Od dziecka mama mówiła mi,że to marzenia są najważniejsze w życiu. Przez całe swoje szesnastoletnie życie starałam się kierować tym mottem i dążyć bez wytchnienia do pragnień . Kiedy w ubiegłym roku dowiedziałam się,że Metallica przyjeżdża do Polski i to do tego 11 lipca (2 lata wcześniej także 11 lipca byłam na swoim pierwszym, dużym koncercie, koncercie Guns N’Roses,ponieważ zobaczenie Axla Rose było także moim wielkim marzeniem) byłam wprost wniebowzięta. Chciałam zobaczyć swoich idoli, chciałam prekonać się czy na żywo są tak samo wspaniali, jak na filmach i zdjęciach. Wraz z tatą zdecydowaliśmy,że kupimy bilety na GCEE, aby zająć miejsca jak najbliżej sceny.
Po długich 150 dniach odliczania do koncertu wreszcie się doczekałam. Mieszkam w Rzeszowie, więc aby na czas być pod bramką nr 4 musiałam wstać o 4 rano. Od 1 lipca męczyła mnie bezsenność. Do 4 nad ranem potrafiłam oglądać ostatnie koncerty Metalliki i płakać za każdym razem, kiedy tylko zobaczyłam ich na ekranie, ale kiedy nadszedł czwartek, 10 lipca nie mogłam już całkowicie spać. Byłam tak bardzo podbiecona tym,że zobaczę swoich idoli,że przez całą noc odliczałam minuty,aż do 21.00, do wyjścia ich na scenę.
Kiedy wreszcie znalazłam się o 12 pod bramką nr 4, nie mogłam uwierzyć,że moje marzenie wreszcie się spełni. Czułam atmosferę koncertu, widziałam wielu ludzi z flagami, słyszałam kilka języków, bo wszyscy ludzie, tak samo jak ja, przebyli tysiące kilometrów, aby zobaczyć swoich idoli.
8 godzin od wejścia na stadion, do wyjścia Metalliki na scenę było najdłuższymi 8 godzinami w moim życiu. Od 20.30 co minutę pytałam taty, która jest godzina. Nie mogłam się doczekać. Gdy zobaczyłam,że coś pojawia się na ekranie,że słychać jakiś dzięk, nie mogłam wierzyć w to co się dzieje. Zobaczyłam na ekranie zapowiedź koncertu, usłyszałam charakterystyczną melodię na wejście i oczywiście sama zaczęłam ją nucić. Wiedziałam,że za około 30 sekund spełni się moje największe, najskytsze marzenie.
Kiedy James, Kirk, Lars i Robert wyszli na scenę,moje oczy napełniły się łzami, nie mogłam pochamowac uczuć, nie panowałam sama nad sobą. Przez pierwszych kilka piosenek patrzyłam na nich i nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Kiedy usłyszałam początek do Ride the Lighting, wiedziałam,że to wszystko dzieje się naprawdę. Zaczęłam się bawić,śpiewać,wymachiwać rękami i machać własnoręcznie zrobioną flagą na której widniał napis „We’ll never leave you cause we are polish Metallica family”. Czułam się naprawdę wspaniale. Obok mnie stali ludzie,których zupełnie nie znałam, byli ode mnie może 2-3 razy starsi,ale mimo to czułam,że mam z nimi coś wspólnego. Czułam się z nimi pojdenana, związana.. W końcu zrozumiałam co to jest Metallica family,zrozumiałam,ze nie jest to tylko głupi fandom,czy sposób na zalansowanie się, nie, to naprawdę rodzina Metalliki. Najpiękniejszym momentem dla mnie było na żywo zobaczenie uśmiechu Jamesa i to jak rozmawiał z Wojtkiem starając się powtórzyć to, co on do niego mówi. Niesamowite wrażenie na mnie zrobiły dwie piosenki, Whiskey in the jar, oraz oczywiście Nothing else matters. Przy whiskey, zrozumiałam,że należy łapać dzień, cieszyć się chwilą,a przy nothing else matters uświadomiłam sobie,że powinnam być zawsze taka, jaka jestem,że nie powinnam ukrywać się z tym,że uwielbiam Metallikę taką jaką była 20 lat temu i taką jaka jest teraz tylko dlatego,że niektórzy trasherzy uważają ją za pozerską.
Kiedy nadeszła pora na drugie Seek and destroy postanowiłam pomaszerować żwao pod scenę i zacząć machać flagą. Ku mojemu zdziwieniu, gdy członkowie Mety zaczęli chodzić po scenie i rzucać kostkami Robert zareagował na mój krzyk. Zobaczył mnie i moją flagę i rzucił kostkami w moją stronę. Udało mi się złapać jedną i właśnie wtedy uświadomiłam sobie,że 11 lipca jest dniem moich drugich narodzin. Dlaczego? Bo właśnie także 11 lipca, 2 lata temu, na koncercie Gunsów złapałam puszkę po monsterze Axla. Kiedy po stoczeniu walki o kostki i połamaniu kilku paznokci wreszcie miałam coś, co należy do Metalliki,czułam,że oficjalnie stałam się także jej małą częścią. Dotarło do mnie,że chcę jeździć częściej na koncerty Metallliki,że chcę zbić żółwia z Jamesem i zrobić sobie zdjęcia z całą ekipą,że moje marzenia nadal są związane z tym zespołem. Chcę kiedyś z uśmiechem powiedzieć Kirkowi, że marzyłam o spotkaniu z Metalliką i,że to właśnie ich koncert w Polsce w 2014 roku, doprowadził do tego,że chciałam więcej się uczyć, rzetelniej pracować i osiągać sukces… Zapytacie pewnie czym dla mnie jest Metallica, odpowiedź jest prosta. Metallica jest dla mnie drugą rodziną, motywacją, chęcią do walki i odzwieciedleniem mojej osobowości. Kiedy słyszę wokal Jamesa, bas Roberta, gitarę Kirka i perkusję Larsa, czuję,że jednak jest na ziemni dla mnie miejsce i,że są ludzie, którzy mimo tego,że mnie nie znają, są dla mnie motywacją i marzeniem, które napewno kiedyś spełnię.
