Metallica – Death Magnetic Live!
Miniona trasa nierozerwalnie wiązała się z premierą najnowszej płyty zespołu. Siłą rzeczy więc, każdy nowy utwór Metallica musiała prędzej czy później zagrać na żywo ten pierwszy raz (po prostu musiała!). W niektórych przypadkach było to jeszcze przed wydaniem albumu, podczas gdy w innych kazano nam czekać nieznośnie długo, aż w końcu mogliśmy napisać kolejny sensacyjny news z nowym nagraniem. Jedne z kawałków zagościły (niemal) na stałe w setlistach, inne – stety lub nie, oceńcie sami - pozostały okazyjne, czy też nawet na premierowym wykonaniu poprzestano. Prezentujemy oficjalne nagrania (audio i/lub wideo) z 10 premierowych wykonań live - wiecie już jakich utworów i w jakiej kolejności. Różnie to wychodziło z racji braku wprawy, lecz to pierwszego razu się nigdy nie zapomina.

That Was Just Your Life
Berlin, Niemcy, 12 września 2008, Death Magnetic Release Party
livemetka:
The End of The Line
Berlin, Niemcy, 12 września 2008, Death Magnetic Release Party
livemetka:
Broken, Beat and Scarred
Berlin, Niemcy, 12 września 2008, Death Magnetic Release Party
brak pro-shotu; 2 amatorskie wideo:
livemetka:
The Day That Never Comes
Leeds, Anglia, 22 sierpnia 2008, (the Reading and) Leeds Festival
livemetka:
All Nightmare Long
Calgary, Kanada, 5 grudnia 2008
livemetka:
Cyanide
Frisco, USA, 9 sierpnia 2008, Ozzfest
wideo + livemetka:
The Unfrogiven III
Oslo, Norwegia, 14 kwietnia 2010
livemetka:
The Judas Kiss
Nottingham, Anglia, 25 luty 2009
brak livemetki
Suicide & Redemption
Kopenhaga, Dania, 27 lipca 2009
livemetka:
My Apocalypse
Birmingham, Anglia, 25 marca 2009
livemetka + amatorskie wideo:
Zobacz również:
13 komentarzy do “Metallica – Death Magnetic Live!”
Dodawanie komentarza










rozjeb*ały mnie te karuzele na The Day That Never Comes..
http://www.youtube.com/watch?v=Epe5BTejT1g -- cyanide z ozzfestu w HD
Cyjanek jest strasznie rozjebany, w srodku to jakby najebali 3 mixy na raz, kupy sie nie trzyma, end tez nie lubie ale napewno gorsze jako numer 2 bylo 2x4 z Loada.
Jak dla mnie DM to kawałek dobrej muzyki. Fakt, może nie jest to żaden Master czy Justice (aczkolwiek słychać pewne podobieństwa), ale jednak ja zaryzykuję tezę, że jest to album o piekło lepszy od Black Albumu. Bardziej zwarty, konkretny. Kawałek otwierający album jest wg mnie nawiązaniem do ery Justice, słychać tam naprawdę masę riffów, szybkość i technikę. Nie zgodzę się z harvem, że UIII nie powinno na tym albumie się znaleźć. Ja uwielbiam ten utwór, solówkę ma nie z tej ziemi. Dla mnie najlepsze kawałki z tego krążka to UIII, TWJYL, My Apocalypse, ANL. Jedyne, co bym zamienił, to Shine na Cyanide, ale w sumie na żywo Cyjanek wypada bardzo fajnie. Na Shine pewnie jeszcze przyjdzie pora.
pierwsza przesluchana przeze mnie plyta Metalliki to DM (lecz to nie od zadnej z kompozycji DM stalam sie fanem zespolu),tak wiec jestem mlodym fanem Metalliki.Nie uwazam,ze album jest zly.Jest dobry.swietnie sie go slucha i niezle kopie w tylek jak i w uszy :D najbardziej lubie That was just your life,all nightmare long,cyanide,the judas kiss i the day that… jednym zdaniem-jest MOC.
Dla mnie DM jest po prostu dobre, tak na 6/10 jesli chodzi o majsterszyk i 7+/10 jesli chodzi o przyjemnosc z odbioru (clipping nie pomaga). Fajnie sie tego slucha i to od deski do deski, ale miedzy fajne, a epickie jest pewna przepasc. Za absolutnie kurewsko dobre uwazam chyba tylko ANL i ew. S&R. Moim jakze subiektywnym, czesto powtarzanym zdaniem rowniez plycie brakuje spojnosci, ktora rozjebawszy glownie UIII i Cyanide. Gdyby zamiast tego weszly jakies solidne walki typu Shine i klimatyczne jak To Hell And Back, ogolnie wrazenie bylo by co najmniej o oczko wyzsze. The End of The Line nie lubie, to IMO najgorszy z drugich kawalkow dotychczas, mozna go bylo lepiej zrobic, nie wiem, ciezej, przyspieszyc, riff i wokal mniej “wesoly”, czy cos. Ogolem wiec jest troche Justice, troche Loada, wszystkiego troche, a troche za malo kreatywnosci, dlatego tez raczej nie stawialbym go na rowni z dawnymi dokonaniami, gdzie po prostu poplyneli. Na DM tez, ale co najwyzej na fali.
Wow, Lars miał w 2008 więcej włosów.
Jak my wszyscy :/
2 lata i 3 miesiące od pojawienia się “Death Magnetic”, trasa promująca zakończona, w dodatku (pierwszy raz od zdaje się Kill i Mastera) chłopaki wykonali na żywo wszystkie kompozycje. Można pokusić się więc o małą dyskusję o ostatnim albumie Metalliki.
Jeśli chodzi o mnie, to stawiam tę płytę na równi z Masterem, Justice, Ride i Blackiem. Kolejny album pełen przede wszystkim mocnych kompozycji, chwytliwych, w dodatku rozbudowanych jak te z 1988 roku. Świetnie się tego słucha, świetnie się też to gra.
Nie oznacza to, że nie widzę w “Death Magnetic” żadnych uchybień. Poza brzmieniem wersji CD (co akurat omijam słuchając Moderus III) to przede wszystkim solówki Kirka. Tylko kilka jest naprawdę dobrych (Day Never Comes, Nightmare, Cyanide, Unfo), lecz większość to bardziej improwizacje bez większego przemyślenia (chyba, że Kirk rzeczywiście długo nad nimi myślał, a mimo to nie wyszły -- wtedy już można się martwić…). Ogólnie nie ma tutaj porównania do kapitalnych solówek chociażby z Blacka lub Justice.
Jak oceniacie tę płytę po ponad 2 latach od premiery?
“Jeśli chodzi o mnie, to stawiam tę płytę na równi z Masterem, Ride” <— Panie -daj pan spokój !
świetne zdjęcie główne ;)
“Siłą rzeczy więc, każdy nowy utwór Metallica musiała prędzej czy później zagrać na żywo ten pierwszy raz.”
Wcale nie musiała !!! Wystarczy tylko spojrzeć na trasy promujące poprzednie albumy
Musiala -- tak sa zakochani w tej plycie, ze nie mieli wyjscia. A tak serio to oczywiscie dobry wytyk. Mogli, nie musieli.