Lars Ulrich: o fanach, festiwalach, planach na 2011r. (!), filmie, trzymaniu formy, Napsterze i in.
Lars “na pożegnanie” udzielił ciekawego wywiadu dla oficjalnej strony Sonisphere, podobnie jak to nieco wcześniej zrobił Rob mówiąc m.in. o pracy nad nowym albumem. Szczerze polecamy lekturę z uwagi na fajne niuanse, jak np. potwierdzenie chęci zagrania w ramach Wielkiej Czwórki w innych częściach świata, czy powrocie do odwiedzonych w tym roku krajów.

Metallica przeszła długą drogę od jej czasów w podziemnym thrashu w latach ’80. Jak udało się wam stać się megagwiazdami?
Metallica zawsze trzymała się obranego kursu i grała taką muzykę, jaka nas nakręcała i gdy tak nakręcała nas, wyglądało na to, że i my nakręcaliśmy też innych. Przez lata liczby po prostu jednostajnie rosły, sprzedawaliśmy więcej i więcej płyt, trafialiśmy do coraz więcej i więcej ludzi, a [więc] teraz gramy na większych obiektach.
Ale w sercu to nadal czterech gości, którzy dobrze się bawią, grają muzykę i dzielą ją z ludźmi, którzy spuszczają się nad nią równie mocno, co my. Czy [gramy] to [dla] 100 osób, czy 100,000, to [nadal mamy] mniej więcej to samo nastawienie. Raz na jakiś czas cofamy się w przeszłość i gramy w naprawdę małych miejscach. Graliśmy kilka lat temu na festiwalu w Stanach zwanym Bonaroo i noc przedtem zagraliśmy w piwnicy sklepu z płytami dla jakichś 150 osób, więc nadal robimy tego rodzaju rzeczy.
Jak wasi fani zmienili się przez lata?
Tłumy i fani wydają się stawać coraz młodsze i młodsze. W niektórych krajach patrzysz w dół na pierwszy rząd i widzisz 10-letnie dzieciaki i 12-letnie dzieciaki, które nigdy wcześniej nie widziały Metalliki. Wygląda na to, że doszło nam zupełnie nowe pokolenie.
Może to nasze pokolenie, które przyprowadza swoje dzieci, ale jest [ostatnio modna] taka teoria, że wielu młodych bardzo inspiruje się latami ’80, podczas gdy wiele rzeczy, które pojawiły się w latach ’90 jak grunge, rap-rock itd. chyba nie spotkało się z najlepszym [na dłuższą metę] odbiorem tej młodszej generacji. Wydaje się, że wiele cięższych kapel z lat ’80, a nawet ’70 jak Black Sabbath, Deep Purple, Led Zeppelin wywarły inny [większy] wpływ na wielu młodych ludzi. Oczywiście to świetnie być częścią tego i to prawdziwy zaszczyt mieć taki wpływ na dzieciaki, które dopiero stają na własne nogi.
Wasz basista, Rob, ciągle eksperymentuje z nowymi technikami. Nad jakimi nowymi technikami pracujecie?
Czy jest jakaś liczba mniejsza od zera? Nie, myślę że teraz najważniejszą rzeczą jest nie dostać ataku serca na scenie. To nasz nowy cel. Mam 46 lat i najważniejsze, co robię to staram się pozostać w zdrowiu. Dobrze się odżywiam, trenuję, biegam i próbuję utrzymać się w jak najlepszej kondycji się da.
Nie budzę się i nie zaczynam grać na perce. Bardziej interesują mnie utwory i ich pisanie, i uwielbiam zajmować się nagrywaniem i stroną produkcyjną. Zdecydowanie robię to, co muszę, by zachować jakąś tam umiejętność grania na perkusji, ale głównie chodzi o zdrowy tryb życia, dbanie o siebie, a potem po prostu wyczekiwanie, aż James Hetfield mnie zainspiruje.
Jak doszło do zaangażowania Metalliki w Sonisphere?
Jest kilka świetnych festiwali w Zachodniej Europie: Roskide w Danii, Werchter w Belgii, Glastonbury w Anglii i Pinkpop w Holandii. Po prostu poczuliśmy, że znalazłoby się miejsce dla heavymetalowej wersji tego typu festiwali, na które wszyscy mogą przyjść i zobaczyć całe mnóstwo różnych zespołów, może nawet w ciągu kilku dni, gdzie ludzie mają szansę rozbić obóz i zaznać przeżyć niekoniecznie ograniczonych tylko do muzyki.
Więc gdy Stuart i John przyszli do nas parę lat temu i zapytali, czy zechcielibyśmy być częścią tego wszystkiego, odpowiedzieliśmy, że tak. Zawsze gdy Metallica ma okazję być częścią czegoś, co jest wyjątkowe i niezwykłe i nieco inne, zawsze fajnie jest tego spróbować.
Jak porównałbyś Sonisphere do innych festiwali, na których graliście?
Cóż, rzecz jasna [Sonisphere] skłania się ku ostrzejszym kapelom, czy cięższym kapelom. Jest po prostu młode. To młody festiwal, który dopiero dorasta i jakby się zakorzenia. Gdy grasz na festiwalu jak np. Roskide w Danii, który istnieje Bóg wie ile, 30 czy 40 lat, lub coś w tym stylu, to [czujesz, że to] wyrobiona marka. Wiele z tych festiwali wyprzedaje wszystkie bilety zanim jakikolwiek zespół zostanie ogłoszony.
W Sonisphere wciąż rozchodzi się o to, kto zagra i nie ma jeszcze takiej pozycji. Ale wszystko dopiero przed nim i miejmy nadzieję za 5, czy 10 lat od dziś będzie równie ugruntowaną marką, co Werchter, Glastonbury, lub Pinkpop. Co jest super [w Sonisphere] to to, że chodzi w nim tylko o ciężkie kapele. Co jest fajne w innych festiwalach to to, że miesza się zespoły. Więc dostajesz Metallikę i Black-Eyed Peas grających tego samego dnia, co jest na swój sposób zabawne.
Jakieś podejrzenia co do tego, gdzie będziecie grali z Sonisphere w przyszłym roku?
Na ten moment nadal zbyt wcześnie mówić, ale zagraliśmy nieco wspaniałych Sonisphere w zeszłym roku, w 2009. Zagraliśmy na kilku różnych w 2010 i myślę, że 2011 rok zabierze nas z powrotem do kilku tych samych krajów i prawdopodobnie do kilku nowych [a więc trasa z wielkim show po 10 największych miastach świata to nie jedyna rzecz, jaką Metallica planuje na przyszły rok, ale - najwyraźniej - tylko jedna między innymi i koncertów może być więcej - red.]. To była świetna zabawa móc zagrać z Megadeth i Slayerem i Anthraxem, i sądzę, że chcemy to zrobić w różnych częściach świata.
Pojawiłeś się wcześniej w The Simpsons i South Park, ale dopiero co po raz pierwszy pojawiłeś się w filmie nieanimowanym, Get Him tothe Greek. Jak do tego doszło?
Dostałem telefon od managera, który powiedział, że ludzie którzy zrobili Forgetting Sarah Marshall [Chłopaki Też Płaczą] robili nowy film z niektórymi z tamtej ekipy i zapytali, czy byłbym zainteresowany zagraniem samego siebie. Forgetting Sarah Marshall to w zasadzie jeden z moich ulubionych filmów kilku ostatnich lat. Uważam go za bardzo dobrze napisany, bardzo dobrze wyreżyserowany, a zaangażowany w niego skład to sami świetni ludzie, więc pomyślałem, że byłoby ciekawie być częścią tego.
Więc poleciałem do LA i robiłem, co mi kazali przez dwa dni. Zawsze fajnie jest zajechać do innych stron i nieznanych światów. Świat Metalliki i świat muzyki znamy już tak dobrze i kontrolujemy wszystkie jego elementy. Na plan filmowy wchodzisz, musisz robić, co ci każą i robić to z uśmiechem, i po prostu płynąć z prądem. Miło jest zrzec się kontroli i po prostu jechać na tylnym siedzeniu.
Ostatnie pytanie, internet posunął się do przodu bardzo mocno od czasu twojego starcia z Napsterem 10 lat temu. Czy mądrzejszy o ten czas zachowałbyś się inaczej?
Przebudziłbym się z tego koszmaru szybciej. Gdybyśmy jeszcze w jakimś stopniu zostali onieśmieleni tym, jak bardzo ludzie byli ówcześnie zafascynowani fenomenem internetu i gdybyśmy dali się tym jakby zaślepić, ale nie – twardo obstawaliśmy przy swoich zasadach i dziś wielu ludzi klepie nas po plecach mówiąc, jak dużo mieliśmy racji. Gdzie byliście 10 lat temu? Byliśmy z tym wszystkim sami, to chcę powiedzieć.
Ale to ok, czasem wygrywasz, czasem przegrywasz. Nie żałuję niczego. Z pewnością był to niezręczny okres, ponieważ zawsze byliśmy tymi dobrymi i nagle pojawili się ludzie, którzy uważali, że wcale nie jesteśmy dobrzy, i [tym samym] znaleźliśmy się w niecodziennej dla siebie sytuacji.
Zobacz również:
17 komentarzy do “Lars Ulrich: o fanach, festiwalach, planach na 2011r. (!), filmie, trzymaniu formy, Napsterze i in.”
Dodawanie komentarza









@urlich
No cóż z matmą to chyba u ciebie nie bardzo, bo jakby nie patrzeć 4 nie chce sie równać 3, no chyba, że twój angielski szwankuje, więc tłumaczę, że big four, to ni mniej ni więcej niż wielka czwórka. Do tego twoja wypowiedź jest o tyle dziwna, że bardzo wile osób, o ile nie większość (w tym i ja), uznała koncert Anthrax, jako niebo lepszy od występu Megadeth i nie żebym tych drugich nie lubił, ale po tym co widziałem, stwierdzam, że nie jest to zespół koncertowy. Swoją drogą w przyszłym roku chcę Sonisphere, ale z Maidenami w roli głównej:).
Koncert Big Four za rok, bardzo chętnie. Ale bez Anthraxa, oni już nie istnieją. Slayer, Meta, Megadeth, to by było kurwa coś!
Hehe, po kilku miesiącach to sobie możesz zagrać NEM
Kupuję sobie elektryka :) Mam nadzieję ze w ciagu kilku miesiecy uda mi się zagrać “Angel of Death”
Fear the night- wiesz, fajny riff nie znaczy szybki riff. Np. dziś rano wpadł mi do głowy na megaprosty, ale chwytliwy riff oparty na najprostszej na świecie pentatonice a-moll. W podobnych klimatach co riff z Wasting My hate. I chodził mi tak przez cały dzień po głowie.
@dzolka
-Z kogo się robi gwiazdor? z Larsa? Uch, ale przecież chłopak najgorsze ma już za sobą: biała skórzana kurtka to czasy czarnego albumu, a po 2001-02im roku Lars spokorniał; wciąż mu trochę z lat gwiazdorskich zostało, ale przecież człowiek formata sobie nie zrobi :P
Reikynn, ja rano mam tak sztywne i nieruchliwe palce, że o graniu szybkich riffów mogę zapomnieć przynajmniej przez godzinę po przebudzeniu. ;) Więc rano co najwyżej chwycę za klasyka
Niski nie jest,ale za to garbi sie “koncertowo”…
A ja jak wstaję to owszem, chwytam za wiosełko. Rano mam świeży mózg, nieskażony muzyką, więc zawsze przyjdzie mi pomysł na jakiś fajny riff. Larsa rozumiem, w tym wieku nie trzeba od rana do nocy naparzać w bębny. Zresztą sam przyznaje, że James go najbardziej inspiruje.
to wy sie wysypiacie ? ja jak wstaje to jestem jak jakiś słabowity zombiak, musze mieć tak godzinkę aż mózg i wszystkie palce zaczną działać.
wpieprza cie to? dziwne okreslenie.. jak do tej pory znam takie jak: wkurza, wkurwia, denerwuje, irytuje itd., ale wpieprza to pierwszy raz słysze
wpieprza mnie to że robi sie z niego “gwiazda”
Po co mu to ?
znawca, sądzę, że Lars chciał powiedzieć, że po 30 latach grania osiągnął już poziom, na którym nie musi katować garów 5 h na dobę, by być w formie. Skoro nadal lubi pisać, ja nie widzę żadnego problemu -- instrument to tylko narzędzie. Poza tym sądzę, że żaden perkusista nie budzi się i nie zaczyna od razu nawalać w perkusję, bo to dość wyczerpujące fizyczne -- ja jeszcze czasami pobrzdąkam w łóżku rano na gitarze, ale wstawać do perkusji? Niee, gdybym był perkusistą, w życiu. ;)
Przynajmniej jest szczery.
“Nie budzę się i nie zaczynam grać na perce. Bardziej interesują mnie utwory i ich pisanie, i uwielbiam zajmować się nagrywaniem i stroną produkcyjną. Zdecydowanie robią to, co muszę, by zachować jakąś tam umiejętność grania na perkusji, ale głównie chodzi o zdrowy tryb życia, dbanie o siebie, a potem po prostu wyczekiwanie, aż James Hetfield mnie zainspiruje.”
I wszystko jasne, Larsa nie interesuje już gra na perkusji. W sumie ni zdziwiłbym się gdyby za kilka lat wystapił jako juroor w “tańcu z gwiazdami” albo w takim cyrku jak “rodzina osbournów”. Gwiazdorzy chłopak i tyle.
Lars ma 170 wzrostu.
Lars jest naprawdę taki niski, czy ta facetka pożyczyła szpile od Dody?