczytujące się w Bravo i Popcornie!!! Wraz z St Anger powróciła mi wiara w Metallicę, a Death Magnetic tylko ją utwierdza!!!
Ani tak, ani tak. W linku, ktory dalem nizej napisano, jak jest prawdilowo.
Btw.: nie zgodze sie – mozna jej sluchac w kolko.. dlugo sie od niej nie odklejalem. Ale to moze tylko ja, bo z polpatologicznej rodziny jestem… ;]
@Angel, odmienia sie Metallicy (chyba harv tutaj lepiej by wiedzial)
a co do odrzutkow (nie sluchalem wszystkich) ale bardz mi sie podoba Temptation, fajny progresywny kawalek, szkoda ze nie wszedl na plyte…
Według mnie St. Anger ma w sobie coś – magię i klimat tamtych niepewnych dla Metallici czasów. Nie jest to nic wybitnego – riffy są proste, bez żadnych zawiłych momentów, przejść – no i brak solówek. Myślę, że to coś jakby odreagowanie a nie tradycyjna płyta Metallici.
Ja ją traktuję jako dzieło terapeutyczne – coś co zostało stworzone z potrzeby czasy i chwili – stworzyć być musiało, by wyrzygać wszystko co w nich złego siedziało.
Ogólnie płyta raczej monotonna i nie da się tego ciągle słuchać. Idealnie nadaje się do ćwiczeń siłowych lub sportu – daje kopa!:)
Ma też mocne momenty – Frantic czy chociażby Unnamed. Z tych wszystkich utworów można by zrobić ze dwa dobre kawałki. Szkoda że Shadows of the cross nie dotarło na płytę, bo to był czysty czad!
piosenki są za długie a od perkusji boli łeb. byłaby niezła gdyby skrócić ja do 40 minut
Uwielbiam.
Dla mnie St.Anger jest plyta wrecz zajebista.Kiedy slucham jej mam wrazenie ze chlopaki graja z nogi,wchodza do grazau podlaczaja sprzed i odjazd,bez zadnych fajerwerków.Surowe brzmienie gitar,surowa,inna,niepowtarzlna perkusja,wsciekly momentami szalony wokal Jamesa (Frantic czy Shoot Me Again) Rewelacja.Jeszcze raz zaznaczam co najbardziej cenie w Metallice.Róznorodnosc.To ze kazda plyta jest zupelnie inna.Pure trash na Killu,Rajdzie czy Masterze,esencja rockowa na Load,hejvi i niesamowicie ciezko na Czarnym i ReLoadzie,garaz i prostota grania na St.Angerze.Rewelacja dla mnie.Lubie wracaj do Dt.Angera.Szkoda ze czesciej nie graja traków z tej plyty na zywo.
Az se znowu wlacze !!!
BTW. Frantic,St.Gniew, Monster, My World czy Shoot Me Znowu ryje mi czaszke niesamowicie!!! ;)
The Thing That Should Not Be grają ze wszystkimi strunami obniżonymi o cały ton, choć wiem że we wszystkich tabach dostępnych na necie ten kawałek jest rozpisany w Drop D, ale nie graj z tabów, tylko przypatrz się jak oni to grają na koncertach ;)
Sad But True jest też w D, tak samo jest grany na koncertach, podobnie jak od około 7 lat Seek and Destroy
poza tym na koncertach wszystkie kawałki które nagrali kiedyś w E i Eb są grane w Eb, Death Magnetic ma normalne strojenie tylko i wyłącznie na albumie
natomiast St. Anger jest cały grany w różnych odmianach Drop (zazwyczaj Drop C, oprócz Unnamed i Invisible) i właśnie chodzi mi o styl gry rytmicznej, który wymusza strojenie grubej struny E o ton niżej niż inne (niezależnie od tego czy to Drop D, Drop C czy pozostałe)
znalazlem stroj do angera, nie jestem pewny czy on jest dobry ale taki gdzies znalazlem
Frantic – Drop C
St. Anger – Drop C
Some Kind of Monster – Drop C
Dirty Window – Drop Db/C#
Invisible Kid – Drop Ab
My World – Drop C
Shoot Me Again – Drop C
Sweet Amber – Drop C
The Unnamed Feeling – Drop Bb lub B (2 rozne zrodla)
Purify – Drop C
All Within My Hands – Drop C
oj Tommik, klocilbym sie… z drop D byl jeszcze The thing that should not be, Sad but true ma nie dosc ze o pol tonu w dol to jeszcze ma dokladnie strojenie Eb, Bb, Gb, Db, Gb, Db cos takiego ale reki nie dam uciac, czyli 2 najgrubsze obnizone o caly ton chyba, juz od load/reload i garage mieli o pol tonu gitary obnizone, i w ktoryms utworze chyab najgrubsza ale nie pamietam, caly anger to juz za przeproszeniem popieprzona sprawa z nim… chyba wiekszosc utworow jest do drop C, tylko chyba Unnamed jest do drop A, a chyba Invisible jest do Eb ale nie jestem pewien, gdzies tak czytalem, czy All within tez mial chyba inna tonacje… a teraz i tak wiekszosc utworow graja o pol tonu nizej, od wielu lat juz nie graja na standardowym stroju, nawet chyba Death magnetic na koncertach graja o pol tonu nizej z tego co sie nie myle, na pewno The day graja nizej… jak znajde gdzies jakie mieli stroje na plytach to podam, wiem ze teraz standardowe jak sa to na koncertach maja o pol tonu w dol, co do The thing czy All nightmare chyba graja na standardowych tak jak Sad but true tak jak byl nagrany ale te ktore sa w E obnizaja do Eb tak jak byl stroj na load/reload i garage czy s&m
All Nightmare Long jest jedynym kawałkiem na Death Magnetic granym w tonacji Drop D, wcześniej w dorobku Metalliki tylko utwory na St.Anger były grane z obniżeniem grustruny E o cały ton w stosunku do reszty, co właśnie nadaje dość charakterystyczne, ciężkie brzmienie. Wystarczy pograć sobie kawałki St.Anger a później opanować ścieżkę rytmiczną z Nightmare i podobieństwa od razu rzucą się w oczy. I właśnie Nightmare ma brzmienie jakby mniej precyzyjne niż pozostałe utwory na albumie, jest trochę na odwal (perka, rytmiczna), przypominając brzmienie poprzedniczki.
Emm…Tommik: okej, zgodzę się, że ANL ma w sobie jeden riff z Presidio, ale brzmienie to zupełnie nie to, co na St. Anger. To są przecież dwie różne bajki jeśli chodzi o brzmienie Death Magnetic, a jej poprzedniczki.
Nie wiem czy tak można wykluczyć obecność stylu St.Anger na ostatnim albumie… W końcu All Nightmare Long ma w sobie jeden riff z sesji Presidio (czyli z 2001 roku), ma Angerowe brzmienie i jest oparty na riffach podobnych jak album z 2003 roku.
St. Crapper to najwieksze gowno w histori muzyki. Gorszego nie ma.
“Death Magnetic” to mieszanka cech wszystkich poprzednich albumów Metalliki.. niestety wykluczając “St.Anger”.
bardzo podoba mi się to zdanie. wg mnie St Anger jest świetną płytą i nigdy nie rozumiałem ludzi którzy tak ją zmieszali z błotem. potrafię jej czasem słuchać non stop i mi się nie nudzi. OGOLNIE rzecz biorąc, uważam ją za lepszą od Death Magnetic. Z pewnością na obu są lepsze i gorsze kawałki ale ogólnie St. Anger bardzo do mnie przemawia.
Hmm…na chwilę obecną dla mnie płyta jest ok, ale to nie jest album, którego mógłbym słuchać non stop. Są chwile, w których wyrzuciłbym ten album przez okno, ale są też momenty, kiedy St. Anger przynosi oczyszczenie z gniewu, nienawiści i innych negatywnych uczuć. Chociaż mam duże zastrzeżenie co do pierwszych dwóch utworów. Zastrzeżenia te są co do perkusji, która, moim zdaniem, za bardzo przełamuje rytm gitar. Ok, w thrashu perka ma przełamywać rytm, ale nie tak jak na St. Anger. Dobrze przełamuje w np. Battery, ale nie w Franticu i St. Anger. W pozostałych utworach już jest lepiej.
Wszystkim, ktorzy odmieniaja nazwe zespolu przez wszystkie przypadki w stylu: czyj? czyja? – ‘Metallicy, polecam te krotka lekture: http://poradnia.pwn.pl/lista.php?szukaj=metallica&kat=18 ;) Sam kiedys pisalem niepoprawnie.
Moim zdaniem płyta St.Anger jest spoko i nie jest najgorszą płytą metallicy.Moja pierwsza styczność z metallicą to właśnie kawałek st.Anger, który mnie powalił ;)
Nie słuchałem St.Anger 2 lata i włączylęm sobię niedawno.
Przyznam, że to na prawdę niezły album. Gitary mają charakterystyczne brzmienie, fajne dźwięki słychać w tle, James ma niezły głos, a solówki by nie pasowały. St.Anger mogę uważać jako Concept Album. Jak to James powiedział ludzie jeszcze pokochają ten album i porównał go do Born Again – Black Sabbath. Szkoda, ze nie grają na żywo żadnego utworu.
wg mnie ma w sobie dużo thrashu.
mianowicie piosenki są szybkie i ciężkie i o to chodzi. mały obrót jeżeli chodzi o piosenki z poprzedniego albumu studyjnego jakim jest reLoad. oczywiecie to moje subiektywne zdanie. a album jest ok :)
St.Anger jest zaj..sty!chociaż na początku kompletnie mi nie podchodził poza “Frantic”,”St.Anger” “Unnamed Feeling”.dopiero później spodobały mi się “My World”9dziś to mój ulubiony numer z tej płyty),”Sweet Amber”,”Dirty Window” i “All Within My Hands”.dziś słucham nie mal całej płyty,wyjątkiem są “Some Kind…”bo mnie nudzi od połowy i “Invisible Kid” bo mi się wogóle nie podoba,poza riffem.no,ale riff to jednak trochę mało.wogóle uważam że na tej płycie James zaprezentował jedne ze swoich najlepszych riffów,niektóre jak “Sweet Amber” wgniatają:)
a tak w ogóle…to nie chce się wierzyć że to już 7 lat…masakra…
dla mnie płyta jest naprawdę dobra i podoba mi się:) zawsze się podobała. zupełne inne podejście, inne emocje i pomysły niż reszta albumów i to w Metallice jest najlepsze, że każda płyta jest czymś innym, nie ma w kółko tych samych patentów:) St. Anger jest ok i do dzisiaj lubię go słuchać:)
Szkoda że nie grają chłopaki żadnych kawałków St. Anger na koncertach. Przecież taki Frantic to jest rozpierdalający na koncercie!! Ogólnie podoba mi się ta płyta i zawsze podobała!!
jest ona inna, ciezsza, troche wkurza werbel ktory brzmi jak garnek, gitary sa bardizej przestrojone w dol (przewaznie z tego co zauwazylem uzywane sa gitary barytonowe lub niekiedy nawet 7-strunowce)… niekiedy utwory sa za dlugie (taki some kind of monster w pewnym momencie juz nudzi), ale sa i plusy jak dla mnie, tytulowy (czasem wkurzaja mnie talerze tak jak i w nastepnym), frantic, unnamed feeling (wedlug mnie najmocniejsze ogniwo i najmniej wkurzajacy werbel), sweet amber, all within my heand (ze swoim kill, kill, kill)… ale ogolnie plyta jest do zjedzenia, czasem brak jakies choc minimalnej solowki Kirka, ale da sie przezyc i bez nich…
oczywiście nie porównuję st . anger z kill”em all bo nie da się ale chodzi tu raczej o z obrazowanie rewolucyjności tego albumu . kill w tamtym czasie był albumem który szokował energią i innowacyjnością oraz świeżością myslę ze st. anger też jest na swój sposób swiezy i otwiera zespołowi drogę na przód.
lubie ten album . jest inny jak kazdy poprzedzajacy go . to takie rewolucyjne kill”em all (dla mnie) . poprostu mysle że historia zespołu zatoczyła kólko. a teraz death magnetic potwierdza narodziny odmłodzonej METALLIKI.
Pierwsza cała płyta Metalliki, którą usłyszałem, to była właśnie st. anger, więc jakoś mi się spodobała i przyciągnęła mnie do innych płyt. Wtedy po przesłuchaniu jej, zacząłem słuchać Metalliki pełną parą.