The Day That Never Comes – znamy pierwszy singiel z Death Magnetic
Przed kilkdziesięcioma minutami mieliśmy przyjemność posłuchać pierwszego singla z Death Magnetic. The Day That Never Comes – bo o nim mowa, mimo wcześniejszych zapowiedzi premiery radiowej, pojawił się na oficjalnej stronie zespołu na Metallica.com. Pełną piosenkę można przesłuchać tutaj.
Oczywiście jest to streaming…
Piosenka jest także dostępna na youtube:
Czekamy na teledysk!!! Tutaj można zobaczyć The Making Of, czyli plan teledysku i pracę nad nim:
Co można powiedzieć? Piosenka dziwna, styl – do którego Metallica ostatnimi czasy nas nie przyzwyczajała… Zaczyna się wolno, by z czasem przerodzić się w szybką i thrashową piosenkę. Koniec jest nagły i niespodziewany.
Po kilku przesłuchaniach można stwierdzić, że słychać w niej Loada (początek piosenki) oraz And Justice For All – a w szczególności piosenkę One. Generalnie jest dobrze – St. Anger ma naprawdę dobrą następczynię, miejmy nadzieję, że faktycznie cała płyta będzie trzymała poziom.
Jesteśmy również ciekawi Waszych opinii o The Day That Never Comes!
Zobacz również:
71 komentarzy do “The Day That Never Comes – znamy pierwszy singiel z Death Magnetic”
Dodawanie komentarza










Wy ludzie jesteście nienormalni !! Nie można wam dogodzić, zwłaszcza tym ‘tru’ którzy uważają, że Meta skończyła się po AJFA lub w ogóle jeszcze przed Kill em’ all…
przepraszam, błąd rzeczowy wtargnął;) zespoły a nie utwory:)
Steelin;) skromna uwaga, nie rób z siebie wielkiego znachora, bo nie Ty jeden znasz się na muzyce, sam jestem jej wielkim fascynatem, utwory typu The Beatles, U2, Judas Priest czy no właśnie Metallica wywarły wielki wpływ na to czym się dzisiaj zajmuję;) Rozumiem ich muzykę (Metallica), dość sporą część gram i proszę Cię nie pisz głupot w stylu, że ja nie wiem co to “ciekawe” aranże, wchodzisz w gusta a to źle;) ja naprawdę cieszę się, że Meta nadal tworzy, że cieszy nasze uszy:) I co z tego, że pojawiają się znajome “głosy” Killa czy też Loada, moim zdaniem to tylko pomoże płycie, zespół, którego jest się fanem należy cenić i szanować, płyta DM nie jest o tak sobie wyssana z palca, zrobiona na szybko, nie oszukujmy się… nie ma zespołów “wiecznych” hitów, zespół wydaje genialną, innowacyjna płytę -- jest na szczycie, następnie dba o to by zachować i mieć przy sobie spore grono fanów. Metallica działa od 1981 roku, to długi czas i nie wymagajmy od niej “powrotu do korzeni” po prostu słuchajmy tego co nagrali, bo jak na razie nagrali
IMO dwa świetne kawałki, które wręcz każą mi czekać ze smakiem na wydanie krążka. To nie będzie Master, to nie będzie Black Album ale będzie solidna płyta w co zdaję się wierzyć, jako, że słucham Mety bardzo długi czas i wiem, że nie wydali nigdy złej płyty, lubili eksperymentować z brzmieniem i dobrze się bawili przy tym. Ale to przeszłość więc czekam na nowy album i dopiero po nim okaże się czy Meta spełniła oczekiwania;) Tak czy siak nabędę ten album;)
Pozdrawiam;)
krotko powiem: lepiej ni StA, ale niestety to jescze nie to :( ale niezalamuje sie , czekam na calosc.
Ehh, ludzie co Wy pieprzycie?? Te porownania do poprzednich albumow nie maja sensu.. najlepiej powiedziec, ze to nie jest ani BLack, ani AJFA, to poprostu Death Magnetic. Co do kawalka to troche dziwny.. ale po kilku odsluchaniach wgniata w ziemie.
Metallica wprowadziła mnie w świat metalu. Zawsze byli mistrzami dla mnie. Jednak każdy album obiektywnie potrafiłem ocenić. Niektóre piosenki mi kompletnie nie wpadły w gust jak np. 2x4, Attitude czy Wasting My Hate. Brakowało mi ICH w nich. To co panowie pokazali dotychczas z Death Magnetic jest naprawdę dobre. Każdy riff ma w sobie ikre i kopa, nawet jak jest prosty. Czuć po prostu, że grają na luzie, swobodnie i chcą przekazać jakieś wartości. Death Magnetic uważam, że dla wielu ludzi będzie powodem rozmyśleń i wiele osób zauważy to, co wcześniej nie widziały.
The Day Than Never Comes szykiem przypomina mi parę piosenek, między innymi Bleeding Me, One, Fade To Black.
Jednak jak dla mnie nowa piosenka ma jakiś większy przekaz, jednakże brakuje jej równie mocnego kopa co stare klasyki, co nie oznacza, że go nie ma. Owszem ma, a to nie jest dokładnie to, co znają starsi fani czterech jeźdźców.
Utwór jest dynamiczny, ma kilka zmian tempa, świetne sola pana Hammetta. Perkusja Larsa nie brzmi już jak na St. Anger i uważam, że bardzo dobrze, bo tutaj barwa z Świętego Gniewu nie pasowałaby. Brzmi to po prostu jak stara, dobra, klasyczna TAMA. Wokal Hetfield’a dalej jest bardzo dobry, jednak ostatnio nie słyszałem jego wysokich partii. Wiek chyba robi swoje -- śpiewa niżej.
Cyanide -- nie ma co o nim się rozpisywać. Brzmi bardzo dobrze, jest szybki, zagrali go on live jak na razie, także zbytnio rozpisać się nie mogę. Wypadli co prawda dobrze, jednak wokal James’a zawsze inaczej brzmi w studio, a live (jak u większości zespołów). Utwór ma interlude, który mi co prawda nie podszedł, bo jakieś takie wymuszone się wydaje. Riff na intro, refren, zwrotke, solówki -- pierwsza klasa, super robota. Ogólnie piosenka jest słabsza powerem niż The Day That Never Comes, ale należy pamiętać, że mają rozbieżne trochę tematy.
To tyle ode mnie. Z niecierpliwością czekam na album.
PLAY FAST OR DON’T
MESS WITH THE BEST, DIE LIKE A REST
steelin kochany moj ciesze sie ze znasz sie na muzyce bo to widac po twoich komentarzach lecz musze sie z toba niestety nie zgodzic w materii takiej ze TDTNC jest do bani z muzycznego punktu widzenia bo to czy sie nam podoba lub nie to nasza prywatna sprawa nieprawdaz? otoz mowisz ze porownywanie go do one czy welcome jest bluznierstwem jako ze TDTNC nie wnosi nic nowego ale przeciez one welcome i fade to black byly oparte na jednym i tym samym schemacie i do tego genialnego schematu TDTNC nawiazuje i ja osobiscie nic w tym zlego nie widze. co do jakosci tego nawiazania to smiem zauwazyc ze jest wyjebane w kosmos. na poczatku przyjemnie rozkrecajacy sie riff z mini solowka kirka(jesli ona nie posiada wg ciebie melodii to radze kup sobie ucho lub dwa) pozniej lagodny wokal jamesa( w koncu to ballada a na masterze spiewal inaczej pewnie z tego powodu ze wydano go 25 lat temu) no a potem juz czad w czystej jego postaci. chwytliwe riffy, elektryzujace solowki kirka, jedynie musze przyznac ze bebnienie larsa nie zachwyca. ale jak dla mnie- BOMBA i METALLICA RULEZ!
ave -- nie rusza mnie jazz. Za to ruszają mnie pomysłowe, agresywne, ciężkie kompozycje -- z akcentem na pomysłowe.
Co do fragmentu -- co ty mi wciskasz? To nie ja widzę skojarzenie, więc opowiedz mi o nim, żebym pojął twój punkt widzenia. Nie chcesz? To nie miej żalu, że tylko ty widzisz tam kill’em all.
Osobiście uważam, że najlepsze miksy miał Garage, a z autorskich Black. Na Loadzie jest multum ścieżek, przez co całość traci na klarowności.
Jest moda na krytykę, to prawda, ale nie działam zgodnie z tą modą. Cyanide mi się podoba, chociaż nie uważam, by był rewelacyjny. Tymczasem ten kawałek kompletnie mi nie podchodzi. I mówię, dlaczego -- ma zbyt proste motywy, dodatkowo nieoryginalne, zbyt mocno nawiązujące do tego, co już stworzyli.
Zauważ że Slayera krytykowałem na shoutboxie. Pantery wcale nie słucham, bo gra momentami prostacko. Cradle of filth nawet nie tykam… Co do gitary, nie trzeba być muzykiem, by oceniać muzykę. Moje bardziej terminologiczne wyjaśnienia mają na celu wyjaśnić, co w kawałku mi się nie podoba -- nie wolno? A może czujesz, że to nieuczciwe, bo nie możesz podobnie podeprzeć swojej wypowiedzi… Nie wiem. Jak mówiłem -- analiza musi być czymś podparta, a nie na zasadzie “popatrzmy, jaki ten kawałek jest świetny/denny, no, wystarczy posłuchać”. Oczywiście zawsze można powiedzieć, że “kawałek mi się podoba” i już, a nie bawić się w szukanie czegoś, czego tam nie ma. PS. Dodatkowo problem ze skalami, które podałeś, jest taki, że mają one charakter durowy, więc z metalem mają niewiele wspólnego i muzyk metalowy nie musi ich znać, podobnie jak muzyk mainstream-rockowy nie musi znać skal cygańskich, mohamedańskich czy bizantyjskich.
Amrot -- a co to, fanklub, że skrytykować nie można? A może panowie Hetfield i spółka to święte krowy się zrobiły? Hetfield i jego styl miały ogromny wpływ na mnie i na moje ukształtowanie muzyczne, ale potrafię na idola spojrzeć trzeźwo i z dystansem, nie sprowadzając do poziomu boga. Będę krytykował, bo mam co, mam gdzie i mam dlaczego -- w końcu to komentarze, a nie kącik wazeliniarski. A Metallicę uwielbiam i cenię za to, co stworzyli i nikt im tego nie odbierze. Jedynie nie mogę uwierzyć, że takie zdolniachy przez 3 lata nie potrafią napisać kawałka naprawdę porządnej muzyki. Czekam na dwa pierwsze kawałki, bo z próbek wynika, że będą lepsze, same próbki są ciekawe.
Widzisz, VindrideR świetnie opisał, teoria etc to narzędzia, ale Metaliczni wzięli zestaw rockowy, który przy metalowym jest jak kamień łupany przy erze żelaznej. Jest więc prosto -- zbyt prosto jak dla mnie.
kingnothing -- gorsze są burackie teksty, że wszystko spod ręki Metalliki jest megazajebiste, bo to sprowadza się do tego samego poziomu, co znawcy i ich “tylko Slayer, Metallica dla nastolatków”.
MarQ -- co z tego, że Lars ma nowy zestaw, skoro nie umie na nim zagrać porządnego przejścia? Co z tego, że Kirk wali popisówy, skoro prawie nic one nie wnoszą? I nie zgodzę się, że są interesujące zagrywki, wskaż mi je, proszę, bo może słuchaliśmy innych kawałków. Mówię o TDTNC, bo Cyanide ma parę fajnych motywów. St Anger cieknie od ciekawych zagrywek, za to kiepsko złożonych w kupę. Zgodzę się, że wróciły harmonie i cieszę się z tego.
Nieźle, ale tu zdania padają;) Dołączę się w opinii iż na podstawie kawałka TDTNC można stwierdzić, że procesy mixu i masteringu przebiegły dobrze, ba… bardzo dobrze;) Sam utwór jest świetną balladą, która fakt faktem powiela sprawdzone wzorce, które pozwoliły jej się wybić i wpasować w życie thrasha (którego Metallica jest jakoby inicjatorem;]). Póki co znamy 2 kawałki z nowej płyty Death Magnetic: TDTNC oraz Cyanide. Oba trzymają poziom i dają smaka na więcej:) TDTNC trudno porównywać do One czy Welcome Home, ale zapewne i ten kawałek po pewnym czasie dojrzeje w zmysłach słuchaczy:) na razie kawałek ujrzał światło dzienne…
Jeszcze mam pewną uwagę do osób zbyt pospiesznie oceniających nowy album… Na razie w naszych uszach zabrzmiały TYLKO 2 utwory… Gdzie tam pozostałe 8? To będzie świetna płyta, Metallica wysunęła wnioski z lekcji jaką była płyta St. Anger, która mnie osobiście przypadła do gustu, ale całe wrażenie psuł fakt, że krążek ten nagrała Metallica. W DM wraca wszystko czego zabrakło poprzedniczce: interesujących aranży oraz zagrywek, harmonii jak i popisów solowych Kirka:) Lars schował do piwnicy garnki tak więc usłyszymy stare, dobre granie bębniarza:)
Jest na co czekać, Metallica wraca, tyle co mam do napisania :) powiedziałbym więcej ale to tylko słowo pisane,
Pozdrawiam;)
zapowiada sie super dobrze ktos to okreslil ja bym powiedzial tak cofaja sie od reload przez load i and justice i garage, co by metallica nie nagral nowego to prawdziwy fan doceni a dla reszty sa burackie teksty ze metallica sie skonczyla na masterze. loady byly zajebiste chetnie bym posluchal jakiegos unload albo preload to byly plyty
UTWÓR WYJEBKA
Po trzech odsłuchaniach już bardziej mi się podoba :P
Jeszcze kilka razy i pewnie powiem, że miażdży ;]
Bo muzyka to emocje panowie = ]. Do jednych dany zespół przemawia, do drugich nie [=. Kwestie techniczne i muzycznie teoretyczne są ważne jednak one tylko tworzą ów emocjonalny przekaz który to do jednego trafia a drugiego np. śmieszy czy wzdryga czy jeszcze coś ;p
Kawałek miażdzy, James miażdzy, Metallica miażdzy yo =]
Steelin, to powiedz mi Kolego, po co tu jesteś? Po to, by wylewać swoje żale, że nie jest tak, jak sobie to założyłeś?
Kurde, mają kasę, żyją, grają, bo to umieją najlepiej. A, że wg Ciebie nie mają oryginalności w sobie takiej, jak Ty oczekujesz, to …. hmmmm….. trudno?
Jeśli nie podoba się Tobie, co prezentują sobą na koncertach, na płytach, przestań ich słuchać i przestań krytykować. To jest tylko i wyłącznie Twój wybór, co włączysz w swoim odtwarzaczu i na jaki koncert pójdziesz.
To jest tak: nie lubię Mety i wszędzie będę o tym pisał i mówił. Wyluzuj, szkoda zdrowia;)
Pozdrawiam! \m/
Steelin, jak jesteś taki dobry, to weź się za analizę improwizacji jazzowych. Nie wiesz o co w kawałku chodzi? To ja Ci powiem terminologią z innej bajki -- postmodernizm, maskarada, zmiany i zwroty akcji, oniryczny kocioł czasowy, nieliniowość.
A fragment, o którym mówiłem na pewno nie skojarzył mi sie z Am I Evil, bo ten brzmi zupełnie inaczej. Weź lepiej puść sobie ten kawałek i podumaj raz jeszcze.
Co do Loadów, to jak masz takie dobre ucho, to zapewne wyczułeś, że te dwie płyty mają najlepiej zgrane, zmiksowane i wyeksponowane brzmienie ze wszystkiech płyt Metalliki? Dla wielu na pewno “niestety”, bo to niedoceniane albumy.
A tak poza tym -- co to jakaś moda na krytykanctwo tej kapeli czy co? Owczy pęd? Bo koledzy wyśmieją, jak się powie, że coś nowej Metalliki jest fajne?
Generalnie to sympatyczne, że można sobie tak pogadać, ale jak się słyszy na każdym kroku, że Metallika to, Metallika tamto i już nawet nie można sobie spokojnie posłuchać muzyki w aucie, domu czy na mp3, bo zaraz ktoś zacznie perorować i wychwalać dźwieki pilarki stołowej wydawane przez Slayera, Panterę, albo żabi vokal z Cradle of Filth, zaznaczając co drugie zdanie, że Metallika skończyła się na Kill’em All, to człowieka krew zalewa i ma ochotę powiedzieć “wypie**alaj człowieku!”. A każdy oczywiście znawca i rzuci tu i ówdzie jakieś mądre słówko, ale jak mu dasz gitarę do łap i powiesz: pokaż mi skalę miksolidyjską, dorycką czy jońska, to już nie będzie taki twardy. Tak to jest stary.
PS. Ważna sprawa -- zżynają głownie z Loadów, a ludzie chcieli drugiego Mastera, więc nie gadajcie o tym, że “człowieka nie zadowolisz”, bo nikt nie chciał drugiego Loada.
Amrot, nie powiedziałbym, że to jego problem, jeśli tak mu przypomina (żeby sabbathów przypominało, chciałbym!), tylko muzyków, że nie potrafią stworzyć czegoś oryginalnego. Nie uważam, by robili “coś innego”, siedzą na tych samych skalach od lat, melodie niektóre są żywcem wyrwane, koncepty też. Loady były wybiegiem do innych klimatów, i względnie lubię te albumy, bo coś wnosiły. Tu nic nie ma. I to zaprzeczałoby teorii o ludziach myślących (więc bym tego nie łączył, bo głupi nie są). I nie mów o szacunku, goście pływają na kasie, nie mają w życiu innego zajęcia, więc co mam docieniać, jeśli na koncercie nawet ich nie stać, by grać kawałek porządnie, tylko Lars sobie uderzy w stopkę i werbelik, bo mu tak wygodniej… Liczyłem na ten album, chciałem być tam 12 września przed sklepem, a dostaję policzek od gości, którzy rżną ze swoich dawnych kompozycji i jeszcze nie potrafią ich przez 3 lata porządnie zklecić w jedno.
PS. Jak wspominałem, aranż jest dobrze skonstruowany, ale co z tego, skoro zbudowali go ze słabych klocków…
Steelin, chodzi mi o konstrukcję utworu: wolny, spokojny początek, przypominający stare ballady (Fade, Welcome, One).
Jeśli chodzi o samą melodykę, warstwę rytmiczną, nie ma co porównywać, to dwa inne światy, i powiem szczerze, że z tego się bardzo cieszę ;)
Dobrze, że idą dalej, że robią coś innego, a jeśli komuś przypomina to IronUFF, SabatUFF, Link Park (sucks!), to sorry, jego problem.
Słucham już tej kapeli tyle lat (i też mam swoje lata n akarku), i powiem szczerze, że te eksperymenty, te wybiegi muzyczne w inne klimaty, bardzo mi przez te lata odpowiadały.
To oddaje, że są ludźmi myślącymi, rozwijającymi się. Każdy z nas ma różne etapy w życiu, każdy poszukuje czegoś.
Nie piszcie , że to nie “to”, że słabe, że “coś tam..”. To są faceci po czterdziestce. Grają mimo to, trzymają sie razem… Doceńcie to. Dajcie spokój narzekaniom i wczujcie się w klimacior;)
Cóż mogę dodać… Metal Up Your Ass!!! \m/
Mnie się kawałek tak średnio podoba.
Intro zrobiło na mnie niesamowite wrażenie. W zwrotce wokal Jamesa jest jakiś taki za słaby, zbyt delikatny.
Bardzo zawiodłem się na końcówce. Jak dla mnie jest zbyt chaotyczna. Jakoś tak nie trzyma się kupy.
A tak btw… zgadzam się z Amrotem ;]
jasiu, nie rozłożyłem, bo motywy są słabe, no ale jak nalegasz: zero zabawy z sygnaturami, tylko lecimy ósemkami, solo takie to większość gitarzystów od ręki zagra, potem ten akustyczny riff do zwrotki, on jakoś się prezentuje, ale jedzie na milę loadem, drugim unforgivenem. W intrze tylko wejścia perkusji w miarę, basik tam dobrze współpracuje. Refren -- powerchordy, które od biedy mogłyby robić za podkład do solo, a nie za refren. Perkusja zapętlona, bezmyślny werbel. Potem zwrotka, ta sama przymułka. I refren, ta sama przymółka. Kirk z żałosnymi wstawkami. Przejście w miarę, do drugiej części, w zasadzie przedsmak mieliśmy po każdym refrenie tego przejścia, no ale bez rewelacji, przejście jak przejście. Dobre przejście to jest w Disposable Heroes 1:15-1:25. Wracając do TDTNC… Wchodzą powerchordy (prosto, jak na torach, żeby jeszcze jakaś melodia niebanalna wyszła z tych chordów) i wchodzi riff jakby żywcem wyjęty ze Slither -- ta oryginalność. Ale na tym kopiowanie dawnych utworów się nie kończy. Przez chwilę robi się ciekawiej przy zmianie pozycji i nietypowym dla kawałka złamaniu rytmu. Ale to wyjątkowy moment, bo potem zżyn ciąg dalszy. Wariacja na temat motywu z One jest tak oczywista, że chyba nikt temu nie zaprzeczy. Na szczęście potem wchodzi harmoniczny fragment, który nadaje trochę duszy temu płytkiemu utworowi. Zaczyna się ta lepsza część, bo potem mamy niebanalny riff, wsparty legato w wykonaniu Kirka, który jednak poszedł trochę na łatwiznę, powielając motyw gitary rytmicznej. Potem znów wchodzą powerchordy z wciskanymi na siłę banalnymi wstawkami. Potem jakiś banalny riff i solówka trochę jak z Motorheadu, ale powiedzmy dwie półki niżej. Bez zmiany tempa, charakteru czy czegokolwiek, monotonna i bezduszna. Znów jakieś łapane przypadkowo ze skali powerchordy, tylko z fajnymi złamaniami. I ciekawe, nagłe zakończenie. Chaos nad chaosami, dobry aranż, słabe motywy. Ogólna ocena -- 2+ w skali szkolnej.
Amrot -- to zupełnie nie jest w starym stylu, takie moje zdanie. To kolejna wycieczka w nieznane rejony muzyki, w których zespół się nie potrafi znaleźć.
vermil -- jeśli ktoś się bierze za analizę i ocenę, niech robi to porządnie, a jak nie potrafi, niech zostanie przy “IMO”.
ave -- jak wyżej, porównania należy uzasadniać i opisywać, bo inaczej wychodzą bzdury. Pisałem, że kawałek jest słaby, bo nie wiadomo, o co w nim chodzi, a motywy są nudne i ograne. Ktoś stwierdził, że Masterowi można to samo zarzucić, więc dowodzę, że nie można. Fragment, o którym mówisz, mógł ci się skojarzyć z intro do Am I Evil.
Steelin, nie obrażaj się. Mnie Killa przypomnina np. fragment ok. 5:50, krótki, ale jednak. Nie będę Ci sypał skalami, harmoniami, powerchordami, bridge’ami i podobną terminologią, bo słuchaczowi to niepotrzebne. Nie rozumiem, dlaczego wszyscy tak się uparli (w tym jak widać również Ty) na analizowanie Metalliki od strony kompozycji etc., albo maksymalne krytykancwto Loadów. Dlaczego nikt nie analizuje chłamu jakim jest wiele kompozycji Black Sabbath na przykład?
Hola hola. Pamiętajcie -- o gustach się nie dyskutuje, a to miejsce jest dobre do wyrażenia swoich własnych opinii.
Wh mnie kawałek jest spoko, brzmi ciekawie, na pewno świeżo i w stylu bardziej starej niż nowej Metalliki (a to plus). Przyzjanę że słuchałem go tylko 2 razy. Resztę zostawiam na jutro żeby spokojnie ocenić go jeszcze raz.
@Amrot w pełni popieram :)
No i zaczęło się….. Przed usłyszeniem jakichkolwiek dżwięków z Death Magnetic, większość pisała: byle to tylko przypominało stare kawałki, by było podobne brzmienie, itd..
A teraz, jak są motywy, które przypominają schemat i konstrukcję starych kawałków, to dupa blada i w ogóle sam szmelc, wtórność itp, itd…
Wiara!!! Czy Wam kiedykolwiek uda się dogodzić??? Co jest z Wami??? Cieszcie się, że grają, że robią tak zajebiste kawałki, jak ten!!! A jak nie , to kill’em all :)))
HELL YEAH!!! \m/
ja sie zgadzam z adminem.to jest taki mix load+justice+black. podoba mi sie i to bardzo!
ave, ja przynajmniej mam jakieś argumenty, opinie, przemyślenia, a ty tylko walisz banałami, podniecony, że nowy kawałek wyszedł. Wskaż chociaż ten fragment killowy, jak tak sypiesz swoimi prawdami, a innych wysyłasz do diabła.
To ciekawe czemu TDTNC tak nie rozłożyłeś?
PS żeby nie było ja się tu nie chcę kłucić, bo tego nie lubię, ale jak dla mnie kawałek jest OK.
A ja jestem pod ogromnym wrażeniem, najwyższa ocena dla tej piosenki !! Pisałem to już na overkillu, ale tutaj też muszę, drugi raz poczułem ciarki na plecach, a to oznacza, że świetnie się tego słucha, a czym więcej razy tym jest jeszcze lepiej.
Wszystko co najlepsze w Metallice. Jak przesłuchać kilka razy, to słychać echa od Killa do Loadów. Zajefajny kocioł. Brilliant! A krytykanci niech spier*alają! :)
PS. W zasadzie to i tak zubożyłem Battery.
Ano nie ma tych samych riffów. Schemat jest, ale i schematycznie to pokazałeś. Battery -- wstęp akustyczny, później szybka nawalanka, później gniotące powerchordy przy świetnie wpasowanej, oniężałej perkusji, plus kołyszące solo, a potem shredding w wykonaniu Hammetta, i powrót do schematu. Master -- całkowicie niebanalne intro oparte na skali chromatycznej, czyli wszystkie 12 dźwięków, zmiana riffu, łamiące przejście do zwrotki z połamanym rytmem, zmiana pozycji i świetny, melodyjny riff do refrenu, ale dopiero pierwszej części, bo refren ma wyraźnie dwie oddzielne części, potem druga zwrotka, refren i stop… Wchodzi akustyczna gitara, potem solo harmoniczne, a potem zwykła solówka, akustyk wciąż gra, ale po chwili włącza się przester, chociaż motyw ten sam, przejście i walcowy riff, który po chwili wprowadzi nas w błyskawiczne, świetnie rozłożone solo, a potem te progresywne riffy… I powrót do zwrotki, potem refren i niszczące outro z wyjącymi w tle gitarami. Dwa kawałki, a jak ciekawie -- przy czym cały album jest tak zróżnicowany. Widzisz różnicę?
Nareszcie dźwięczne solówki, i mięcho-MetallicA powraca. Oby płytka trzymała klimat.
A na np. Masterze nie ma schematów?? Zwrotka -- Ref -- Zwrotka -- Ref -- Solo -- Ref -- Zwrotka a do tego cią gle te same riffy… Nie mówie, że Master jest zły, bo też mnie rozpierdziela, ale kurde jeżeli ludzie mają 45 lat i zdołali zrobić taki utwór to chwała im za to, bo widać, że chcą coś osiągnąć jeszcze. I chwała im za to, że to nie 2-gi Master, bo jednego już mamy i powinno wystarczyć..
PS3. Na myspace jest większa grafika, wystarczy zrobić screena i wyciąć.
jasio, nie załamuj mnie. Odpuściłem sobie odpowiedź na overkillu na “nową metę, co wraca do starej” -- pff, chyba twojej… Lars gra najgorzej z całego zespołu -- kompletnie nie łamie rytmów, wciąż ten miękki otwarty hihat, tak charakterystyczny dla loadów, przejścia to tylko stopa-werbel w różnych kombinacjach -- ogólnie schemat i tyle, żeby chociaż na koncertach grał stare kawałki jak należy, no ale się nie chce, bo Ian Paice już nie jest jego idolem, tylko Zak Starkey. Kirk i solówki -- nie słyszę melodii. Ale żadnej. Nawet ciut. Równie dobrze mogłoby ich nie być. Het śpiewa jak w chórku na mszy -- gdzie agresja do cholery?! Niech ktoś wsłucha się w przejmujący wokal w Sanitarium. Dreszcze przechodzą. A tutaj tylko ziewnięcie. “Och, dzień nigdy nie nadejdzie, no trudno, dupa zbita.” Rob też jakby zagrał swoje i wszystko, trzyma się grzecznie z tyłu i nie wychyla się. To ma być muzyka, którą pisali 3 lata? Zawód.
PS. Analiza nie powinna opierać się na argumentach typu “power” i “zajebiście”. Analizy to tam było jedno zdanie, banalne zresztą.
PS2. Sorry za napinkę, ale moralnie zniszczyło mnie podejście “przeanalizujmy: utwór jest zajebisty, o jaka świetna analiza, zobaczycie potem, jaka trafna”. A porównania do klasyków określiłbym terminem “bluźnierstwo”, ale gust to gust, chociaż argumentami to porównanie podparte nie jest.
Chodzi ci o to: http://dashboard.metallica.com/ivergence/image/TDTNCSINGLE.JPG ? Maultkie jeszcze :) Będzie większe na pewno wrzucimy.
Jak dla mnie w texcie jest: “Mouth so full of lies”
Dajcie jeszcze tylko na tę stronkę Okładkę Singla. Jest na metallica.com
Pisałem to na Overkillu ale dam i tu:
Dobra koniec tych x/y.. Pora na nieco analizy
Utwór zaczyna się prostym riffem i rozkręca się. Na refrenie jest nieco większy power. Później jest również zajebiści*. Kirk i Lars odwalili kawał dobrej roboty :) Koniec analizy :)
Po x przesłuchaniu wczuwam się w niego i uważam, że jest to jeden z najlepszych kawałków Mety i można go ‘stawiać’ na równi z np. Welcome Home (chodzi tu o Mastera). Po tygodniu przemówi do wielu osób i każdy będzie krzyczał z radości jak dziecko “Ten kawałek mnie rozpierda**” (no dobra dzieci nie mówią brzydkich słów :)) :)
Meta Rulez :)
Chciałbym przypomnieć, że StA też na początku miał świetny odbiór. Wysoką ocenę zarzuciłbym więc początkowej euforii.
Wg mnie jest bardzo dobrze, prawdę mówiąc spodziewałem się o wieeeele gorszej muzy po 5 latach od St. Anger. Gwiazdki też mówią za siebie -- mamy już23 głosy i średnia ocena to 4,48/5 ;)
utwór nie chwyta mnie specjalnie, ale te thrashowe fragmenty wraz z riffami prezentowanymi wcześniej zapowiadają MOC. za kilka odsłuchań pewnie polubię ;]
Napiszę to, co napisałem na shoutboxie. Utwór, w którym nie wiadomo, o co chodzi, jakby sam zespół nie mógł się zdecydować, co grać. Na początku britrockowo, bym powiedział, potem loadowo, potem reloadowo, a potem zrzynka z one i na koniec coś nawiązującego jakby do Iron Maiden -- czyli melodyjno-harmonicznie. Widzę brak pomysłów na porządne motywy, wszystko ograne i oklepane, “too stock”, jak by Lars powiedział. Starają się nadrabiać aranżem, który faktycznie mógłby zrobić z tego kawałka niszczyciel, gdyby ten okręt był z metalu, a nie mułu. Z jednej skrajności w drugą, bo z kolei na StA aranże były tragiczne, brzmienie było tragiczne, za to motywy były świetne, teraz motywy są słabe, za to aranż przemyślany i brzmienie wypieszczone. Jak ktoś lubi rock, to może być zadowolony, ale ja oczekiwałem metalowej Metalliki. Jeszcze ten tytuł -- DEATH Magnetic…
Oceniajcie tą piosenkę gwiazdkami do oceniania (na końcu newsa). A swojądrogą uważacie że to dobrze że Metallica kopiuje swoje stare piosenki? Ja słyszę tutaj kilka wcześniejszych piosenek -- Sanitarium, One na przykład
A tu daje tekst :)
Metallica -- The Day That Never Comes
Born to push you around
You better just stay down
You put away
He hits the flesh
You hit the ground
Maps so fulls of lies
Tend to black your eyes
Just keep them close
Keep praying
Just keep waiting
Waiting for the one
The day that never comes
When you stand up and feel the warmth
but the sunshine never comes
No the sunshine never comes
Push you cross that line
Just stay down this time
Hiding yourself
Crawling yourself
You’ll have your time
God I’ll make them pay
Take it back one day
I’ll end this day
I’ll spread the color on this grave
Waiting for the one
The day that never comes
When you stand up and feel the warmth
but the sunshine never comes
No the sunshine never comes
Love is a four letter word
And never spoken here
Love is a four letter word
Here in the prison
I suffer this no longer
I put it into
This I swear!
This I swear!
The sun will shine
This I swear!
This I swear!
This I swear!
Utwór pierwsza klasa!! Wg mnie dorównuje Wlcome Home (Chodzi mi o to, że jast na równie z Masterem :)) No ale w sumie jeszcze za wcześnie by oceniać całą płytę. Wiemy, że nie spieprzyli miksingu i masteringu :)
Da mnie nagranie super, czuc metallice, zwlaszcza w trashowej drugiej polowie. Jesli plyta bedzie trzymala taki poziom to dla mnie bomba!!!
Wreszcie solówki!!!
Moim zdaniem to jest Dobre. Myślę, że riffy zdają się trochę rozłazić, dlatego niektórzy odnoszą wrażenie, że utwór jest posklejany, ale już po kilkukrotnym przesłuchaniu, zakochujemy się w tym kawałku!
I jak? Dla mnie ok! Wreszcie Metallica wraca! Do czego można porównać? Tak jak pisałem w newsie -- chyba trochę Loada, trochę AJFA, może Blacka… A przede wszystkim… Death Magnetic ;) Głos Jamesa już inny. Inny -- nie gorszy…