W zw. z chorobą Toniego Iommiego Black Sabbath w oryginalnym składzie nie odbędzie światowej trasy, choć płyta nadal jest w produkcji. Zespół miał jednak nadal zagrać na festiwalu Download w UK i Lollapalooza w USA. Tak się stanie, jednak bez Billa Warda, który od dłuższego czasu walczył o „kontrakt nadający się do podpisania”. W swoim długim oświadczeniu (całość TUTAJ) oryginalny perkusista grupy zdradza nieco zakulisowych targów wokół tego wszystkiego i nie tylko:
– zaznacza, że nadal kocha Ozziego, Toniego i Geezera, obrazując że w grę wchodzą raczej negocjacje między managerami / prawnikami itd.
– gdy jeszcze planowano koncert w Birmingham, zaoferowano mu by zagrał 3 utwory za darmo (resztę kto inny) i „zobaczy się jak wyjdzie”, co miało zdeterminować jego dalszą grę na Download i Lollapalooza – odmówił nie tylko z uwagi na to, że miały to być tylko 3 kawałki (bo gra za darmo nie była dla niego problemem), ale nie chciał też faworyzować żadnego z występów, bo nie miał gwarancji, że fani zobaczą zespół w oryginalnym składzie też później
– był już w pełni gotowy do drogi wraz ze swoją ekipą, czekał tylko na ostateczne, sensowne warunki
– o fakcie planowania w/w koncertu – w trakcie negocjacji ogólnego kontraktu z grupą – dowiedział się w pierwszej kolejności z internetu
Jak więc widać, Black Sabbath miało zamiar robić swoje z Billem Wardem, czy bez. Pozostaje tylko żałować, że po tak hucznych zapowiedziach ze zjednoczenia płytowego i koncertowgo oryginalnego składu nici, a to wszystko dzięki rozgrywkom ludzi w krawatach.
