Fani Metalliki grożą Lou Reedowi, ten chciałby ‘Lulu cz. 2′ i in. [update: wypowiedź Jamesa]
Ciąg dalszy rozmowy z USA Today, której fragment publikowaliśmy wcześniej. Lars i Lou odpowiadają na pytania w zw. z dzisiejszą premierą “Lulu” w Stanach, odpowiadając m.in. na gniew fanów.

O tym, czy Lulu to album Metalliki:
[Lars:] Nie, nie, nie, w ogóle. To jednorazowy projekt. Nowy zespół.
O demówkach, które początkowo dostali od Reeda:
[Lars:] Żadnej perkusji, żadnych gitar, żadnych wyczuwalnych rytmów, czy nut. Same te dźwiękowe przestrzenie, niezwykle piękne. I Lou recytujący te mocne słowa. To było tak głębokie. Zadzwoniłem do Lou i powiedziałem, ‘Nie wiem, dokąd to nas zaprowadzi, ale wchodzimy w to.’ Lou przybył tydzień później z (producentem) Halem Willnerem, żeby zobaczyć nasze studio. W ciągu godziny zaczęliśmy nagrywanie.
O pracy z Metalliką:
[Reed:] Są moimi metalowymi braćmi krwi. Są bardzo odważni i potrafią grać. Niełatwo się ze mną gra. Część (Lulu) brzmi łatwo, a jest w istocie bardzo trudna. Wielu naprawdę fajnych gitarzystów nie potrafi tego zagrać. Akademickość to z nich wypleniła.
O HQ Metalliki:
[Reed:] Gdybym miał pieniądze, zbudowałbym studio dokładnie jak ich, gdzie wszyscy siadają w kole. Gdybym mógł zrobić, co chcę, powystrzelałbym resztę i wrzucił do Hudson. Wsadzają wszystkich do izolowanych kabin. To dlatego cyfrowe nagrania brzmią jak puzzle z dźwięków. Po prostu nagraj to i idź sobie.
O impulsywnym i spontanicznym podejściu Metalliki do Lulu:
[Lars:] Nie chcesz tego nazbyt przemyśleć. Dla tych z nas, którzy umartwiają się nad szczegółami, wyzwaniem było skoczyć bez siatki zabezpieczającej. W jednym kawałku zaczęliśmy trafiać w sedno po dwóch podejściach, a Lou powiedział, ‘Mamy to. Nigdy tego już tak nie zaśpiewam.’
O gniewie fanów z powodu tego albumu:
[Reed:] [Fani Metalliki] grożą, że mnie zastrzelą, a to tylko za to, że się pojawiłem. Nawet jeszcze nie słyszeli płyty [oh, naiwny Lou - red.], a wymyślają dla mnie kolejne różne formy tortur i śmierci. Ja nie mam żadnych fanów. Po ‘Metal Machine Music’ (z 1975r.) wszyscy odeszli. Kogo to obchodzi? Siedzę w tym zasadniczo dla zabawy, jaką mi to daje.
[Lars:] W 1984r., gdy hardcorowi fani Metalliki usłyszeli akustyczne gitary w ‘Fade To Black’, w metalowej społeczności nastąpiła nuklearna zagłada. Od tego czasu było wiele więcej [takich przypadków]. To jest coś, czego wcześniej nigdy nie słyszeli. Nikt nie słyszy rytmu, ani nie dostarcza poezji tak jak Lou. To nie jest dla wszystkich, ale uważam, że to fantastyczna płyta.”
Reed uznaje Lulu za swoje najlepsze dzieło obok The Raven z 2003r. (śpiewano-mówione interpretacje Edgara Alana Poe) i dodaje (grozi nam?):
[Reed:] Nikt nie chce Lulu 2, ale w Radio Lou, w mojej głowie, gdzie słyszę te kawałki, chcę tego więcej.
James Hetfield ponadto powiedział The Pulse of Radio, że nie chciał wiedzieć niczego o sztuce, a zdał się na przewodnictwo Reeda:
“Dostrzegliśmy jego wizję przez niego. I nie chciałem oglądać sztuki, nie chciałem niczego czytać, patrzeć na filmu, “Puszkę Pandory”, albo czytać którejkolwiek z książek. Chciałem po prostu poczuć to poprzez Lou, ponieważ on w zasadzie streścił wszystkie te informacje i wydawało się to już dość zagmatwane. Były tego ze trzy lub cztery różne wersje, a on złożył je razem w swoją współczesną tego poezję.”
Zobacz również:
16 komentarzy do “Fani Metalliki grożą Lou Reedowi, ten chciałby ‘Lulu cz. 2′ i in. [update: wypowiedź Jamesa]”
Dodawanie komentarza










dla mnie LULU to gowno, jak zrobia LULU 2 to nie wiem kto to bd sprzatac…
ludzie to jednak prymitywy jak ch..!!!
Jee! Bedzie lulu 2 -- SUPER!
cyt: “W jednym kawałku zaczęliśmy trafiać w sedno po dwóch podejściach, a Lou powiedział, ‘Mamy to. Nigdy tego już tak nie zaśpiewam.’”
skoro lou myśli, że śpiewa, to już rozumiem dlaczego tak się podniecają tą płytą. jeśli to jest śpiew to ja wychodzę i ostatni zgasi światło…
Serio Reed jest homogejem? Raczej by się James z nim nie zadawał. Płytka już kupiona, jutro będe męczył sąsiadów :D
Uzależnienia, dewiacje, brud, slumsy, prostytutki i transwestyci. Ciemna strona miasta, ta niedostępna dla zwykłego śmiertelnika, wywołująca strach obrzydzenie, no i ciekawość. Ciekawość, którą pomaga zaspokoić Lou Reed. Lou Reed urodził się w Nowym Jorku w 1942 roku w bardzo konserwatywnej, żydowskiej rodzinie.
Był indywidualistą i nie łatwo było mu zaakceptować zasady, które starali się mu wpoić rodzice. O ile potrafili oni znieść jego marne wyniki w nauce, oraz młodzieńczą fascynację rock’n'rollem, to rzeczą absolutnie nie do przyjęcia były wyraźne skłonności homoseksualne nastolatka. Podjęli więc ryzykowną decyzję “wyleczenia” Lou za pomocą bolesnej terapii elektrowstrząsowej. Niestety, zabiegi nie pomogły -- syn nadal czuł się biseksualistą. Reed uczył się w renomowanej uczelni Syracouse Univercity, gdzie pozwolono mu na prowadzenie własnej, wieczornej audycji w studenckim radiu WAER. W tym okresie Lou wstąpił też do militarnego ugrupowania ROTC, z którego został, z hukiem, wyrzucony po tym jak odważył się grozić oficerowi bronią.
Po, krótkim epizodzie z wytwórnią Pickwick Records, gdzie pracował jako autor tekstów, Lou Reed razem z przyjacielem, Johnem Cale, założył zespół Warlock. Wraz z kolejnymi zmianami w składzie nowo powstałej grupy, zmieniano jej nazwę, by po roku istnienia ostatecznie ochrzcić ją mianem The Velvet Underground. Nazwa ta nawiązuje do znanej powieści porno.
Założyciele zespołu -- Reed i Cale, pracowali jako muzycy w Cafe Bizarre. Podczas jednego z występów obaj artyści stracili pracę, gdy wbrew zakazowi właściciela lokalu wykonali publicznie utwór “Black Angel’s Death Song” -- kompozycję z mocno dantejskim tekstem. Występ widział Andy Warhol, poszukujący wtedy zespołu do jednego ze swoich projektów, o nazwie “The Exploding Plastic Invitable”. Postanowił zająć się promocją grupy. Na życzenie Warhola do kapeli dołączyła wokalistka -- Nico. Zespół wyjechał na tournée po Stanach Zjednoczonych i Kanadzie wykonując oryginalny show będący połączeniem granej na żywo muzyki, projekcji filmów Warhola, tańca, prezentacji zdjęć i spektakularnych efektów świetlnych. Wynikiem tej przedziwnej półtorarocznej współpracy z Warholem był album “The Velvet Underground and Nico”. Mimo że nie odniósł on komercyjnego sukcesu, dziś uważany jest za dzieło idealne -- zawierające podwaliny różnych rockowych stylów -- od muzyki punkowej, przez glam rock, czy rock gotycki.
Następny album zespołu Reeda -- “White Light/White Heat”, nagrany w 1968 roku, powstał już bez udziału zarówno Warhola, jak i Nico. Wkrótce po tych zmianach grupę opuścił też John Cale, który zdecydował się na karierę producenta muzycznego. Tematyka utworów zawartych na tym albumie jest dość typowa dla twórczości Lou Reeda. W jednym z bardziej znanych kawałków “Sister Ray” piosenkarz opowiada historię transwestyty, który zarabia na życie jako dealer heroiny. Kolejne płyty zespołu -- “Velvet Underground” i “Loaded” były już albumami skierowanymi do szerszej publiczności i zawierały kompozycje bardziej nastawione na komercyjny sukces.
Jeszcze przed wydaniem “Loaded” Lou Reed opuścił grupę z zamiarem rozpoczęcia kariery solowej. Niedługo po pożegnaniu się z zespołem artysta wydał płytę “Lou Reed” z zaaranżowanymi na nowo, niepublikowanymi wcześniej, kawałkami Velvet Underground. W 1972 roku artysta z pomocą Davida Bowiego i Micka Ronsona, w roli współproducentów, nagrał glam rockowy album “Transformer”. Zaprezentowany na nim, sztandarowy utwór Reeda -- “Walk on a Wild Side”, to wspomnienia związane z czasami jego współpracy z Andym Warholem, kiedy to muzyk otoczony był przez środowisko transwestytów, prostytutek, homoseksualistów i zdziwaczałych ekscentryków.
Znacznie mroczniejszym albumem okazał się “Berlin”, w którym Reed przedstawił swoje poszukiwania piękna w brzydocie. Tematy poruszone przez niego, jak zwykle dotyczyły narkotykowych uzależnień, samobójstw i prostytucji. Wydawnictwo, zaaranżowane na rockową operę, było albumem koncepcyjnym. Wiele fanów miało za złe autorowi, że zdecydował się na odejście od glam rockowego stylu z poprzedniej płyty.
W 1980 roku artysta poślubił projektantkę -- Sylvię Morales. Trwające przeszło dziesięć lat małżeństwo wpłynęło na jego twórczość i przez okres lat 80. Reed wydawał płyty bardziej optymistyczne, więcej śpiewał też o miłości. Oprócz kariery muzycznej, artysta brał również udział w publicznych debatach, a także wystąpił w cyklu charytatywnych koncertów zorganizowanych przez Amnesty International. Zbyt częste poruszanie tematów politycznych zniechęciło, jednak wielu fanów muzyka. Zaczęto, wręcz mówić o końcu jego kariery.
Reed powrócił do formy albumem “New York”, wydanym w 1989 roku, pełnym cynicznych, przemyślanych tekstów. Kolejne płyty utrzymywały już ten poziom -- “Songs for Drella”- poświęcona była nagle zmarłemu Warholowi i “Magic and Loss” -- epitafium dla kompozytora Doca Pomusa. Szczególnie ta ostatnia zawierała ogromy ładunek pesymizmu i rozmyślań o śmierci.
Nieoczekiwanie, w 1993 roku, doszło do reaktywowania Velvet Underground. Zespół odbył trasę po Europie. Niestety, zaplanowana trasa po Stanach Zjednoczonych, nie doszła do skutku. Powodem były spięcia między muzykami. Tymczasem, nowy album Lou Reeda zaskoczył wszystkich. Piosenkarz objawił się jako romantyk. Podczas nagrywania “Set the Twilight Reeling” muzyk nawiązał współpracę z Laurie Anderson -- znaną artystką uprawiającą muzykę eksperymentalną, osadzoną w klimatach artystycznego rocka. Anderson stała się dla niego muzą i źródłem natchnienia. A, z czasem, także i towarzyszką życia -- para wzięła ślub w 2008 roku.
Lou Reed po raz kolejny udzielił się charytatywnie. Tym razem wraz z 30 gwiazdami muzyki popularnej wykonał utwór “Perfect Day” dla zorganizowanego przez BBC projektu “Children in Need”. Artysta wziął też udział w wielkim jubileuszowym koncercie dla Jana Pawła II.
Od 1997 roku Reed współpracuje z reżyserem teatralnym Robertem Wilsonem. Artysta został autorem muzyki, do opartej na powieści H.G. Wellsa opery “Time Machine”, oraz “Poe-try” odwołującej się do twórczości E.A. Poe. Zresztą, Reed nie kryje fascynacji makabrycznymi nowelami tego autora, czerpiąc z nich inspirację dla swojej twórczości. Muzyka napisana na potrzeby sztuki “Poe-try” wydana została jako album “Raven”, jedno z najbardziej ambitnych dzieł artysty.
Ostatnio Lou Reed trochę jakby przycichł. W 2007 roku ukazała się płyta “Hudson River Wind Meditations” zawierająca muzykę ambient ułatwiającą uzyskanie wewnętrznego spokoju i wyciszenia… Artysta mówi, że nagrywał te dźwięki dla siebie -- ponoć pomagają mu one w jego seansach tai-chi.
Żródło -- wp.pl
ZABIĆ TEGO DZIADA !!!!!!!
Fani chcą zamordować Reed’a? Hohoho, trzeba będzie znów pogrzebac w piwnicy za jakąś bronią…
Jedno mi się spodobało w wypowiedzi Reed’a a mianowicie:
“Ja nie mam żadnych fanów. Po ‘Metal Machine Music’ (z 1975r.) wszyscy odeszli. Kogo to obchodzi? Siedzę w tym zasadniczo dla zabawy, jaką mi to daje.”
Wiadomo że rok 1975 był porażką dla Lou ale się chłop jakoś trzyma. Zdanie że siedzi w tym tylko dla zabawy trochę mnie zdziwiło bo myślałem że zrobił to dla kasy ( co zapewne też ) ale sam fakt że mu się chce grać mimo iż prawie nikt go nie słucha :D.
Nie chcę być tendencyjny -- wydają Mu płyty choć nikt, lub mało kto chce Go słuchać, bo jest Żydem, a wiadomo kto jest w posiadaniu wytwórni fonograficznych w USA. Napomknę jeszcze że jest pedałem (uupss) biseksualnym gejem więc za ewentualną odmowę wydania swego wybitnego materiału mógłby kogoś oskarżyć o homofobię. Nie są to wiadomości wyssane z palca lecz fakty przytaczane w każdej biografii.
Dla mnie Lulu nie jest takie złe :)
Nie jest złe -- jest fatalne. Pomijam już wszystko -- czy gdybyś dostał tę płytę, zaczął jej słuchać, nie wiedząc że stworzyła ją “WIELKA METALLICA” i “LEGENDARNY LOU REED”, to czy dosłuchałbyś tego zawodzenia, fałszu i kakofonii do końca, czy wywaliłbyś czym prędzej z odtwarzacza ?
Chyba Cie pojebało dziewczynko
Rzygam jak czytam o lulu cokolwiek…
Zajebista płyta.Jedno z największych muzycznych osiągnęć rodzaju ludzkiego.Dziękuje Ci Reed.