Prezentujemy Wam naszą recenzję biografii jednej z najbardziej znanych postaci w świecie rocka, czyli Dave’a Grohla. Książka pt. „Dave Grohl. Nirvana & Foo Fighters” znalazła się na sklepowych półkach całkiem niedawno dzięki Wydawnictwu Anakonda. Martin James miał świetny pomysł swoją książkę. Dave Grohl to postać niezwykle barwna, co pozwoliło stworzyć ciekawą biografię. Dodatkowo, jego postrzeganie przez fanów nie jest jednoznaczne – dla jednych jest perkusistą Nirvany, a dla innych liderem Foo Fighters. Autor analizuje jego dokonania kompleksowo – jego zdaniem Dave Grohl to „Leonardo da Vinci punk rocka”!

Pierwsza biografia Dave`a Grohla to książka bardzo dobrze zaplanowana i uporządkowana. Począwszy od najmłodszych lat muzyka, aż po wydanie „Wasting Light” – dostajemy pełną szczegółów historię. Całość podzielona na 12 rozdziałów, a każdy z nich stanowiący pewną zwartą całość. W większości przypadków odpowiada wydaniu kolejnej płyty z Foo Fighters. Jednak przed powstaniem zespołu Dave zdążył namieszać z Nirvaną, a jeszcze wcześniej z Freak Baby, Mission Impossible oraz Scream.
Szczególnie wartościowe okazały się dla mnie pierwsze dokonania Grohla. Martin James bardzo dokładnie opisuje jego talent – umiejętność grania ze słuchu oraz ćwiczenie gry na perkusji przy pomocy… poduszek. Dostajemy także dokładny opis sceny hardcore/punk w Waszyngtonie – wpływ Bad Brains oraz Minor Threat na twórczość Grohla. Miała ona ogromny wpływ na Dave`a czego nie każdy był pewnie świadomy. Autor książki skutecznie maluje obraz człowieka pełnego pasji. Nie każdy amerykański muzyk może pochwalić się zagraniem w Europie 23 koncertów w ciągu 24 dni, mając zaledwie 19 lat.

Życie Grohla nie było jednak usłane różami – rozwód rodziców, gdy był jeszcze małym chłopcem oraz tragiczna śmierć Kurta Cobaina, to tylko przykłady przeciwności jakie przed nim stały. Dzięki biografii napisanej przez Martina Jamesa dowiadujemy się szczegółów wszystkich przygód jakie go spotkały. Przykładowo, Nirvana zmagała się z licznymi problemami, które autor stara się przedstawić z różnych punktów widzenia. Nie wszystkie są znane szerokiej publiczności.
Dużo myślę o jego uśmiechu (…). I o jego śmiechu. Miał taki zabawny śmiech, pieprzony rechot. Pamiętam go szczęśliwego. Łatwo pamiętać go smutnego. On naprawdę, naprawdę kochał tworzyć muzykę. Co noc, kiedy mieszkaliśmy razem, szedł do swojego pokoju – ja spałem na kanapie – i godzinami pisał w swoim dzienniku… był łagodnym, uroczym i troskliwym człowiekiem. I zawsze był miły dla mojej mamy [śmiech]. Wielu ludzi wyobraża go sobie jako postrach, podczas gdy – szczerze mówiąc – był jedną z najmilszych osób, jakie kiedykolwiek spotkałem. Lubię też myśleć o kształcie jego dłoni i o tym, jak poruszał ustami, kiedy grał na gitarze. To rzeczy, które pamiętam. Jestem szczęśliwy, że go znałem. Zmienił moje życie w wielu aspektach. Tęsknię za nim. Myślę o nim naprawdę dużo.
Niestety, wraz z przejściem do czasów najbliższych książka traci na mocy. Przede wszystkim, informacje nie są już tak bardzo zaskakujące jak opisywane na początku. Dodatkowo, od momentu założenia Foo Fighters w pewnym sensie staje się kalendarium połączonym z recenzjami kolejnych płyt oraz relacjami z koncertów (np. cytaty z The Sunday News). O ile analizowanie kolejnych wydarzeń z życia Dave`a Grohla sprawia, że tworzymy przed sobą obraz najbardziej zapracowanego człowieka w świecie muzyki rockowej, to opisywanie każdego utworu na kolejnych płytach jest trochę męczące. Godne zapamiętania okazało się porównanie utworów „My Hero” oraz „Hey, Johnny Park” do twórczości Metalliki. Martin James zupełnie gubi się natomiast w sytuacji, gdy chce przybliżyć genezę nazwy Foo Fighters oraz wytwórni Roswell. Słownikowe definicje aż rażą podczas czytania – zostały umieszczone w książce bardzo nieumiejętnie.

Niezwykle cenne w książkach biograficznych jest dla mnie opowiadanie historii na tle innych wydarzeń oraz osób. Martin James przytacza takich artystów jak Jane`s Addiction, R.E.M., czy ukochane przez Grohla The Prodigy. Nie zabrakło również muzyków takich jak Flea (RHCP) oraz Josha Homme`a oraz Nicka Olivieri z Queens Of The Stone Age. W przypadku dwóch stonerowych królów Martin James pokusił się nawet o przytoczenie ich wypowiedzi. Niestety, należą one do nielicznych przykładów. Poza kilkoma słowami od Taylora Hawkinsa oraz wypowiedziami samego Grohla, książka jest pod tym względem bardzo uboga.
Biografię autorstwa Jamesa Martina należy czytać bardzo uważnie. Wnioski czy podsumowania nie występują tutaj często. Otrzymujemy raczej pozbawioną emocji opowieść o dziecku punk rocka, jakim jest Dave Grohl. James Martin podkreślił jego podejście do świata – etos „zespołu-rodziny”.
To, co czułem podczas jazdy przez kraj w vanie z pięcioma kolesiami, zatrzymując się w każdym mieście, żeby zagrać koncert, śpiąc na podłodze u jakichś ludzi, oglądając słońce wschodzące nad pustynią, kiedy to ja prowadziłem vana – to wszystko znaczy naprawdę wiele. To było miejsce, do którego naprawdę należałem.
Dokładnie opisał długą drogę do sławy. W stworzonej przez niego opowieści o niezwykle barwnej osobie zabrakło jednak życia osobistego. Wzmianka o ślubie i narodzinach córeczki oraz wspomniany wcześniej rozwód rodziców muszą nam wystarczyć. Dave Grohl uwielbia podróżowanie autokarem w trasie, ale trudno uwierzyć, że jego rodzina nie ma na niego wpływu. Przemilczenie tego tematu uważam za błąd.
Podsumowując publikację Martina Jamesa stwierdzić należy, iż przygotował ją bardzo rzetelnie. Wskazuje na to choćby duża ilość źródeł z jakich korzystał. Szkoda, że autor nie pokusił się o przygotowanie większej ilości zdjęć. Pod tym względem biografia wypada bardzo słabo. Niezrozumiały jest też dla mnie motyw rozpoczynania rozdziałów od żartów o perkusistach. Dokładnie rzecz ujmując – nie są one śmieszne. Wiem, że to kwestia indywidualna, ale jeszcze nie znalazłem osoby, którą by one rozbawiły. „Dave Grohl. Nirvana & Foo Fighters” to pozycja, po którą warto sięgnąć. Po pierwsze dlatego, że jest kompleksowym kalendarium wymienionych zespołów (ciekawy wpis o koncercie Foo Fighters w Polsce). Z drugiej strony Martin James skłania czytelnika do tego, by uświadomił sobie jak długo Dave Grohl musiał walczyć z „piętnem” Nirvany i jak skutecznie udało mu się zostać „najmilszym rock`n`rollowcem świata”.
Doliczywszy do tego ciekawostki pt. „Co DG sądzi o Bono z U2” oraz „na co wydał swoje pierwsze duże pieniądze jakie zarobił na muzyce”, warto poświęcić jej kilka chwil.
Autor: Piotr Wasilewski
