Kilka dni temu miałem przyjemność uczestniczyć w koncercie zespołu Luxtorpeda i trzech suportów: Sun Control Device, Charlie Monroe oraz NOKO, wspierających występ głównej gwiazdy wieczoru. Deathmagnetic.pl było patronem medialnym tego wydarzenia, dlatego też dziś przeczytać możecie krótką relację z tego gigu.
Przyznam szczerze, że zespołów grających podczas niedzielnego, chłodnego wieczoru praktycznie wcześniej nie znałem. No, może za wyjątkiem Sun Control Device, na którego koncercie byłem wieczór wcześniej w jednym z warszawskich pubów oraz Charlie Monroe, którego znany mi basista podrzucił kiedyś jakiś całkiem fajny kawałek 😉
Po przybyciu do Radia Luxembourg i wypiciu jednego piwka czekaliśmy na występ pierwszego zespołu. Ludzie dopiero się zbierali, ale pierwsze dźwięki Yadera i spółki zainteresowały wszystkich zebranych. Sun Control Device w swoim kilkunastominutowym secie zagrał kilka własnych utworów, które rozgrzały zebraną publiczność. Rockowo-drapieżne piosenki nie pozwalają stać obojętnie a stopa sama zaczyna tupać o ziemię. W przypadku Sun Control Device najciekawiej moim zdaniem prezentują się ciekawe rockowe melodie połączone z niezłym głosem wokalistki, która wydaje się dosyć pewna w tym, co robi – za to wielki plus. Sun Control Device wypadł moim zdaniem świetnie i po dwóch koncertach tej warszawskiej kapeli na pewno zjawię się na nich ponownie!
Po krótkiej przerwie na scenie pojawił się szczeciński Charlie Monroe. Zespół złożony z czterech osób, w tym jednej aktywnie grającej w cover bandzie Metalliki – Mikotallice (pozdro Maciek) wykonał to, co wydawać by się mogło było niemożliwe. Grający funkowo-rockowe rytmy skład oczarował zebraną już dosyć tłumnie publiczność do tego stopnia, że atmosfera zrobiła się naprawdę gorąca!
Świetne przyjęcie, z jakim spotkał się szczeciński kwartet zaskoczyło chyba nieco nawet ich samych – niesłusznie! Kapela zdecydowanie zasługuje na uwagę każdego, kto lubi dobrze zagraną i zaaranżowaną muzykę opierającą się na gitarze i funkowym feelingu. Wokalistka, która śpiewała zresztą wcześniej w Arce Noego (!) porwała także i mnie, a po wykonaniu największego przeboju grupy – „Chesterfielda” – zacząłem przypuszczać, że to może być najlepszy koncert tego wieczoru i… zdania właściwie nie zmieniłem. Charlie Monroe w swoim secie czaruje i wciąga coraz bardziej, a gdy kończy – powoduje wśród zgromadzonych na sali jęk zawodu. Ich występ był tak dobry, że z powodzeniem mogliby grać jako główna gwiazda i nie wątpię to, że w przyszłości tak właśnie będzie!
Chwila oddechu… kolejne piwko i próba przemieszczenia się spod sceny nieco dalej, aby ochłonąć po świetnym koncercie, gdyż za kilkanaście minut w klubie miała się pojawić kolejna kapela. Zapewne znana wielu osobom grupa NOKO – czterech facetów grających nie od dziś i nie od wczoraj. Całkiem niedawno brali udział w jednym z telewizyjnych show pt. „Must be the music” i zdaje się, że dotarli w nim bardzo daleko! Moje relacja tego występu będzie krótka: panowie grają bardzo profesjonalnie, wizerunek sceniczny na najwyższym poziomie.
Muzycznie jednak jest to dosyć miałka próba połączenia komercyjnego brzmienia i metalowych dźwięków, która z całą pewnością podobała się wypełnionej po brzegi sali, ale mnie jakoś nie przekonała – szkoda. Przyznam szczerze, że występ NOKO nieco przespałem, w związku z tym pominę dalszy wywód na temat ich występu.
Nadszedł moment, gdy na scenę miała wyjść Luxtorpeda, czyli zespół Litzy, znanego nam wszystkim z występów choćby z Kazikiem Staszewskim czy Acid Drinkers! W klubie tłum zgęstniał na tyle, że nie dało się przedostać bliżej, niż do połowy odległości pomiędzy sceną a wyjściowymi drzwiami. Wśród zebranych widać było fanów zespołu, także w czerwonych koszulkach z oficjalnego forum Luxów. Światła przyciemniają się i już słychać pierwsze gitarowe dźwięki wypluwane z głośników. Luxtorpeda nie zawodzi! Już w pierwszym numerze energia i moc, z jaką gra ekipa Litzy, rozsadza! Granie jest na tyle dobre, że publiczność stojąca pod sceną tworzy niewielkie młyny – rock n roll! Nie dziwi mnie popularność tego zespołu – Luxtorpeda już po wydaniu jednej płyty staje się prawdziwą gwiazdą na rodzimym rockowym rynku muzycznym – i wg. mnie – słusznie.
Kapela w ciągu kolejnych kawałków hipnotyzuje i porywa drapieżnym pazurem, aż do momentu, gdy w secie pojawia się ‘Autystyczny’ – wtedy zarówno na scenie jak i wśród publiczności zaczyna się prawdziwe piekło (w pozytywnym sensie oczywiście).
Setlista:
- Intro
- Jestem głupcem
- 7 razy
- Od zera
- Trafiony zatopiony
- Autystyczny
- Gdzie Ty jesteś? (Pięć Dwa Dębiec)
- Slow and Stoned / Method of Yonash (Acid Drinkers)
- Za wolność
- 3000 świń
- W ciemności
- Niezalogowany
- Raus
- Autystyczny (feat. Kasia Kowalska)
- Kowboje
Totalną rozpierduchę Luxtorpeda kontynuuje praktycznie przez cały koncert, kończąc jeden z ostatnich numerów wraz z… Kasią Kowalską! Jeśli jeszcze nie słyszałeś Luxtorpedy – koniecznie to zrób, a jeśli słyszałeś – koniecznie idź na koncert. Warto!
Podsumowując, chłodna październikowa niedziela w Radiu Luxembourg zamieniła się w niezwykle gorący pod względem atmosfery, (ale i dosłownie) wieczór! Wszystkie zespoły odwaliły kawał świetnej roboty, od Sun Control Device zacząwszy, na Luxtorpedzie skończywszy! Największym zaskoczeniem dla mnie było jednak Charlie Monroe, które pomimo nieco innej konwencji i stylistyki porwało tłum i zostawiło trwały ślad w świadomości zebranych na koncercie osób. Oby więcej takich imprez z Warszawie, z całą pewnością będziemy Wam dawali o nich znać!





