Kolejny wywiad z specjalnego, letniego wydania magazynu The Rolling Stones. Po ciekawych rozmowach z Jamesem i Kirkiem pora na perkusistę i głównego stratega Metalliki. Lars opowiada, dlaczego Black Album grają od tyłu, dlaczego 20 lat postawili na prostsze kompozycje, jak idą prace nad nową płytą i czym Metallica różni się od RHCP. Do tego więcej szczegółów o festiwalu Orion i filmie 3D / IMAX. Tłumaczenie wewnątrz.
– Czyim pomysłem było granie Black Albumu w odwrotnej kolejności?
Jeśli ci się podoba, to w takim razie był mój pomysł. Jeśli nie, to był pomysł Jamesa [uśmiecha się]. Z lepszym czy gorszym skutkiem to ja jestem gościem od setlist. Wszystko można zmienić jeśli nie będzie się sprawdzać. Zwyciężył pomysł rozpoczynania mniej znanymi kawałkami i kończenia na „Sad but True” i „Enter Sandman”. Kończy się na hiciorze, czyli na pierwszym kawałku.
– Odejście na tym albumie od speed metalu na rzecz krótszych, prostszych utworów nadało ton dalszej karierze Metalliki – chęć eksperymentowania wciąż wprawiająca w zakłopotanie nawet osoby, które was lubią.
Mocno wierzę, że wszystkie płyty tworzą większą całość. Prostsze granie było już widoczne na wcześniejszych nagraniach, jak „Harvester of Sorrow” czy „Ride the Lightning”. Poszliśmy w tym kierunku, bo nie było innych opcji. Co można zrobić po „Dyers Eve”? Nie da się grać szybciej. Nie da się osiągnąć większego gniewu niż James wrzeszczący na rodziców. Dla nas to był koniec lat 80.
Latem 1990 graliśmy w Toronto z Aerosmith, dokładnie w czasie, gdy zaczynaliśmy pisać muzykę na Czarny Album. Pamiętam jak siedziałem tam z [managerem]Cliffem Burnsteinem. Powiedział coś takiego: „Misfits mieli na was olbrzymi wpływ – 'Last Caress’ trwa półtorej minuty. 'Jumpin’ Jack Flash’ [Rolling Stonesów] to cześć was. Nie pokazaliście się jeszcze od tej strony”.
Pojechałem prosto do San Francisco, a na kasecie od Kirka był pewien riff [mruczy melodię z „Enter Sandman”]. Cały utwór to ten riff. „Enter Sandman” określiło resztę, która pojawiła się w ciągu następnych dwóch miesięcy.
– Jak mocno granie tej płyty wpłynie na wasz następny album?
Od miesiąca siedzę w tych kawałkach, słucham ich podczas jazdy, powtarzam je przed graniem: „Dlaczego zagraliśmy tam tonację wyżej? Dlaczego powtórzyliśmy to cztery razy zamiast dwóch?” Dziś znów się nad tym zastanawiałem. W „Sad but True” jest taki moment w środku, przechodzi w solówkę, a potem krótka przerwa przed trzecią zwrotką.
Ciągle zadawałem sobie pytanie: „Dlaczego tak to zrobiliśmy? Może powinniśmy to pożyczyć?” Jeśli nie można okradać samego siebie, to jaki w tym sens? Ciekawe, z czym wrócimy do pisania muzyki jesienią mając za sobą granie tego albumu w różnych krajach.
– Macie wiele projektów opóźniających tworzenie nowej muzyki.
Nie chcę, byśmy byli zespołem, który tylko nagrywa, koncertuje, nagrywa, koncertuje. Do śmierci będę powtarzał: „Kto nie chciałby nagrywać z Lou Reedem?” To są przygody, niezbadane obszary, miejsca, w których robisz coś więcej, niż odtwarzasz schematy. Chcę odejść od podejścia, że jedynym sensem istnienia zespołu jest nagrywanie kolejnych płyt.
– Nie macie już podziału na lata pracy i odpoczynku. Cały czas praca.
Mam negatywne nastawienie do słowa „praca”. Przyjeżdżanie do HQ, granie muzyki i wysiłek – to zabawa. Za bardzo to kochamy. Przetrwaliśmy różne pułapki, wariactwa które widzisz w Some Kind of Monster. Zdaje się, że wszystko odnalazło swój rytm. To nie jest tak, jak u Red Hot Chili Peppers. Nagrywają płytę, jadą w trasę, później znikają na trzy-cztery lata. To nie dla nas.
– Za co odpowiadasz w przypadku festiwalu Orion?
Wymyśliłem nazwę [śmiech]. Świetnie, że wystąpią Arctic Monkeys. Uważam ich za heavy metalowy zespół w przebraniu indie. Jeśli posłuchasz kawałka „Perhaps Vampires Is a Bit Strong But…”, tam prawie słychać Rush. Avenged Sevenfold są mi bliscy. Nie byli pewni, czy zagrają, bo planowali wolne na wakacje. Zadzwoniłem do jednego z nich i powiedziałem, że byłoby to dla nas ważne. The Black Angels są fajni. Polecił mi ich kumpel. Posłuchałem i powiedziałem: „Wow, the Doors 2011 roku.”
– Czy były zespoły, za które wasi fani mogliby was zabić?
Nie chodzi o zespoły. Bardziej rozbija się o to, czy taki festiwal może odbyć się z punktu widzenia fanów. Jeśli my to robimy, to nadajemy temu naszą markę. Musimy bardziej się postarać. Jeśli Radiohead zrobi taki festiwal, to jest fajnie. Jeśli my, to już nie.
Dziwi mnie, że ludzie dziwią się, że robimy coś takiego. To leży w naszym DNA.
– Film 3D to dziwny skok, nawet jak na was. Są tam elementy filmu dokumentalnego, fikcji i koncertu z tą dziwną sceną.
Temat krąży od jakichś dwóch lat. Pora wcielić go w życie, wyrzucić z naszych głów prosto na ekran. Jeśli się uda, to wywoła sensację. To nie jest oglądanie Metalliki na żywo. To bycie z Metalliką na scenie. W kinie IMAX, z Jamesem Hetfieldem wysokim na 12 metrów, smarkającym i plującym na ciebie. 2000 decybeli. Jeśli nawet na zewnątrz byłoby trzęsienie ziemi, to nie zauważyłbyś.
Nie może to jednak trwać 100 minut, bo straci swój czar. Jest więc tam druga strona – mniejsza i bardziej intymna, opowieść mająca miejsce równolegle do koncertu. Nasuwa się pytanie, jak obie się łączą. Musisz odciąć się od koncertu, by ci się podobał.
– Nawet na koncercie Metalliki trzeba zrobić przerwę na piwo czy siku.
To zaczęło się jeszcze w latach 90., gdy zaczęto kręcić filmy IMAX. Rozmawialiśmy z ludźmi od tego. To były jeszcze czasy, gdy kamery IMAX miały wielkość domu, można było nakręcić naraz tylko 12 minut filmu. Trzeba było zrobić przerwę na zmianę taśmy. Umowa została podpisana po dwóch wydarzeniach: obejrzeniu Mission: Impossible – Ghost Protocol w IMAX i transmisji koncertu Big 4 z Bułgarii do kin w 2010 roku.
– Jak patrzysz na przyszłość w dłuższej perspektywie? Dopiero świętowaliście 30. urodziny. Kolejne 30 byłoby optymistyczne.
Wciąż nie sądzę, że rzuciliśmy sobie wystarczające wyzwanie. Ciągle rozmawiamy o „następnym albumie”. Możemy zrobić co tylko chcemy z naszą muzyką. „Schowaliśmy nową płytę Metalliki w każdym kodzie pocztowym Ameryki. Szukajcie!” Istnieją same możliwości.
Nie wspominaj tylko słowa „praca”. Poranna pobudka, szykowanie mojej trójki dzieciaków do szkoły – to jest praca. Gdy tu przychodzę, zaczyna się zabawa.

