Kerry King o “Death Magnetic”
Krótka wypowiedź o nowym materiale Metalliki z dłuższego wywiadu dla SFWeekly. Resztę dot. Metalliki i Wielkiej Czwórki pomijamy, bo jest miejscami niemal słowo w słowo z poprzedniego wywiadu. Dość powiedzieć, że Kerry, podobnie jak Dave i reszta, też chętnie wyruszyłby w trasę Big 4 po Ameryce. A teraz do sedna..

- Jakaś mięta do nowego albumu Metalliki “Death Magnetic”, gdy już go przesłuchałeś i słyszałeś przynajmniej trochę z niego na żywo podczas europejskiej trasy?
“Tak, lekka. Wiesz, w erze iPodów nie wiem już nawet jak się nazywają kawałki. Chyba, że jest to któryś z moich ulubionych utworów, na który reaguję “Fuck yeah! Kocham ten kawałek!” Więc nawet jeśli wiem, że grali coś na żywo z nowego albumu, nie potrafię ci powiedzieć, jak się to nazywało. Ale skoro oni umieszczają to w secie, to w to wierzą. I cieszę się, że Metallica wierzy w to, co robi, rozumiesz co mam na myśli? Bo to znaczy, że czują potrzebę metalu i miejmy nadzieję będą podążali tą drogą, i zrobią mi ładne, małe “Damage, Inc. II” na następnej płycie.”
Zobacz również:
28 komentarzy do “Kerry King o “Death Magnetic””
Dodawanie komentarza










“Zygać mi się chaciało kiedy meta grała po raz milionowy master sandman albo nothing.” A jak Slayer grał poraz milionowy Raining blood, a Megadeth Symphony of destruction? TO dalej “żygałeś”?
ten kraj ma naprawdę chorych mieszkańców, zawsze muszą znaleźć sobie jakieś powody do kłótni. Jak nie o partie polityczne to o zespoły. To jest trash’em, tamto nie jest, tamten perkusista jest bogiem a ten frajerem itp…
Mogliby nawet pisać, że Metallica to pop, czy tam zespół gospel, nie ma to dla mnie znaczenia skoro mi się ich muzyka podoba. Dodatkowo to, że lubię Metę, nie wyklucza tego, że uwielbiam Slayera.
Nie widzę powodu aby pisać komuś, że jeden zespół jest super, a drugi jest do bani, bo się sprzedał- tak jakby jacyś muzycy tego nie zrobili.
Nie wchodzę na strony zespołów, których nie lubię, bo nie mam potrzeby dochodzenia się z ich fanami i niektórym radzę zrobić to samo- dla lepszego samopoczucia tych osób jak i ogółu.
“Zygać mi się chaciało kiedy meta grała po raz milionowy master sandman albo nothing. nasza kilkuosobowa grupka zaczeła buczeć(…)”
“wyszedłem z Sonisphere przed meta(…)”
Jak mogłeś wyjśc przed metą a jednocześnie buczeć kiedy grali ” po raz milionowy” mastera? Rozdwojenie jaźni?
Pierdolicie. Welki h*j a nie wielka czwórka. Wyszedlem z Sonnisphere przed meta bo to obraza dla prawdziwych pionierow thrashowej sceny. Przypomnialy mi sie zdjecia kurdupla ze szminka na ustach i kirka z kolczykiem w nosie jak sie nawzajem lizali. To jest gowno a nie metal. Sorry.
Zreszta kurdupel ostatnio przyznal ze cwiczy “mniej niz zero” na perkusji. Wiec po huj mam patrzec na kogos kto nie jest zainteresowany dobra gra? Pierdole go. Lombardo kopie jego dupe w kazdej sytuacji.
Mam prawo do mojej opinii po tym jak wy tutaj jedziecie po Slayer’ze.
“death the only solution”… fuck yea!!!
Srsly, nie podpisuj sie nazwiskiem kogos, kto nigdy by tak nie powiedzial, bo jesli komus robisz tu kolo dupy swoja postawa, to wlasnie Slayerowi ;]
znawca,ty to jednak zjebany jesteś.weź się człowieku ogarnij i zejdź ze słonka.a najlepiej raz na zawsze opuść tą stronę..żal
Co wy mi pieprzycie tu o Wielkiej Czwórce, zacznijmy od tego, że takie pojęcie muzycznie nigdy nie miało racji bytu -- jest to chwyt marketingowy. Muzyka Anthraxu nijak się ma do pozostałych zespołów, nie wspominam już o tym, że Wąglik działa o poziom niżej od Megadeth i Slayera, a Slayer i Megadeth działają o poziom niżej od Metallici -- mówię teraz o potencjale komercyjnym. Sam Mustaine w jednym ze starych wywiadów użył określenia “big FIVE” i o ile się nie mylę, Anthrax zastąpił Exodusem i dołożył Testament. To było spontaniczne określenie i o ile się nie mylę, wtedy Big Four nie było tak nadużywanym określeniem, o ile w ogóle istniało.
znawca, RTL, MoP i AJFA to nie są płyty z thrashem? No zaraz mnie piorun strzeli. Za chwilę okaże się, że Morbid Angel gra southern rocka.
na RtL jedynie thrashowy jest utwór pierwszy, na mop to disposable heroes i damage, battery nie jest oparty na thrashowym riffie, zatem płyty na ktorych jeden czy 2 kawałki to thrash nie mozna nazwac thrashowymi, zreszta muzycy mety sami to przyznali. Co do Morbid Angel -- czekam na ich nową płytę :)
Z wielkiej czwórki to thrash graja dziś tylko Slayer i czasami Megadeth, reszta zespołami thrashowymi przestała być po wydaniu 1 swojej płyty, trądzik możne po 2. Proponowałbym Kreatora i Testament zamiast Metallicy i Anthraxu.
Te, znawca -- trądzik to Ci może zniknie za parę lat :) ANTHRAX = wąglik.
wiem ze waglik, specjanie tak napisalem
Tylko, że wielka czwórka to zespoły z ameryki, a Kreator jest z Niemiec znawco thrashu ;)
co szkodzi ze z niemiec, dzis KEARTOR ma wiecej wspolnego z thrashem niz metallica
Dobrze powiedziane. Liczy się fakt, że te cztery pieprzone zespoły stanęły RAZEM na JEDNEJ scenie, po pieprzonych 30 latach. Cała Wielka Czwórka jest teraz happy, cały świat jest happy, tylko Polacy muszą jeszcze narzekać i znajdywać jakieś różnice. To takie…typowe. Polskie.
A tak btw to fajna fotka Dave’a, Arai też w sumie całkiem całkiem.
Szczekacze, którzy na koncercie stali jak nieśmiałe nieme słupy (z ewentualnymi przejawami kurażu po wypiciu 1-2 browarów) a później na forach internetowych nagle dostają +100 do odwagi i sypią bluzgami na lewo i prawo, to zjawisko normalne, przynajmniej w PL. Nawet znawca przestał sypać bzdetami na krótko przed Sonisphere, a ostatnio znów się przebudził i na***ierdala swoje -- zresztą jak dla mnie to elementu rozrywkowego w jego (a może Jego ;) wykonaniu nigdy dość ;]
Wprowadźmy trochę ekumenicznego nastroju -- mi podoba się to zdjęcie:
http://userserve-ak.last.fm/serve/_/43633433/Megadeth+RUST+IN+PEACE+20TH+ANNIVERSARY.jpg
z kolei uśmiech pana na tej fotografii pokazuje, że tam chodziło RACZEJ o dobrą zabawę
http://www.flickr.com/photos/9621204@N02/4707857204/
Wiadomo, że każdy lubi co innego, ale pójście na czyjś koncert i wygwizdanie go, bo gra swoje najlepsze kawałki jest conajmniej dziwne. W końcu po 4Jeźdźcach nikt już nie grał, więc kolega mógł iść do domu, jak mu się nie podobało. To taka postawa na nienawidzenie wszystkiego, jaką reprezentuje łysy pan na górze. Mimo to fajnie było usłyszeć Chemical Warfare, War Ensemble i South of Heaven, chociaż spodziewałem się większego wykopu w wersji koncertowych niż na płytach.
No a koncerty “wielkiej czwórki” sa pretekstem do zarobienia większej kasy przed emeryturą, dlatego kerry tak się cieszy z możliwości zrobienia trasy w stanach. Sorry, że mnie poniosło wcześniej :)
Dajcie se siana. Jedni lubią mete, inni szlajera. A to, komu kto skopał tyłki w Warszawie to są tylko gusta i guściki. Już niedobrze mi się robi, jak ktoś co chwila mówi “meta skończyła się na kill’em all” albo, że Slayer gra w kółko to samo. Metallike i Slayera łączy to, że zaszły na szczyt heavymetalowej góry. Postarajcie się szukać tego, co te zespoły łączy. a nie dzieli.
Dobra, kończę kazanie.
Aha i pisze się rzygać mistrzu układania zajebistych setlist i ortografii ;(
Kerry i Slayer skopal tylki Mecie na Sonnisphere. Ktokolwiek twierdzi inaczej powinien sobie sluch przebadac.
Zygac mi sie chcialo kiedy meta po raz milionowy grala master, sandman albo nothing. Nasza kilkuosobowa grupka zaczela buczec i gwizdac ale za duzo owiec bylo obok nas. porazka. Slayer fucken owns!!!
To, że tobie się coś nie podoba to nie znaczy że innym też nie, ja z przyjemnością posłuchałem całego setu mety a na slayerze tylko czekałem na metę.
Araya. To buractwo z Ciebie wylazło podczas koncertu. Takie gwizdanie mówi wszystko o Tobie i Twoich kolegach. Koło mnie też stał koleś co najpierw się darł “slayer”, potem wołał Clifa a przy drugim kawałku wyzwał Roba od “małpy na basie udającej metalowca”. Dobrze, że ludzie pozwolili mu się przecisnąć i sobie poszedł. Widac się zmęczył po Slayerze, pewnie próbował odróżnić zlewające się gitary kinga i hannemana w skórzanych pampersach.
Za to Slayer nie grał milionowy raz Raining, Angel i Dead Skin, mistrzu układania zajebistych setlist.
Slayer gra od 30 lat to samo i jest super tak? ale jak Meta powtórzy kawalek riffu czy konstrukcje utworu to od razu ze gra to samo…ech ludzie..
DM jest wtórna -- riffy skopiowane z poprzednich płyt a szczytem wtórnosci ejst the day that never comes ! Ale plus za U3 -- ciut rozny od I i II. Podsumowując -- wazne ze zaczęli grac metal a nie pop, oczekuje świeżości na anstepnej płycie
Nigdy nie grali popu znawco.
Jeżeli dla ciebie wtórnością jest układ piosenki ( łagodny wstęp, ostry riff….. bla bla ) albo dość podobny riff w piosence to jest mi przykro.
Tylko nie wiem czego w takim wypadku słuchasz panie znawco, bo metallica chyba ma najmniej takich powtórzeń spośród wszystkich metalowych zespołów.
ciekawe czy wypowiadałby sie pozytywnie gdyby nie grali wsplonych koncertow?
Death Magnetic jest dla mnie b.dobra ;) a co do Kerry’ego to Damage Inc. wymiata ! Zgadzam się z nim w 100% ];>!
To może i “My Apocalypse” mu się podoba, tylko tytułu nie zna ;]