23 kwietnia ukaże się specjalne, kolekcjonerskie wydanie magazynu Revolver w całości poświęcone Wielkiej Czwórce Thrashu. W nim m.in. ekkluzywne wywiady z członkami wszystkich zespołów, którzy opowiadają jak z walczenia ze sobą przeszli do walczenia ramie w ramię. Do tego historia amerykańskiego thrashu i historia Clash of the Titans – trasy z 1990 i 91r., kiedy to razem wystąpili Slayer, Megadeth i Anthrax. Ponadto również histore przełomowych dokonań Big 4: albumów Master of Puppets, Reign In Blood, Peace Sells…But Who’s Buying i Among The Living, jak również wywiad z twórcą okładki. Tyle reklamy. Publikowaliśmy już krótki fragment z Dave’a mówiącego o swoim ulubionym kawałku Slayera, dziś czas na nieco większy wywiad z Larsem.
Cały numer można już kupić w internecie tutaj.

– Lars, ile uwagi poświęcałeś Megadeth we wczesnych latach?
Nie pamiętam, żebym sięgnął po ich pierwszą płytę, ale gdy „Peace Sells” wyszło w ’86, po prostu mnie rozwaliło. To mi absolutnie leżało. To dosłownie był od wtedy mój ulubiony album na długi czas. Dave wpadał i grał dużo w San Francisco. A ja zawsze go znajdywałem i piliśmy i sporo ćpaliśmy, i przesiadywaliśmy sobie. W tych latach, w ’84, ’85, ja i on naprawdę dawaliśmy spokój problemom między nami.
Pamiętam jak na trasie „…And Justice For All” graliśmy w Irvine Meadows, a Dave przyszedł i spędzał z nami czas przez parę ostatnich koncertów na trasie „Justice”. To mógł być ’89 i po prostu się kumplowaliśmy. Pamiętam w zasadzie jak, gdy skończyliśmy album „…And Justice For All” w L.A. latem ’88, poszedłem do jakiegoś mieszkania i grałem mu go o 5:00 rano. Siedzieliśmy tam, graliśmy „Blackened” i kilka innych rzeczy starając się nie zasnąć. Ja i Dave mieliśmy coś w rodzaju przyjaźni i czegoś fajnego wtedy i tak przez większość lat ’80.
– Kiedy wydaje ci się, że na nowo wznieciliście swoją przyjaźń?
Chłopie, to było ciągle raz po raz przez całe lata. Graliśmy z nimi kilka występów w ’93 pod koniec cyklu „Black Albumu”, gdy oni grali z nami w Europie, gdy znów byliśmy bardzo blisko przez chwilę. Spotykaliśmy się ponownie w, kurwa, chyba w ’99 w Milton Keynes w Anglii. I myślę, że Dave wpadł i był jakby w trakcie trasy promocyjnej swojej nowej płyty, i przyszedł i pobył na występie, i pamiętam jak grał kawałki z „Risk”. Zawsze spędzaliśmy czas, gdy byliśmy w tym samym mieście.
Okres, w którym zrobiło się najchłodniej, kiedy zaistniał wyraźny zastój w komunikacji, miał miejsce po wydaniu „Some Kind of Monster” i całej tej sprawie z tą sceną tam, do której nie musimy wracać. To trwało przez około cztery czy pięć lat, lub coś w tym stylu.
Ale poza tym przez lata ’90 widywaliśmy się nawzajem tu i tam. Spędzaliśmy czas. Wszystko było w porządku. Istniały po prostu dwie równoległe trajektorie. Była ta cała wielka sprawa [na linii]Metallica – Megadeth w prasie i byli zakumplowani Lars i Dave, robiący jakby swoje na boku, co momentami było trochę dziwne. Myślało się, „Zaraz, zaraz, ja nie powinienem lubić tego gościa, bo tak w tym tygodniu piszą w Kerrang!” To było trochę pokręcone.
– Naturalnie rzeczy mają się teraz lepiej i lepiej. Jednym z najbardziej wzruszających momentów na bonusowym dokumencie na dvd „Big 4” jest ten, w którym mówisz Dave’owi, jak bardzo twój syn kocha jego zespół.
Myles, mój najstarszy syn, jest wielkim fanem Megadeth. I przez jakiś czas parę lat temu, w drodze do szkoły, przechodziliśmy przez te fazy, czy to Rage Against The Machine, czy System of a Down. A potem była faza, w której słuchaliśmy mnóstwo Megadeth. I jego ulubionym utworem był „Hook In Mouth”. Więc był taki okres przez chwilę, już ze trzy czy cztery lata temu, gdy w zasadzie wstawałem rano i przygotowywałem dzieciaki do szkoły, i wsiadałem do auta o 7:40 nad ranem i nawalałem „Hook In Mouth” przez [całą] poranną drogę do szkoły. [śmiech] Nieco jakby inny klimat niż 15 lat wcześniej.
O wspólnym graniu Am I Evil? w Sofii na Sonisphere 2010 i rzekomej konkurencji między zespołami:
Był taki czas oczywiście, kiedy każdemu z nas udzielało się nastawienie rywalizacji, ale naprawdę nie czuję tego więcej. Nie ważne jak bardzo wszyscy będą to przepychać w prasie, albo jak wielu ludzi tego nie kupuje, mogę powiedzieć ci z ręką na sercu, że nie ma żadnego konkurowania. To już nie banda 27-latków próbujących sprawdzić, kto ma większego fiuta. Anthrax, Megadeth, Slayer, Metallica – wszyscy mamy jakby swoją własną, małą niszę, swóje własne, wyjątkowe miejsce. Więc nie jest tak, że 'Kto jest w tym i tym lepszy?’ Bo pod koniec dnia wszyscy robimy swoje. A jeśli chodzi o perkusję, Dave Lombardo mógłby skopać dupy reszcie z nas jednym skinieniem swojego małego palca. Nie ma więc konkurowania. To jest to, co mogę powiedzieć, że stanowi teraz największą różnicę.
Jeżeli ktoś powiedziałby 15 lat temu, „Spróbujmy i zróbmy to”, ludzie pewnie by usiedli i narzekali na to i tamto. Ale teraz, cała nasza czwórka robi swoje i możemy świętować fakt, że wszyscy są wyjątkowi i indywidualni. I może trzeba było wszystkim przejść przez to, co wszyscy przeszliśmy, żeby dojść do tego punktu. Nie wiem, czy byłoby to możliwe 20 lat temu.
– Lars, jak to dla ciebie było znów grać z Mustainem?
Było wspaniale. Słuchaj, zawsze go podziwiałem. Jeste niesamowicie uzdolnionym muzykiem. Granie z nim nie było niezręczne. To był jeden z tych momentów, które chcesz spowolnić. Było fajnie widzieć to znów, gdy patrzyłem na DVD. [Wyraźnie] Można było powiedzieć, że po prostu była dobra atmosfera. I mam nadzieję, że ludzie jakby odczuli to na własnej skórze.