Zbyt szybkie uderzenia serca, rozszerzone źrenice, stan jakby lekkiej euforii, podniecenie. Nie, to nie kokaina, a Metallica. Jestem na płycie, Chryste Panie! Marzenia się spełniają. Teraz pozostaje dopchać się jak najbliżej się da. Znajduję miejsce prawie przy samych barierkach. Nie wierzę, 75% widoku zasłania mi toi toi. Spróbuję stanąć na palcach, może przesunąć się trochę w lewo. O tak, teraz lepiej.
Minęła godzina. O 21 Stadion Narodowy zamienia się w istny raj. Czuć tę koncertową, bezcenną, podniosłą atmosferę. Rodacy nie zawiedli, trybuny zamieniają się w ocean. Fale mkną w tę i z powrotem, towarzyszy im mocarny ryk tłumu, dziesiątek tysięcy fanów. Na całym ciele pojawia się gęsia skórka. Własnym oczom nie wierzę, gdy na scenie pojawiają się ONI. Łzy same cisną się do oczu, nic na to nie poradzę. Koncert rozpoczyna mój dzwonek, energiczne Battery. Panowie, idealny wybór. Szaleję. Ogień. Temperatura mojego ciała wynosi jak nic 40 stopni, na szczęście ratują mnie chłodne powiewy świeżego powietrza. Dziękuję! Jestem jakby w transie, urzeczywistnienie marzeń. Mistrz Marionetek porywa moje ciało i umysł. Z zaciśniętą pięścią w górze masakruję struny głosowe wtórując Jamesowi. Denerwuje mnie pani, pan, o i jeszcze jeden pan, którzy wlepiają wzrok w ekrany swoich telefonów, kręcąc film dokumentalny. Ludzie! Co z wami!? Co wam po pamiątkowych filmikach, jeśli wasze koncertowe wspomnienia ograniczać się będą do rozmazanych plam na czterocalowym wyświetlaczu led.
Lars, Kirk, Robert i James- fantastyczna czwórka dają z siebie wszystko. Interakcja Heta z publiką, coś wspaniałego! Przy wolniejszych utworach takich jak klasyczne Nothing Else Matters, One, The Unforgiven i Fade to Black, w moim przypadku przyszła chwila jeszcze większego wzruszenia i czegoś na kształt powagi. Jedynie w takich momentach dochodzi do mnie gdzie tak naprawdę jestem. Zazwyczaj ciężko wycisnąć ze mnie choć jedną łzę. Im przyszło to z niebywałą łatwością. To jest to! Za to właśnie kocha się muzykę, dociera do tych części podświadomości, do których nic, ani nikt inny nie ma dostępu. Osobiście zmiażdżyło mnie wykonanie utworu The Memory Remains, może dlatego, że jest moim ulubionym z całej playlisty. Publika jak jeden mąż wyśpiewała partię Marianne, emocje sięgnęły zenitu. W pewnym momencie, nie wiadomo skąd moim oczom ukazuje się… pan z Alcoholiki, kilka razy grali w moim mieście! Na scenie, przed tak wielką publiką czuł się jak ryba w wodzie, co można było zauważyć podczas gdy Sasim zapowiadał kolejny utwór. Nawet Larsowi opadła szczena gdy usłyszał świetnie wyciągnięte SAD BUT TRUUUUEEEEEEEEEE. Menios i Whiskey in the Jar, również dał radę! Fajnie, że chłopaki z Metalliki dali taką szansę polskim fanom. Co potem? Jeśli pamięć mnie nie myli, Robert gra piękną, basową solówkę, wstęp do Orion. Spisał się na medal, podobnie jak Kirk prezentujący swoje gitarowe umiejętności. Zespół uraczył nas nowym kawałkiem „Lords of Summer” i jednym dodatkowym, na który można było głosować wysyłając smsy. Moim, jak i faworytem Jamesa było „Fuel”. Wyobraźcie sobie co by było gdyby zagrali ten utwór z takim kopem jak w 98… Szkoda, że wybór padł akurat na Ktulu. Cały event kończył utwór, który moim zdaniem jest kwintesencją Metalliki- Seek and Destroy. Ryk tłumu gdy zespół skończył grać był nie do opisania, podobnie jak uczucie, gdy flaga Polski zawisła na perkusji Larsa. Wierząc obietnicom Jamesa, zobaczymy się z powrotem już „fucking soon”. Oby Het dotrzymał danej obietnicy.
Na koniec, parę słów podsumowania. Tylko ten kto był i widział jest w stanie zrozumieć jaki rodzaj emocji przeżywałam, ciężko dobrać słowa, które w 100% oddałyby magię dnia 11 lipca. Zaznaczę tylko jedno, jak cudownie, że marzenia się kurwa mać spełniają!
