Sonisphere Festival 2014 był moim pierwszym, prawdziwym festivalem.
Na początku wystąpił zaspół Chemia. Nagłośnienie…
Miałam miejsce na trybunie górnej i totalnie nie było nic słychać.
Kvelertak; ich występ był naprawdę ciekawy. Są dobrzy, ale bardzo mało osób ich zna.
Wreszcie weszli chłopaki z Anthraxu. Dużo ludzi w między czasie wyszło.
Słychać było szum. Gitary zlewały się z basem i perkusją. Bardzo słabo było słychać Joeya.
Bardzo spodobało mi się jak zespół oddał hołd Ronniemu Jamsowi DIO i Dimebagowi Darrellowi.
Zespół był świetny, szkoda tylko, że dźwięk to była porażka.
Przyszła kolej na Alice in Chains. Tu brzmienie było o niebo lepsze.
Zespół ma na swoim koncie dużo fajnych piosenek, ale wszyscy dookoła mnie zasypiali; ja z resztą też.
Każdy czekał już na Metallicę.
Ostatnia przerwa. Przychodziło coraz więcej osób, aż cały stadion był zapełniony.
Godzina 21, a zespołu nie ma… zacznijmy więc robić fale!!
Wchodzi Metallica
Wreszcie nagłośnienie takie jak należy.
Grają Battery, super rzeczą było to, że nawet mój tata powtarzał za Jamsem Battery i później Master!
Master of Puppets – to był mój pierwszy koncert i na pierwszym solo nie wierze, ale płakałam.
Wydaje mi się, że James śpiewał PANCAKES.
Lords of Summer na żywo bardziej mi się podoba.
Fajną rzeczą było też to, że fani mogli zapowiedzieć ze sceny piosenki.
To zrobiło wrażenie kiedy cały stadion śpiewał podczas Memmory Remainds.
Nothing Else Matters, Enter Sandman, Unforgiven… to hity.
Może to i dobre, bo każdy znał tekst, ale szkoda mi, że nie było piosenek takich jak To Live Is To Die, Unforgiven III czy Four Horsemen.
Wszystkie piosenki wzbudziły we mnie wiele emocji. Świetny koncert. Czekam na następny.
