Zapewne wśród wielu internautów śledzących DeathMagnetic.pl są zapaleńcy, którzy dzięki panom z Metalliki sami zaczęli, bądź zaczynają chwytać za gitary, strugać swoje pierwsze pałeczki czy mówiąc kolokwialnie „łapać” za bas. Rzecz to nie nowa wśród fanów rocka czy metalu, Hetfield i spółka wiele lat temu też zostali zainspirowani przez innych i postanowili dać upust swoim fascynacjom – wszyscy wiemy jak to się skończyło. Ale nim rzucili świat na kolana, wpierw musieli dokonać rejestracji materiału No Life til Leather, który potem zaczął krążyć jak szalony w podziemiu, aby finalnie zostać przekutym na Kill 'Em All. Co uczynić, jeśli pewnego dnia poczujecie, że oto przyszła pora na wasze Kill’Em all?
Tajemnice tamtych dni, które doprowadziły do nagrania Kill’em All, znamy niestety tylko z opowiadań i pozostaje nam wyłącznie wierzyć w autentyczność i niezawodność pamięci świadków tamtej epoki. Od owych wydarzeń jednakże minęło już jakieś 30 lat i dziś, kiedy technika poszła zabójczo do przodu, internet roi się od materiałów typu making of – obecnie praktycznie każdy band ma w studiu kamerę, a raporty ze studia są obowiązkowym punktem rozkładu jazdy niemal 90% zespołów. Rzecz to cenna i chwalebna – problem jednakże w tym, że poza wartościową wspominkową i ciekawostkami, z większości tego typu materiałów nie dużo można wysondować co do technicznych aspektów nagrywania. Nie mówiąc o całym procesie prowadzącym do tego, że pewnego dnia wchodzi się do studia.
Teoretycznie na rynku odnajdziemy mnóstwo profesjonalnych DVD wypuszczanych przez znanych muzyków gdzie co prawda roi się od pokazówek technik i skal, ale tak naprawdę temat nagrywania w studiu jest traktowany trochę po macoszemu, albo często w ogóle pomijany.

Mamy jeszcze prasę muzyczną, ale tutaj z kolei kwestia nagrywania często traktowana jest stricte technicznie – jakie mikrofony, program, który stół mikserski jest lepszy, a który gorszy i tym podobne sprawy. A gdzie tu w tym wszystkim ludzie? Warunki? Często przecież brak środków, lub budżet tak skromny, że ledwo starcza na przysłowiowe waciki. Czy warto wtedy wchodzić do studia? Czy może poczekać i dozbierać więcej pieniędzy? Czy jeśli dopiero zacząłem grać to dam radę nagrać coś w studiu? Nie mamy wokala – czy jest sens nagrywać samą muzę? Mnóstwo tego typu pytań gdzieś przewija się bokiem i niestety prawie nikt ich poważnie nie porusza, albo są to tematy podejmowane wybiórczo, gdzieś na forach.
Postanowiłem więc na kanwie doświadczeń, tak swoich jak i innych, pokusić się o zebranie i spisanie swego rodzaju kompendium wiedzy w jednym miejscu. Co bardzo ważne, wiedzy na temat nagrywania materiału w warunkach dalekich od warunków pracy panów z Metalliki, którzy mogą sobie pozwolić na siedzenie w studiu miesiącami z najlepszymi realizatorami.
To kompendium wiedzy widziane jest okiem kogoś, kto już gra ładnych parę lat, w niejednym składzie walczył, ale co myślę bardzo ważne mało kiedy można było sobie pozwolić na super profesjonalne studio, realizatora i inne wynalazki typu pro tools.
Co równie istotne – w artykule tym nie znajdziecie szczegółowych testów, wykazów i porównań mikrofonów i ich parametrów, opisów stołów mikserskich czy stricte wykładu o poziomach głośności – te wskazówki jak wspomniałem szeroko i w miarę często omawia specjalistyczna prasa muzyczna albo fora dla maniaków tego aspektu. Powiedzmy, że w dużej części na kanwie zagadnień technicznych chcę tutaj też pokazać problemy natury sytuacyjnej, z którymi sam spotykałem się na wielu etapach swojego tworzenia, a na które często nie znałem odpowiedzi lub po prostu w natłoku zdarzeń nie było okazji się nad nimi zastanowić. Mam nadzieję, że taka wiedza wam pomoże. Nie ma co ukrywać, że ten poradnik kierowany jest głównie do tych, którzy w kwestii nagrywania swojego materiału dopiero raczkują, choć mam nadzieję, że bardziej doświadczeni też będą mogli odnaleźć coś dla siebie.
A więc do rzeczy.
PRZYGOTOWANIA do NAGRANIA czyli NAGRYWAJCIE SIĘ NA POTĘGĘ.
1) I jeszcze jeden i jeszcze raz. Jeśli marzycie o nagrywaniu w studiu, a nigdy nie mieliście do czynienia z tą materią, apeluję do waszych sumień – nagrywajcie 🙂 Nagrywajcie się już przed studiem ile możecie i jak możecie. Nie chodzi oto, aby załatwiać tutaj profesjonalne majki, mikser i w ogóle. Wystarczy w miarę przyzwoity dyktafon/rejestrator. LINE 6 Backtrack czy Zoom H1 powinny załatwić tą sprawę na tym etapie aż zanadto, a i często stary poczciwy dyktafon kasetowy powinien spełnić to zadanie. Dlaczego? Ano dlatego, że na próbach na żywo bez słuchania siebie często wydaje się nam że gramy super i fajnie, wchodzimy do studia i…………… Pozwólcie, że na tą okoliczność przytoczę opinię nieodżałowanego Docenta z Vadera:
Niejednokrotnie bywało tak, że na próbie wszycho gra, masz fajne patenty, z kapelką gra się zajebioza, a w momencie wejścia do studia nagle opuszcza cię fantazja… Często to kwestia tego, że w studio wszystko słychać bardzo selektywnie, wyraźnie i okazuje się, że nie do końca grasz tak, jak to sobie do tej pory wyobrażałeś – nieczęsto ma się taką salę do prób, zwykle jest huk itp.
Z kolei Alex Webster z Cannibal Corpse wyraża to w słowach:
Na próbach często wydaje się, że grasz całkiem przyzwoicie, ale potem wchodzisz do studia, kładziesz pierwszą ścieżkę, odsłuchujesz………. i nagle okazuje się, że to całkiem dobrze na próbach nie jest aż tak dobrze w studiu jak myślałeś. „Prawie” albo „całkiem dobrze” nie jest myśleniem, które zapewni ci sprawne nagranie twojego materiału w studiu.
Dlatego też mając w zanadrzu opinię takich zawodowców uwierzcie, że nawet wstępne odsłuchiwanie siebie z dyktafonu da wam niewyobrażalne korzyści.
Inna sprawa benefitów wynikających z wcześniejszego nagrywania się to obraz tego, co gracie. Przed wejściem do studia dobrze jest realizatorowi przedstawić co i jak gracie i czego oczekujecie. Stwierdzenia typu Gramy metal albo Chcemy brzmieć jak Fear Factory są równie trafne jak próba uzyskania diagnozy dzwoniąc do przychodni i stękając do słuchawki Boli mnie gdzieś tu.
2) Grajcie do znudzenia.

Przed wejściem do studia musicie znać swój materiał na pamięć. Grajcie go tak długo, aż będziecie dosłownie wymiotowali numerami. Często sam stres wynikający z zapalającej się czerwonej lampki jest już tak duży, że i z dobrze przepracowanym okresem przygotowawczym idzie ciężko. A co dopiero bez. Nie wierzcie że Jakoś to będzie.
3) Jeden za wszystkich – wszyscy za jednego – któż nie oglądał lub czytał znanej powieści „Trzej muszkieterowie”. Właśnie to hasło padało tam bardzo często. Dobrze je zapamiętajcie przed wejściem do studia. A dokładniej – starajcie się osłuchać ze wszystkimi partiami waszych kumpli z zespołu. I na odwrót – niech oni będą obeznani z waszą. I znowu – na próbach wszystko fajnie. W studiu nagle okazuje się, że nie do końca czujemy klimat, bo na przykład tu chyba wchodził wokal, chyba?
4) Pilot

Chcecie dolecieć do celu? Czego potrzebujecie? Między innymi dobrego pilota. Dla nie wtajemniczonych ścieżek instrumentów nagrywanych (zazwyczaj) przed studiem celem ułatwienia nagrywania bezpośrednio w studiu. Najczęściej jednakże mowa tu o gitarach nagrywanych dla perkusisty. Oczywiście ideałem byłoby nagrać bez tych ścieżek, czyli ciosać z pamięci do samego metronomu. Znaczyłoby to że materiał znacie rzeczywiście perfekt. Ale jak wspomniałem wyżej, nawet poza perfekcyjną znajomością swojej twórczości dochodzi w studiu często stres. Dlatego przed nagraniami usiądźcie na czterech literach i przygotujcie podstawową strukturę utworu z metronomem. No właśnie
5) Metronom – dla początkujących często zmora.
Jeśli wasz perkusista nazywa się Gene Hoglan (ex-Death, Strapping Young Lad, Death Angel i z 10 innych bandów) to pozwólcie, że uścisnę wam dłoń. Nie bez kozery na faceta mówią Atomic Clock. Ale jeśli nie pracujecie z Genem, to zdecydowanie zaprzyjaźnijcie się z tym urządzeniem. Piloty też nagrajcie z klikiem. No i ćwiczcie do pilotów przed studiem. Nawet więcej niż z bandem – to coś jak latatnie na symulatorze przed zajęciem miejsca w prawdziwym kokpicie. Chyba nie chcecie słuchać potem pływającego nagrania? Oczywiście sprawa się nieco komplikuje, jeśli gracie pokręcone metrum a’la 5/4 albo 7/8. Ale i to jest do obejścia.
6) Graty – w studiu starajcie się nagrywać na sprzęcie, który znacie. Nawet jeśli nie jest to sprzęt najwyższej klasy. Daje wam to komfort znajomości sprzętu, tego jak leży w ręce, co potrafi. Z drugiej strony – jeśli jesteście zmuszeni graty pożyczać, bo na przykład wasz sprzęt jest mówiąc delikatnie entry-level, a może i niżej, to uczyńcie to odpowiednio wcześniej. Pożyczanie nawet najlepszych gratów dzień przed nagrywką to nie jest dobry pomysł. Porównałbym to do jazdy samochodem – jeśli przez 3 lata startowaliście w wyścigach maluchem to nawet gdyby sam mercedes zafundował wam bolid na wyścigi to dzień przed zawodami prochu nie wymyślicie, musicie poznać przełożenia skrzyni, jak auto zachowuje się w zakrętach itp. Analogia, że i jedno i drugie ma cztery koła nie zaprowadzi was do sukcesu zaraz na drugi dzień.

7) ”Praw fizyki pan nie zmienisz i nie być pan głąb” – przygotujcie instrumenty przed nagraniem. Nie wierzcie, że stare struny jakoś zabrzmią a zużyte naciągi będą oddawały soczystość nawet topowego zestawu bębnów. Lecz podobnie jak z pożyczaniem nie róbcie tego dzień przed. Niech wszystko zdąży się choćby trochę uleżeć przed nagraniem, co nieco rozegrać. Bierzecie swoje kable? Upewnijcie się, że wszystkie działają. Wentylator w piecu trochę hałasuje? W bębnach jakaś tam śrubka brzęczy. Sprawdźcie wszystko od A-Z, dokręćcie, posmarujcie, przeczyśćcie. Jak tego nie zrobicie, potem na nagraniu wyjdą jakieś magiczne przydźwięki, przesłuchy. Katastrofa gotowa.
8) ”Mam pomysła by Ferdek Kiepski” – przed studiem darujcie sobie nagłe zmiany struktur utworów, dodawanie jakichś nowych zabójczych aranży itp. pomysły kompozytorskie. Jest to szczególnie domena młodzianów, którzy nie tak dawno chwycili instrumenty w dłonie, ćwiczą zawzięcie jakieś skale i patenty i kiedy tylko jako tako je opanują natychmiast chcą gdzieś je wcisnąć. Najlepiej oddajmy głos ponownie Docentowi:
Mała rada – dopóki nie jesteś na maxa pewien swoich umiejętności, nie przygotowuj skomplikowanych, olśniewających aranży, max szybkich zagrywek, itp., bo potem może być po prostu wstyd i strata czasu i kasy na studio. Znam to z autopsji. Trochę pokory – wiadomo, młody muzyk chce się pokazać z jak najlepszej strony, ale w prostocie i precyzji siła, believe me.
9)”Money, money, money must be funny”

Kasa to problem wielu amatorskich zespołów, a i nawet bardziej poważane zespoły w branży ciężkiego grania nie mogą sobie pozwalać na miesiące spędzane w studiu, cóż dopiero wy. Dlatego tutaj:
a) jakość nie ilość – niby banał, ale wciąż wielu o tym zapomina. Lepiej nagrajcie trzy numery naprawdę fajnie, niż trzynaście ale do niczego.
b) nic na siłę – jeśli macie naprawdę nie dużo środków poważnie zastanówcie się nad zakupem jakiegoś podstawowego zestawu mikrofonów i miksera. W studiu z małą ilością pieniędzy a do tego z niedużym doświadczeniem ciężko wam będzie osiągnąć zadowalający efekt. Natomiast choćby namiastka swojego sprzętu nagrywającego sprawi, że będziecie mogli eksperymentować do woli. Minie oczywiście trochę czasu, nim nauczycie się wszystko ustawiać, ale uwierzcie, że przy odrobinie chęci osiągniecie pewnego dnia lepszy efekt niż pospieszne jednokrotne nagrywanie w tanim studiu.
———————————————————————————————–
W tych 9 punktach zawarłem najważniejsze moim prawdy dotyczące przygotowań. Zapewne znalazłby się jeszcze jakieś pomniejsze paragrafy, ale myślę, że właśnie 90% przygotowań do pracy w studio zawiera się w tym, co macie wyżej. Podsumowując ten etap należy napisać jedną rzecz, która może zabrzmieć nieco trywialnie: im lepiej przygotujecie się na początku tym mniej pracy i lepszy efekt będzie na kolejnych etapach. Tak naprawdę sesja w studiu zaczyna się na długo przed pierwszym zapaleniem się czerwonej lampki „Recording”. Porównałbym to do piłki nożnej – im lepiej przepracujecie okres przygotowawczy, tym w sezonie będziecie bardziej skuteczni. W następnym odcinku zapraszam was już stricte do pracy w studiu.
