Sonisphere 2014 był dla mnie prawdziwą okazją na spełnienie marzenia,jakim było ujrzenie na scenie ukochanego zespołu jakim jest Metallica. Wczesniej nie było to dla mnie możliwe, jednak obiecałam sobie, że nieważne jak tego dokonam, ale uda mi się zobaczyć ich na żywo. No i tak się stało. Magiczny dzień 11.07.2014r, który ziscił marzenie. Następnym celem jest zdobycie książki „Metallica. Bez przebaczenia”, pomyslałam, że warto zaryzykować i spróbować!
Cały festiwal wyczekiwałam moich ulubieńców. Nie mogąc się doczekać stąpałam z nogi na nogę nucąc po kolei ulubione kawałki, jednym z nich był „The day that never comes”, który chciałam usłyszeć i który już chyba zbrzydł mojej koleżance. Po wszystkich występach, po godzinie przerwy nadeszła chwila na moją gwiazdę. W chwili oczekiwań na ich przybycie trybuny oszalały! Robiły zdumiewające fale pełne okrzyków, oklasków i gorących powitań, no i oczywiscie genialne, przepiękne i głosne skandowanie fanów ” ME-TA-LLI-KA”. Był to dla mnie zdumiewający widok! Cała płyta zaczęła klaskać i wywoływać zespół na scenę, dziewczyny piszczały najgłosniej jak się dało (w tym oczywiscie ja). Kiedy nadeszła ta wspaniała chwila, kiedy usłyszałam ” the ecstasy of gold” serce strasznie mocno mi zadrżało, a na rękach miałam gęsią skórkę, wiedziałam, że zaraz na telebimie ujrzę moich bohaterów! Widząc jak chłopaki wchodzą na scenę i słysząc krzyczący tłum z radosci, nie wiedziałam co ze sobą zrobić, zaczęłam krzyczeć z nimi. Lars, Robert, Kirk i James, na scenie, pełni energii, entuzjazmu i przeogromnej mocy, którą przekazali publicznosci. Cos niesamowitego, niepowtarzalnego. Z chwilą ujrzenia usmiechu James’a przed pierwszym kawałkiem – Battery, łzy napłynęły mi do oczu.. cóż wiedziałam, że się wzruszę, ale nie aż tak, po prostu stałam i płakałam przez chwilę, mysląć: ” czy to się dzieje naprawdę?!”, marzyłam by ktos mnie uszczypnął. Oczywiscie,że to nie był jedyny utwór, przy którym moja twarz pokryła się łzami. Po energicznym i potężnym kawałku jakim jest Battery, chłopaki zagrali Master of Puppets! Jak można było się spodziewać, jako publika dalismy czadu spiewając z Jamesem! Solówki w tym utworze są tak urzekające, że nie sposób ich nie lubić, no i pierwsze solo, jest idealnym momentem do zaspiewania słynnego ”o o o oooo”,itp. Przy Welcome home trochę ochłonęłam, co nie znaczy, że wzruszenia, spiewów i kołysania nie było. Zaraz po tym na ostrym gazie wjechało Ride the lightning, dosłownie jakby piorun strzelił, znów pełno energii i mocy! No i oczywiscie The Unforgiven, które pozwoliło mi dać upust emocjom związanym z tym przeżyciem, jak i więzi z tym utwórem. Spiewajac drżącym głosem wraz z Jamesem wyobrażałam sobie, że tworzymy duet, że spiewamy tylko we dwoje i nikt więcej! The memory remains – partia Marianne wyspiewana przez cały stadion, dla mnie usłyszenie tego przyprawiło mnie o mega ciarki. Zespół dał nam możliwosć usłyszenia na żywo ich nowego nabytku, jakim jest Lords of summer, kawałek wyszedł kapitalnie! Bawilismy sie naprawde swietnie! Sad but true było zapowiedzią od fana, jedna z moich ulubionych. Następnie Fade to black.. utwór, którym Metallica kupiła mnie od razu, mój najukochańszy, doprowadzający do łez, chwytający za serce i zdobywający moją dusze – całą. Solówki, tekst, perkusja, całosć jest jedną wielką magią! Na żywo brzmiało to milion razy piękniej! Z Fade to black, Robert rozpoczął Orion, wykonanie tego było genialne. Zaraz po nim przyszedł czas na One, razem z pokazem laserów i filmikiem żołnierzy w tle chłopaki dali czadu czując na sobie każdy dźwięk, cała ta moc przechodziła na fanów, oni też to czuli! Zgodnie z prosbą Jamesa, tłum głosno i wyraznie wyspiewał wraz z zespołem For whom the bell tolls. Kolejną zapowiedzią fana, który został nazwany ”pierwszym polskim stalkerem Metalliki” przez Jamesa był utwór Whiskey in the jar, przy którym na płycie rozszalało pogo i swietna zabawa! Epicko odegrane Nothing else matters, choć wiem, że grają to na okrągło, ale naprawdę nie wyobrażam sobie koncertu bez tego. Następny grany wiele razy kawałek Enter sandman. Uwielbiane przeze mnie Creeping death wyszło bombowo! Finałowym kawałkiem było Ktulu – zagrane perfekcyjnie! Ostatnim kawałkiem było Seek&Destroy, mimo upływu czasu fani nie pokazywali po sobie zmęczenia i swoją energię kierowali w strone sceny! Atmosfera była NIEZIEMSKA. Cały koncert jak dla mnie miał magiczną otoczkę. Metallica udowodniła, że jest ciągle w formie. (Przy okazji ten koncert przymknął paszczę wszystkim hejterom). Mimo kulawej akustyki na Stadionie rozumiałam każde słowo, słyszałam wyraźnie każdy dźwięk. Przeżyłam, to co chciałam przeżyć i chce przeżyć jeszcze raz! Mam nadzieje, że trasa z nową płytą zajrzy też do nas, przecież sam Lars na koniec powiedział ” see you soon! ” oby dotrzymał słowa! Wychodząc ze Stadionu łzy same zaczeły płynąć, do tego stopnia,że ciężko było mi się powstrzymać, płakałam ciesząc się, co wywołało u innych usmiech na twarzy, dopiero wtedy dotarło do mnie, że ten zaje*isty i wyczekiwany koncert odbył się i własnie dobiegł końca.. Cieszę się, że było mi dane zobaczyć i usłyszeć to na własne oczy, ten kontakt zespołu z fanami, ich miłosć do nas. Wiem, że naprawdę traktują nas jak rodzinę, dało się to odczuć. Zakochałam się w Metallice po raz kolejny! Dzięki Bogu za tych chłopaków i za to, co oni robią! \m/
