Brytyjski magazyn Metal Hammer przygotował specjalne wydanie z okazji 30. urodzin Metalliki we współpracy z So What!, oficjalnym kwartalnikiem publikowanym przez MetClub. Dzięki uprzejmości naszego czytelnika Adama ten wyjątkowy numer trafił w nasze ręce właśnie po to, by rozmowy z muzykami Metalliki przetłumaczyć dla Was. Zapraszamy na obszerną i interesującą rozmowę z Larsem Ulrichem skupioną na temacie XXX-lecia zespołu. Specjalne podziękowania dla Bartka Zająca za przetłumaczenie całego wywiadu!

Jaan Uhelszki: Dlaczego zdecydowaliście się na świętowanie 30. urodzin Metalliki?
Lars Ulrich: Około rok temu udzielałem wielu wywiadów i jedno pytanie przewijało się w większości z nich. To pytanie brzmiało: „Jakie macie plany na 30. rocznicę powstania zespołu? Jakie wyjątkowe rzeczy planujecie zrobić? Musieliście już coś zaplanować.”. Ja tylko tam siedziałem powtarzając: „Nie, naprawdę nic nie planowaliśmy. Nie jesteśmy typem kolesi świętujących wielkie rocznice i nie planujemy wielu rzeczy z tej okazji.” Kiedy usłyszałem siebie mówiącego ludziom w kółko to samo, zacząłem się przekonywać do tego pomysłu. W pewnym momencie myśl zrobienia czegoś [z okazji 30-lecia]zaczynała dla mnie nabierać sensu. Zawsze dobrze się bawiliśmy mając szansę zrobienia czegoś, co jest blisko fanów. Daliśmy cztery koncerty w Fillmore, kiedy wyszedł St.Anger, prawie 10 lat temu. To zawsze świetna sprawa zrobić coś w San Francisco i zawsze świetnie jest zrobić coś wyjątkowego tylko dla członków fanklubu.
Tak naprawdę nie zaczęliśmy działać [w sprawie świętowania 30. rocznicy]dopóki nie daliśmy koncertu w ramach Big 4 w Indio. Wiedziałem, że nadchodzi koncert Big 4 i chciałem być jak najlepiej gotowy fizycznie, więc zrobiłem coś, czego nie pamiętam, kiedy ostatnio robiłem – i nie mów tego nikomu – ale zacząłem ćwiczyć grę na perkusji, żeby się przygotować i nie mieć pęcherzy oraz żeby utrzymać moje obolałe ciało w najlepszej możliwej formie. W lutym zeszłego roku poszedłem do najmniej używanego w moim domu pomieszczenia – które jest moim studio – przebiłem się przez pajęczyny, podłączyłem iPoda, włożyłem słuchawki i grałem wraz z muzyką. Siadałem i grałem z dużą trudnością – nie byłem w stanie po prostu złapać żadnego z tych kawałków. A potem w pewnej chwili chciałem mieć więcej pewności w graniu kilku piosenek Metalliki, mając nadzieję, że mogę zagrać do swoich własnych kawałków jeszcze lepiej. Tak więc zamiast grać do kawałków takich jak „Creeping Death”, „For Whom The Bell Tolls” czy „Enter Sandman” zacząłem grać do takich jak „Carpe Diem Baby” i do wszystkich utworów z Reload oraz do wszystkich zapomnianych piosenek.
Kiedy zaczęliśmy próby przed koncertem Big 4 w Indio zaczęliśmy grać tamte piosenki, aby wyszły jak najlepiej. Powiedziałem: „wiecie co powinniśmy zrobić pewnego dnia chłopaki? Powinniśmy usiąść i zagrać kilka specjalnych koncertów, na których zagralibyśmy „Carpe Diem Baby” oraz inne niegrane wcześniej numery i te grane niezwykle rzadko.”. Każdy się z tym zgodził. Pamiętam, że szybko zaczęliśmy jamowanie „Carpe Diem Baby” i utworu Black Sabbath „Sabbra Cadabra”, który znalazł się na Garage, Inc. Z wielu granych wtedy utworów czerpałem radość przed koncertem w Indio. To był ten pomysł pojawiający się podczas udzielania wywiadów przed koncertem Big 4, gdzie wszyscy pytali się nas, co robimy z okazji 30-lecia zespołu. Wszystkie pojedyncze pomysły zaczęły łączyć się w mojej głowie w maju. Usiedliśmy z chłopakami w sali prób i powiedziałem: „Co powiecie na zrobienie czegoś z okazji 30-lecia zespołu? Lokalny show tylko dla członków fanklubu z mnóstwem różnorodnej muzyki?”. Wszyscy zgodzili się z tym pomysłem zanim jeszcze zdążyłem dokończyć pytanie.
Jaan Uhelszki: Było wiele elementów na tych czterech koncertach: goście, rzadko wykonywane kompozycje, pojawienie się ludzi z przeszłości Metalliki jak Bob Rock, Jason Newsted czy Dave Mustaine. Która z tych rzeczy była dla Ciebie najważniejsza?
Lars Ulrich: Nie ma jednego z tych zdarzeń, które ma pierwszeństwo ponad innymi. To nie jest rzecz w rodzaju, że to było fajne, a to nie. Myślę o tych koncertach jako o jednym gigantycznym przedsięwzięciu, totalne pranie mózgu. Potem patrząc z innej strony możesz powiedzieć tylko: „Czy to się wydarzyło naprawdę?”. To było prawdopodobnie najbardziej intensywne przedsięwzięcie, jakie kiedykolwiek podjęliśmy. I zrobiliśmy to w zaledwie kilka miesięcy. Rozmawialiśmy już ze 100 razy i znasz tę kapelę [Metallikę] lepiej niż inni, i wiesz, że jesteśmy dumni ze sposobu, w jaki ją prowadzimy. Musi być pokój dla impulsywnych energii i decyzji oraz pragnienia żeby iść gdziekolwiek gdzie cię poniesie. Więc ta bestia (zapewne Larsowi chodzi o koncerty w Fillmore) była efektem wielu abstrakcyjnych pomysłów wykluwających się przez wiele miesięcy.
httpvh://www.youtube.com/watch?v=ku_ILp6vvMw
Jaan Uhelszki: Jakiekolwiek reguły, kiedy przyszło do grania utworów?
Lars Ulrich: Porzuciliśmy przekonanie o graniu innego utworu niż „Seek And Destroy” więcej niż raz, ale myślę, ze nikt z nas nie zdawał sobie sprawy jak wielkie to wyzwanie dopóki nie przyszedł czas, aby to zrobić. Do pierwszego koncertu [w Fillmore]mieliśmy wiele miesięcy czasu na przygotowanie. Do drugiego tylko jeden dzień. Do trzeciego również jeden dzień. Do czwartego koncertu w ogóle się nie przygotowaliśmy, ponieważ nie było dnia przerwy pomiędzy trzecim a czwartym koncertem. Przy okazji, czwarty koncert odbył się niezwykle szybko po zakończeniu trzeciego i po ośmiu godzinach, od kiedy zeszliśmy z tej pieprzonej sceny znów na niej staliśmy, starając się przepełznąć przez te 20 piosenek, które mieliśmy zagrać. To była totalna porażka. Kiedy myślę o tym całym doświadczeniu nie myślę tylko o tym co zobaczyli fani. Nie myślę tylko o czterech koncertach. Myślę o miesiącach planowania tego przedsięwzięcia i używam słowa ‘planować’ bardzo luźno. W końcu tydzień nauki „Carpe Diem Baby”, który był tygodniem przed graniem koncertów, później tydzień prób i granie koncertów w Fillmore – to wszystko jest prawie niemożliwe do podzielenia. Myślę, że nie grałem więcej w moim życiu na perkusji niż w tamtym tygodniu. Grałem dwie i pół godziny każdego koncertu oraz dodatkowo około czterech do sześciu godzin każdego dnia tamtego tygodnia. To było nienormalne, że to przetrwaliśmy. Potem mieliśmy kilka dni na dojście do siebie i zanalizowanie wszystkiego, co się stało. Więc kiedy wracam myślami do koncertów „czy myślę bardziej o nas czterech czy ze wszystkimi gośćmi jako atrakcjami?” myślę o całości tego przedsięwzięcia. Nie oddzielam żadnego z tych doświadczeń.
Powiedziałbym, że jeśli jest jeden moment, którego użyję jako przenośni dla tej całej sprawy, to poznałem nowego przyjaciela tego tygodnia, który nazywa się Jason Baldwin. Był on jednym z „Trójki z zachodniego Memphis”, którzy spędzili 18 lat w więzieniu w Arkansas za morderstwo, którego nie popełnili. Sprawę tę dobrze udokumentowali nasi przyjaciele Joe Berlinger i Bruce Sinovsky [reżyserzy „Some Kind Of Monster”] w filmach „Utracony Raj”. Kiedy Jason opuścił więzienie w sierpniu, nawiązałem z nim znajomość poprzez Joe Berlingera. Przyszedł na środowy, piątkowy i sobotni koncert razem ze swoją dziewczyną. Widzenie jego uśmiechu i czucie jego obecności na sali oraz jego godność i łatwość w powracaniu do prawdziwego świata po 18 latach izolacji w więzieniu było szczytowym momentem. Przypuszczałem, że nikt na sali nie jest tak doświadczony przez życie jak on, ale jego odwaga, godność, jego podekscytowanie i jego nieziemski dreszcz emocji bycia w tym pomieszczeniu podsumował ten cały tydzień dla mnie, ponieważ mogłem widzieć go każdy dzień, rozmawiać z nim i czuć jego pozytywne wibracje. Razem z 1200 ludźmi każdej nocy. On był metaforą dla tego całego tygodnia.
Jaan Uhelszki: Przezwyciężasz więzienie własnej przeszłości?
Lars Ulrich: Nie mam wystarczająco dużo dystansu aby odpowiedzieć na to pytanie, ale coś w tym może być. Całe to doświadczenie nie było tylko radosne, ale również w pewnym sensie wyzwalające. Podkreśla wolność, jaką mamy w tym zespole, co jest częścią sukcesu. Co jest najcenniejszą rzeczą w kwestii sukcesu: wolność aby nie czuć, że zawsze musimy zrobić coś szczególnego, coś specyficznego. To jest wolność do podjęcia tego rodzaju projektów oraz radość płynąca z tej wolności poprzez uczucie, że nie jesteśmy niczym ograniczeni. Więc nie staramy się rzucać zbytnio w kwestii przewidywania, po prostu pozwalamy rzeczom, które maja się dziać dopasować się do tego, co ma być. To było przesadzone 10000 razy w kwestii koncertów z okazji 30-lecia.
Jaan Uhelszki: Jak to naprawdę było pracować bez siatki bezpieczeństwa?
Lars Ulrich: Nie było z pewnością bezpiecznej sieci i kiedy tydzień postępował i coraz mniej snu łączyło się z wieloma utworami, których nigdy wcześniej nie graliśmy, do tego jeszcze przyszedł Geezer [Butler], Ozzy [Osbourne], Gary Rossington, Glenn Danzig i Dave Mustaine. Z tym wszystkim na raz pomyśleliśmy po prostu „o mój Boże!”. Nigdy nie zapomnę obecności Dave’a tam na koncertach. To jest przykładem duszy tego całego przedsięwzięcia. Oczywiście serdecznie kocham Dave’a, ponieważ w ostatnich latach mieliśmy dobre, ożywione relacje, ale zaczął do mnie bardzo wcześnie pisać żeby dowiedzieć się co ma z nami zagrać. Porozumiewaliśmy się bezpośrednio-nie gadamy przez menedżerów-więc on [Dave] dosyć szybko napisał: „jakie utwory zagramy?” „Nie wiem” odpisałem. „Coś z Kill ‘em All”. Tydzień później odpisał: „Muszę wiedzieć, ponieważ muszę zacząć grać te kawałki”. Odpisałem: „Prawdopodobnie ten kawałek, ten też. Jest ich z sześć czy osiem.”. Minął kolejny tydzień. On odpisał: „Możemy zawężyć grono utworów do tych, które w końcu zagramy?”.
Teraz nadchodzi tydzień przed [koncertami]i on pisze coraz częściej. A Dave grał z nami ostatniego dnia. Ja nie widzę żadnego ostatniego dnia. Nie widzę nawet drugiego dnia. Jedno, co wiem, to że cokolwiek się wydarzy drugiego dnia to będzie dobrze. Ale nie widzę tego, bo pierwszy dzień to blokuje. A drugi dzień blokuje trzeci, a cały tydzień blokuje czwarty koncert. Ale wiem, że wszystko będzie dobrze, bo zwykle zakończenia są świetne a poza tym to jest Fillmore. To 1200 ludzi – członków fanklubu i po prostu jest świetna zabawa. To nie jest American Idol. To nie jest tak, że musimy coś na siłę robić. To po prostu impreza dla nas i naszych przyjaciół w naszym mieście. Nie jest tak, że myślimy, co może pójść źle na koncertach. Tak więc wiadomości [od Dave’a]przychodzą coraz częściej i w końcu przyjeżdża do miasta i pisze: „Co teraz robimy? Kiedy mamy próbę?”.
W tym momencie staram się zrozumieć to wszystko, co nas czeka. Więc nadchodzi sobota. Mamy cztery czy pięć godzin na próbę i jest kolej Dave’a żeby wejść i z nami pograć. Więc Dave wszedł a my graliśmy chyba „Metal Militia” [z Kill ‘em All]po raz pierwszy od kilku lat i mieliśmy z tego niezłą frajdę. Daliśmy z tym radę. A Dave również dał radę. Były w tym momencie naprawdę pozytywne wibracje i dobre duchy nam towarzyszyły. I Kirk podszedł do Dave’a i zapytał: „Chcesz wziąć solo?” a widać było, że [Dave] nie był gotowy na taki scenariusz. Widać było, że był tym zakłopotany. Pewnie myślał sobie: „Czemu nie powiedzieliście mi tego tydzień temu?”. Kontynuowaliśmy próbę, zagraliśmy „Metal Militia” raz czy dwa, potem „Phantom Lord” też ze dwa razy. I wszystko grało świetnie i czuliśmy, że będzie dobrze. Gramy koncert. Fantastyczne doświadczenie. Potem tydzień albo dwa po koncercie ktoś podesłał mi link do wywiadu, którego udzielił Dave, gdzie mówił o doświadczeniach, jakie miał z nami na tych koncertach. „Było świetnie”, mówił. „Spędziłem z tymi kolesiami świetny czas, ale oni są inni niż ja. Ja lubię mieć przećwiczone, co mam robić i lubię wiedzieć, co będziemy grać, a oni po prostu robią te rzeczy spontanicznie.”. Kiedy to czytałem myślałem sobie: „tak, dokładnie tak robimy”. To nie jest zła albo dobra rzecz.
httpvh://www.youtube.com/watch?v=egSY65TNv_w
To nie jest tak, że jedna droga jest dobra a inna zła. To jest sposób, w jaki MY to robimy. Myślę, że czasem w metalowej społeczności jest zbyt dużo konserwatywnego podejścia do spraw. Wszystko musi być szczelnie zamknięte w sposób niemal taki jak w wojsku. Czasem otrzymujemy dezaprobaty przez nasze luźne podejście do spraw, ale to jest to, co pozwala nam funkcjonować. To jest to, co pozwala nam żyć. To jest rodzaj procesu, który pracuje dla naszego DNA i naszych osobowości. Nie możemy tak po prostu być sztywni, zamknięci w jednej szufladzie. Ale to było naprawdę świetne, że ktoś mógł to zobaczyć, i że Dave to przyznał i mógł ciągle mówić: „Ci kolesie są naprawdę dobrymi muzykami i naprawdę robią to wszystko po swojemu”. Alleluja, że ktoś to wreszcie zauważył i tak się złożyło, że był to akurat Dave. Usłyszeć to od kogoś, kto nas dobrze zna było jeszcze większym komplementem. To było dla mnie duszą tej całej rzeczy. Zdecydowanie było kilka razy, kiedy czułem, że nie było siatki bezpieczeństwa, ale raczej wolałem robić to niż czuć się jakbym był bezpieczny w małym pudełku, z którego nie miałbym żadnego pola manewru.
Jaan Uhelszki: Ale Metallica nie zawsze robiła to w ten sposób. Kiedy według c iebie nastąpiło przekonanie, że czujesz się bardziej komfortowo będąc bardziej spontanicznym?
Lars Ulrich: Myślę, że to, co dzieje się z biegiem wielu lat to fakt, że pewne rzeczy zaczęły się w nas mieszać. Kiedy myślę o latach 90, myślę o Metallice jako o maszynie. Setki koncertów, te same setlisty, to samo każdego wieczoru. Przypominam sobie również siedzenie tam i potrzebę uwolnienia się od tego, chociaż trochę oraz chodzenie do naszego oświetleniowca Johna Brodericka i mówienie mu, że chcemy zmienić grane utwory. „OK, jeśli chcecie zmienić grane utwory, ja będę potrzebował około tygodnia na przeprogramowanie oświetlenia na koncertach.”. Pamiętam jak myślałem: „To o to chodzi? Musisz włożyć kurwa 72 żarówki żeby wszystko przeprogramować?”. Zrozumiałem to pod koniec lat 90. i nie mam na myśli, że to jest jakaś lekceważąca droga czy cos w tym rodzaju, ale myślę, że coś z tego zaczęło dziać się Jasonowi, kiedy zaczął kwestionować swoją rolę w tym wszystkim, były czasy, kiedy dyskutowalibyśmy nad tym ile prób mamy mieć. Mówiliśmy: „Nie potrzebujemy tylu prób i chyba lepszym wyjściem są próby przed publicznością, ponieważ są bardziej autentyczne. To zatrzymuje pewien rodzaj elementu ludzkiej energii.”. Było kilka opinii na ten temat, myślę, że po odejściu Jasona – mówię ponownie, nie odczytuj tego negatywnie – ale myślę, że to była kontynuacja pójścia dalej ścieżką zmierzającą do wyzwolenia samego siebie, prawie jak Hulk wyłamujący się ze swoich łańcuchów. Musisz uciec od tego, co cię powstrzymuje.

Jaan Uhelszki: Czy dla Metalliki był to oczyszczający moment?
Lars Ulrich: To była kombinacja wielu różnych rzeczy. Głównie myślę o dołączeniu do kapeli Roba Trujillo, a on zawsze był chętny na nowości. Myślę, że również James stał się bardziej otwarty na nowe rzeczy, z drugiej strony z jego doświadczeń po odwyku, kiedy odzyskał swoją pewność siebie zaczęliśmy zmieniać setlisty. Od kiedy zaczęliśmy trasę St.Anger w marcu 2004 w Phoenix, nigdy nie graliśmy tej samej setlisty dwa razy. To jest jedna z tych rzeczy, które w zasadzie kontynuują podtrzymywanie nas przy życiu, ponieważ to daje nam żwawość w każdym momencie, bo zawsze jest utwór, który musimy zagrać każdej nocy, a którego nie znamy tak dobrze jak pozostałych. To zabawne, ponieważ twoja czujność w tej piosence nie jest niczym nieograniczona, to trzyma cię na wyższym poziomie świadomości przez cały set, bo wiesz, że ta piosenka już nadchodzi. Nawet jeśli gramy „Creepin Death” czy „For Whom The Bell Tolls” to wiemy, że już nadchodzi “Through The Never”. Więc jestem bardziej podjarany graniem tych kawałków, bo wiem, że “Through The Never” nadchodzi.
Jaan Uhelszki: Miałeś moment zawahania, kiedy zdecydowałeś się zaprosić ludzi, z którymi już nie pracujesz, aby wzięli udział w koncertach [z okazji 30-lecia]? Mam na myśli Jasona Newsteda, Dave’a Mustaine’a i Boba Rocka?
Lars Ulrich: Nie. W ogóle nie. Bałem się, że inni ludzie nie spojrzą na to tak otwarcie jak ja to zrobiłem, ale myślę coraz częściej, że kiedy to całe wydarzenie się zaczęło, inni, którzy mieli wątpliwości uświadomili sobie, że nie było innej opcji. Że tam [na koncertach]nie mogło być żadnych granic w związku z tym, czym te koncerty miały być. Oczywiście, że Dave musiał i powinien tam być. Jest integralną częścią kapeli, nie tylko na rok, ale jest częścią mitu historii Metalliki. To już 30 lat, od kiedy był w kapeli i go wywaliliśmy a ludzie dalej o tym gadają. Jason Newsted poświęcił Metallice 15 lat swojego życia dając, z siebie 110% każdego dnia. Oczywiście on też powinien tam być. Oczywiście Lloyd [Grant] powinien tam być i był, i oczywiście Ron McGovney. Wszyscy powinni tam być. To nie jest rzecz w stylu „ten jest OK, a ten nie”. Kiedy otwierasz drzwi i kiedy wpuszczasz ludzi do środka, musisz wpuścić ich wszystkich.
Jaan Uhelszki: Masz wrażenie, że ci „gorący ludzie” z przeszłości byli ulubieńcami tłumu?
Lars Ulrich: Jason zajmuje specjalne miejsce w naszych sercach, ale również zajmuje takie miejsce w sercach fanów. Ludzie zawsze doceniali jego poświęcenie. Zatem nie ma żadnych pytań i wątpliwości w tej kwestii. [Jason] przyszedł do HQ tydzień przed [koncertami]i miał z nami próby dosłownie rozwalające ściany. Było świetnie mieć go z powrotem w tym budynku i ponownie z nim grać. Był zajebiście podjadany tą sprawą. Następnego dnia napisał do mnie jak świetne to było: „może powinienem wrócić pograć więcej?”. Zacząłem sprawdzać, co jeszcze mamy do zrobienia i kiedy zaczęło mnie to już przytłaczać, on [Jason] wysłał mi najsłodszego smsa: „Masz zapełnione wszystkie terminy. Nie muszę już wracać.”. Pomyślałem: „Wow, zrozumiał, o co mi chodzi.”. Nie mogłem wymyślić innego sposobu uczczenia jego zasług [dla Metalliki]niż granie z nim dwóch kawałków każdego wieczoru. To nie było wystarczające, żeby zagrać z nim jednego dnia i na tym zakończyć. Związek między nami jest tak głęboki, że uznałem, że musi grać z nami każdego wieczoru. Z [Davem] Mustainem wybór utworów do zagrania był oczywiście ograniczony do rzeczy z Kill ‘em All, ale jego obecność tam i granie tych kawałków była potrzebna. Nie wiedziałem, co się stanie, ale zawsze wiedziałem, że powinniśmy skończyć tam, gdzie zaczęliśmy. Wiedziałem, że ostatni koncert, który dawaliśmy powinien być, z Davem i Ronem McGovney’em grającymi z nami „Hit The Lights” [pierwszy utwór, nad którym pracowali Lars i James formując Metallikę]. To była jedyna właściwa droga, aby to zakończyć.
httpvh://www.youtube.com/watch?v=sVau9h0eMVc
Jaan Uhelszki: Wychodzi na to, że to było ukoronowanie. Trochę jak praca na 12 kroków. I to robi różnicę.
Lars Ulrich: Nie noszę w sobie urazy. Nie jestem typem kolesia, który obciąża siebie takim gównem. Są ludzie, którzy wynieśli korzyści z tego przez te lata. Są to bliscy mi ludzie, którzy mówią, że jestem zbyt wyrozumiały dla pewnych osób, które może były nonszalanckie, ale to wszystko jest momentalne. To są tego typu chwile, których nie musisz wspominać do końca swojego życia, ponieważ zawsze jest możliwość powrócenia do związku z innej perspektywy.
Jaan Uhelszki: Dodatkowo ludzie mają tendencje do pojawiania się w Twoim życiu ponownie.
Lars Ulrich: To nigdy nie jest pożegnanie. To jedna z tych rzeczy, których pragnę nauczyć moich dzieci: słowo do widzenia nie istnieje. Mówcie „do zobaczenia”.
Jaan Uhelszki: Jednym z najważniejszych momentów koncertów był moment, kiedy Ozzy Osbourne i Geezer Butler weszli na scenę, a Ty wyszedłeś zza swojej perkusji i ich powitałeś. Zanim Geezer wykonał z wami utwór Saabathów „Sabbra Cadabra”, powiedziałeś: „tutaj jest prawdziwa gwiazda rocka. Jak zajebiste to jest?”
Lars Ulrich: Kiedy widzisz poprzednią generację okazującą ci szacunek poprzez celebrowanie twoich dokonań, to jest momentalne. Zacząłem słuchać Black Sabbath w 1973. Widziałem Sabbath w Kopenhadze w 1976 i 1978. To była wielka rzecz, kiedy ci kolesie [Ozzy i Geezer] mogli tu przyjechać i spędzić z nami czas. Ale muszę powiedzieć, że był moment, kiedy pomyślałem, że poszliśmy z tym za daleko, ponieważ było sobotnie popołudnie i zagraliśmy, co mieliśmy do zagrania z Bobem Rockiem, [Davem] Mustainem i [Ronem] McGovneyem. Było około 17 a drzwi otwierali o 17:30. Ozzy i Geezer weszli do środka i Ozzy miał bardzo imponującą aparycję, to jest jak: „O mój Boże, tutaj jest Ozzy.”. I staraliśmy się dogadać parę spraw z poprzednim kolesiem. Dosłownie zabrakło nam czasu w momencie, kiedy gadaliśmy o graniu „War Pigs”. Gadaliśmy o graniu „Sabbra Cadabra”. Gadaliśmy o graniu „Paranoid” i „Iron Man”. I kiedy Ozzy i Geezer chodzili wkoło na scenie w Fillmore, nie wiedziałem, co do tej pory graliśmy, ponieważ decyzja do tej pory nie została podjęta, bo nie mieliśmy okazji do dyskusji na ten temat. Weszliśmy do budynku o 11 i dalej nie mieliśmy gotowego setu do zagrania. Czas po prostu nam uciekał. Teraz była już 17 i te dwie legendy rocka stały na scenie i zeszli do nas, aby zapytać się, co będziemy grać. „Jeszcze nie wiem, ponieważ jeszcze nie ogarnęliśmy tego co Metallica ma w tym zrobić”. Spróbuj wyjaśnić to Ozzy’emu Osbourne’owi! Musiałem w jednej chwili tańczyć i przepraszać.
httpvh://www.youtube.com/watch?v=oXz9Kgo9aSY
To wszystko dotarło do nas i rzeczywiście nie wiedzieliśmy, co mamy zagrać. Wiedzieliśmy, że spróbujemy zagrać „Sabbra Cadabra” z Geezerem [Butlerem] i [Robem] Trujillo i 15 minut później Robert i Kirk Hammett próbowali nauczyć się grać ten utwór z Geezerem. [James] Hetfield, nawet nie wiedziałem, gdzie on był. Siedzę za swoją perkusją z moim iPhonem i słuchawkami na uszach, próbując napisać i nauczyć się układu do kawałka „Iron Man”. Myślę, że James próbował w tym czasie nauczyć się jak zagrać i zaśpiewać „Sabbra Cadabra”, podczas gdy Kirk i Robert przeglądali już partie basowe. Ozzy dalej chodził w kółko a ja siedziałem tam myśląc: „może zabrnęliśmy z tym w kozi róg, to zbyt szalone”. Robert [Trujillo] cały czas nalegał, żebyśmy zagrali „War Pigs”. (W noc, gdy odbywał się koncert, Trujillo powiedział, żeby jednak nie grać tego kawałka). Ja tam siedziałem, ucząc się „War Pigs” i menedżer całego show przychodził, co 15 minut pytając mnie: „Kiedy mogę otworzyć drzwi?”. To był gorący moment. Ale wycofaliśmy się z grania „War Pigs”, ponieważ to było zbyt trudne, jakoś zmiażdżyliśmy razem „Iron Mana” i „Paranoid” i zagraliśmy te kawałki razem z Ozzym, bez przekonania, że to spieprzymy. Później zagraliśmy medley „Sabbra Cadabra” i „A National Acrobat” z Geezerem i staraliśmy się tego nie spierniczyć. Potem znowu to zagraliśmy bez spieprzenia żadnego kawałka, ale za to zajebiście spierniczyliśmy „Frantic” z Bobem Rockiem [grającym na basie], kiedy James wszedł z wokalem na trzeci refren i skończył utwór. Nagle zdaliśmy sobie sprawę, że nie zagraliśmy środkowej, trzy minutowej części. Bob Rock zbiegł ze sceny krzycząc, nie chciał już być widzianym!!! Nie wrócił już nawet na uściski i podziękowania. To było szaleństwo.
Jaan Uhelszki: Możemy się trochę cofnąć z następnym pytaniem? Czego szukałeś w ludziach, których zaprosiłeś [na koncerty w Fillmore]?
Lars Ulrich: Żeby była to asocjacja, pewien związek. Oczywiście poza ludźmi z przeszłości Metalliki musiał być tam rodzaj bezpośredniego związku. Tu nie chodziło w tak dużej mierze o naszych przyjaciół albo o ludzi, których podziwiamy. To nie było tak, że nie chciałem tam [na koncertach]Ritchiego Blackmore’a. Oczywiście chciałem tego, ale nigdy nie występowałem z nim na scenie. Graliśmy wcześniej z Ozzym przy okazji wprowadzenia do Rock N’ Roll Hall Of Fame. „Sabbra Cadabra” i „A National Acrobat” nagraliśmy. Jason Newsted grał w naszej kapeli. Animal z Anti-Nowhere League występował z nami w Europie oraz nagraliśmy ich [Anti-Nowhere League] kawałek „So What”. Każdy z zaproszonych gości miał z nami przedtem związek. Więc to nie było na zasadzie, że powiem: „Zaprośmy…”
Jaan Uhelszki: Green Day, bo tam mieszkają.
Lars Ulrich: Właśnie, dokładnie. Albo naszych przyjaciół z Machine Head. Zatem co w takim razie z chłopakami z Mastodon? Więc posłużyliśmy się albumem z coverami, „Garage, Inc.” jako pozycją wyjściową. Nawet jeśli nie nagraliśmy nigdy „Rapie Fire” z Robem Halfordem, to graliśmy to z nim na scenie w Miami w 1994. Tak więc o każdym gościu mogłeś powiedzieć „to jest część historii Metalliki.”
Jaan Uhelszki: Czy kontaktowałeś się z którymkolwiek z gości osobiście?
Lars Ulrich: Dotarłem do osób, z którymi byłem w bliskim kontakcie i do tych, które chciałem usłyszeć z nami na scenie. Dotarłem do Dave’a Mustaine’a. Dotarłem do Jasona Newsteda. Dotarłem do Lloyda Granta. Dotarłem do Kinga Diamonda i wszystkich chłopaków z Mercyful Fate. Dotarłem do Briana Tatlera i Seana Harrisa [członkowie Diamond Head]. Dotarłem do Jerry’ego Cantrella [z Alice In Chains]. Dotarłem do Lou Reeda. Dotarłem do Marianne Faithfull.
Jaan Uhelszki: Co się działo, gdy zaproszeni ludzie odmawiali?
Lars Ulrich: Było kilka osób, które koniecznie musiały tam być. Lemmy [Kilmister] był jednym z nich, ale Motorhead robił w listopadzie i grudniu trasę po Europie i Wielkiej Brytanii i zabukował te terminy zajebiście wcześnie. Rozmawiałem z menedżerem Lemmy’ego na ten temat: „jeśli przesuniecie ten gig tutaj a my wsadzimy Lemmy’ego w prywatny odrzutowiec to uda się to ogarnąć”. Ale po prostu tego nie dało się zrobić. Potem dotarłem do Biffa Byforda z Saxon, który przybył na dwa dni (od razu po koncercie lecąc z San Francisco do Polski na gig w Krakowie). Lemmy był jednym z kolesi, którzy bardzo chcieliśmy, aby się pojawili, ale niestety on nie mógł dotrzeć. Nie chcę nic mówić o tym, kto to miał być jeszcze oprócz niego. Było jeszcze chyba dwóch albo trzech ludzi, do których dotarliśmy, ale oni nie mogli przybyć. Ludzie mogą się domyślać, kto to miał być. Ja nie potrzebuję rzucać nazwisk.
Jaan Uhelszki: Odebrałem te dowody uznania znakomicie. Opowiedz mi o nich.
Lars Ulrich: Mam na myśli, to, że kocham je wszystkie. Widziałeś to od U2? Jest fantastyczne. Oni zawstydzili „Some Kind Of Monster”. U2 na terapii jest niezwykle zabawne. OD Green Day również jest fantastyczne.
Jaan Uhelszki: Czy na którymkolwiek z tych koncertów miałeś uczucie, że chciałbyś zwieńczyć następną noc?
Lars Ulrich: Jedyne uczucie, jakie towarzyszyło mi przez te cztery koncerty to przejść przez to i przetrwać. To nie chodzi o to, że jedne doświadczenia były lepsze a inne gorsze, chodzi o to, że były różne. Kiedy skończyła się pierwsza noc mieliśmy ten niesamowity moment z [Brianem] Tatlerem i [Seanem] Harrisem przez 20 minut, 30 minut, i Apocalyptica i to wszystko, doprowadza cię do punktu gdzie myślisz: „nigdy tego nie zrobimy.” Więc chodziło o to aby każda noc była inna, rozkoszując się faktem, że z każdej nocy wynosisz inne doświadczenia. Wiesz, różni ludzie, różne kawałki.
httpvh://www.youtube.com/watch?v=aUTHAbj-B6U&feature=relmfu
Jaan Uhelszki: Mówiłeś, że zacząłeś ćwiczyć na perkusji przed koncertem Big 4 w Indio. Czy ot tego czasu poświęciłeś uwagę swojej garderobie i fryzurze?
Lars Ulrich: Jaka fryzura? Jaka garderoba? W tego typu sytuacjach to twoje ostatnie zmartwienia. Mam na myśli fakt, że mniej więcej od koncertu w Indio graliśmy częściej. Nie mieliśmy uczucia, że nie jesteśmy gotowi na te koncerty. Byliśmy gotowi do walki mniej więcej w kwietniu. Graliśmy z Lou Reedem, graliśmy na festiwalach w Europie, na Stadionie Jankesów [w ramach Big 4]i te rzeczy. Więc było około sześciu-ośmiu miesięcy, kiedy byliśmy w naprawdę dobrej formie.
Jaan Uhelszki: Jaka myśl przyświecała wam przy tworzeniu setlist?
Lars Ulrich: Starałem się zmieniać setlisty tak bardzo jak się dało. Zazwyczaj zaczynamy koncert od „Blackened”, „Creeping Death”, „Battery” czy „That Was Just Your Life”. Chciałem zrobić coś innego. Parę lat temu otworzyliśmy koncert od “Oriona” na koncercie Rolling Stones’ów. Otworzyliśmy też koncert od „The Call Of Kultu”, kiedy graliśmy koncerty promujące S&M w Berkeley. Mamy w swoim dorobku cztery utwory instrumentalne i pomyśleliśmy, że fajnie byłoby otwierać każdą noc w Fillmore jednym z nich. To wyglądało na najłatwiejszą drogę na wejście w koncert.
Jaan Uhelszki: Możesz mi opowiedzieć o trzeciej nocy, kiedy James wskoczył za twoje bębny i zaczął grać, zniecierpliwiony tym, że nie zaczęliście jeszcze grać, podczas napominania cię „co jest Lars?”
Lars Ulrich: Staraliśmy się to wyluzować. Zamiast puszczać intra z taśmy, zamiast mieć jakiś rodzaj otwarcia koncertu, postanowiliśmy od razu wejść na scenę. Poszedłem sprawdzić jak z moim tatą i przejście siedmiu metrów zajęło mi 20 minut, bo musiałem mówić każdemu cześć. Wróciłem do przebieralni a oni już byli na scenie. To było coś w rodzaju: „Lepiej założę buty i szybko tam pobiegnę.”
Jaan Uhelszki: Czy twój ojciec był na wszystkich koncertach.
Lars Ulrich: Tak wydaje mi się, że był na wszystkich.
Jaan Uhelszki: Kiedy planowałeś co zagracie, upewniłeś się, że każdy album będzie reprezentowany?
Lars Ulrich: Nie, nie, nie, nie. Jedyną rzeczą, jaką starałem się zrobić każdej nocy, to znalezienie balansu między umiejscowieniem wszystkich gości, to było coś w rodzaju: „teraz Metallica zagra trochę swoich kawałków, a potem zaczniemy zapraszać gości.” Więc byłyby w takim wypadku dwie części każdego koncertu. Chodziło tu trochę o dostępność naszych gości. Ten gość jest dostępny dzisiaj, ten jutro. Jeśli w tym problem to może ten gość powinien wystąpić tego dnia, żeby zbalansować dwa następne dni, coś w tym rodzaju. Więc zbliżylibyśmy się nieco do wyrównania liczby gości każdej nocy. Tak więc to było działanie mające na celu zbalansować liczbę gości każdej nocy. Było około dwóch ludzi, którzy byli elastyczni i była jedna czy dwie osoby, które przemieszczały się kilka razy. Ale wiedzieliśmy, że pewne rzeczy były zarezerwowane dla pewnych osób. Oczywistym było, że kiedy Ozzy Osbourne był dostępny w sobotę, nie mówisz mu: „hej, możesz zamiast w sobotę przyjechać w poniedziałek?”. Wiesz, co mam na myśli? To jest rzecz typu: „OK., Ozzy przyjeżdża w sobotę.” Wiedziałem, że chcę to domknąć z Davem Mustainem. Więc jest sobota. O ile dobrze pamiętam to Gary Rossington mógł przyjechać tylko w piątek, więc ta okoliczność decyduje o umiejscowieniu jamu wokół utworów Lynyrd Skynyrd [formacja, której Gary Rossington jest gitarzystą i współzałożycielem]. To jak puzzle. To idzie tutaj, a to tutaj.
Jaan Uhelszki: Albo jak rozmieszczanie miejsc na wielką imprezę. To zabrzmiało jakby w zasadzie była to zabawa.
Lars Ulrich: Yeah, to był pewien rodzaj zabawy. To było trochę przytłaczające, ale myślę, że w ostatnich kilku latach ci kolesie dali mi przestrzeń, której potrzebowałem, by to zrobić. Są litościwi i szanują to, i wiedzą, że w moim szalonym umyśle to czasami pasuje albo zazwyczaj pracuje. Zadawałem im pytania i słuchałem ich rad. Ale to, co stało się w ostatnich latach to fakt, że są zbyt łaskawi, żeby robić to ze mną; oni nie siedzą mówiąc: „co o tym myślisz? Dlaczego tak uważasz?” Myślę, że w ostatnich latach coraz bardziej odkrywałem w sobie coś w rodzaju budowania zaufania, żeby podejmować jakieś decyzje, i żaden z nich w rzeczywistości jakoś mega się w takie rzeczy nie angażował, ani nie przedstawiał żadnych przeszkód na drodze realizacji, co jest dobrą rzeczą.
Jaan Uhelszki: James mówił o podobnej rzeczy i powiedział, że Ty jesteś głową, a on sercem Metalliki.
Lars Ulrich: Tak, wiem.
Jaan Uhelszki: Te role nie były wyznaczone, kiedy pierwszy raz cię spotkałam.
Lars Ulrich: Nie, to absolutna prawda. Jakoś samo z biegiem czasu się to zgrało. Nie mogę powiedzieć ci gdzie to było. Nie mogę powiedzieć ci dnia, którego się to stało, ale w ostatnich pięciu albo ośmiu latach James i ja przestaliśmy walczyć o pozycję jednego lidera grupy. Obaj dobrze wiemy, jakie są nasze role, obaj wiemy ile i jakie rzeczy w to wnosimy, i nie robimy już z tego powodu gównianych afer jak kiedyś.10, 15, 20 lat temu usiedlibyśmy i pytali: „dlaczego to robisz? O co ci chodzi? Co z tym nie gra?” To już się w pewien sposób unormowało.
Jaan Uhelszki: James dziękował tłumowi za pchnięcie was na następny poziom. Czułeś, że to była prawda, że odpowiedź była tak bardzo głęboka, że naprawdę znalazłeś się w innym miejscu?
Lars Ulrich: Nie wiem, czy to była tylko zasługa tłumu. Myślę, że to była mieszanka tych wszystkich elementów. Powiedziałbym, że to tłum, my sami, nasi rówieśnicy, każdy. Podsumowanie całego doświadczenia. Myślę, że teraz jedynymi ludźmi, z którymi rywalizujemy jesteśmy my sami, i nie chodzi o to żeby kogoś wyrzucić ze sceny. Jesteśmy teraz w punkcie, że dajemy z siebie maksimum w każdym momencie, nie ma opieprzania się, jesteśmy w każdym momencie w szczytowej dyspozycji. Wiem, ze to brzmi jak straszliwy frazes, ale nie czuję żadnych zewnętrznych nacisków. Z pewnością, jeśli istnieje miejsce gdzie cię uszanują, to jest to scena, gdzie grasz przed 1200 członkami twojego fun clubu. Ludźmi pochodzącymi z całego świata i ludźmi, którzy są najuważniejszymi fanami Metalliki, wtedy wiesz, że musisz zintensyfikować swoją grę, ale ja chciałbym uważać, że zaczęliśmy to robić w minucie, gdy zaczęliśmy grać „The Call Of Kultu”.
Jaan Uhelszki: Zważywszy, że to było ważne żeby chronić wasze zasoby, czy spędzałeś potem czas z Waszymi gośćmi? Czy poszedłeś spać?
Lars Ulrich: Obie rzeczy po trochu. Było kilka nocy, kiedy miałem kilka szklanek czegoś, co pochodzi z winogron, ale to nie było siedzenie do późnych godzin. Było po prostu kilka kielichów wina i tyle. Najcięższą rzeczą jest się wyciszyć. Ale ja nie jestem kimś, kto po prostu sobie pójdzie mówiąc: „OK., dobranoc. Idę do domu położyć się spać.” To się w moim wypadku nie zdarza, pójście do siebie i wyciszenie się po koncercie Metalliki zajmuje mi około czterech godzin. Prawdopodobnie, jeśli dodatkowo jest kilka kielichów wina idzie to o wiele szybciej.
httpvh://www.youtube.com/watch?v=tRDClc_bgys&feature=relmfu
Jaan Uhelszki: Jest coś innego, co możesz zrobić, żeby to skończyć? Chodzi mi o to, że bez wspomagaczy farmaceutycznych?
Lars Ulrich: Dobre pytanie. Myślę, że w tamtym tygodniu [koncertów w Fillmore] po prostu wyłączyłem swój mózg. Dosłownie to jest cos jak przełącznik „włącz” i „wyłącz”. Nie oglądam zbyt dużo telewizji, ale czasami włączam sobie film, który widziałem wcześniej kilka razy. W tamtym tygodniu to był film „Szefowie wrogowie” [oryginalny tytuł „Horrible Bosses”]. Mógłbym go oglądać każdej nocy dla scen z Kevinem Spacey’em, ponieważ wtedy mogę wyłączyć umysł i się odprężyć. Nie pije zbyt dużo. Powiedziałbym, że przeciętnie piję ze dwa razy w tygodniu. Więc może dwóch nocy miałem butelkę wina albo dwie a dwie inne noce spędziłem oglądając „Szefowie Wrogowie”, kiedy leżałem w łóżku, wiedząc, że za pół godziny zasnę.
Jaan Uhelszki: Czytałem wywiad z Robem Halfordem, który przeprowadził Steffan, i Rob mówił jak on i Sean Harris [z Diamond Head]uważali Cię za niezwykłego entuzjastę muzyki, kiedy byłeś dzieciakiem. Nie tylko jesteś przyjacielem metalu, ale również największym fanem Metalliki na świecie.
Lars Ulrich: Tak, uważam siebie za fana Metalliki numer jeden na świecie. Jestem największym fanem tej kapeli, i myślę, że uważam siebie również za „portiera” Metalliki. Nie chcę żeby to brzmiało zarozumialcze, ale chcę, żeby ta kapela była taka, jaką każdy fan chce, żeby była. To uważam, jest moja rola w tej kapeli. Powiedziałbym, że prawie próbuję trzymać stronę fanów, kiedy siedzimy sobie z chłopakami i dyskutujemy nad jakąś rzeczą, albo mamy różne opinie na temat zrobienia czegoś. Mówię wtedy: „OK, czego chcieliby od nas fani?” Zawsze biorę ich stronę, czasami działa to trochę na moją niekorzyść, gdy zagłębiam się w coś i kończę na sytuacji, gdy myślę: „O czym ja do cholery myślałem?” Ponieważ muszę nad tym pracować, zrobić to i być tym.

Jaan Uhelszki: Jak udaje ci się utrzymać czujność fanów?
Lars Ulrich: Po prostu cofam się pamięcią do czasów, kiedy miałem 12 lat, stałem na zewnątrz Hotelu Plaza w Kopenhadze, czekając na Ritchiego Blackmore’a [z Deep Purple czy Rainbow]lub na Phila Lynotta [z Thin Lizzy]. Starałem się być zawsze pod samą sceną. Starałem się koczować pod hotelami, lub dostać na backstage. Robiłem to wszystko. Znajdywałem tych ludzi, robiłem wszystko żeby być super fanem, który po prostu chciał być najbliżej swoich idoli jak to tylko możliwe. Myślę, że mam luksus w tym, że mam miejsce w pierwszym rzędzie na koncertach Metalliki, że mam najlepsze możliwe miejsce, ale zawsze uważałem za swój obowiązek, żeby reprezentować głos fanów, więc uważam, że te koncerty temu służyły. W dużej mierze chodziło o odpowiedź na pytanie: jaka jest najlepsza droga na świętowanie 30-lecia Metalliki z perspektywy fana, takiego jak ja. Myślę, że razem zrobiliśmy coś naprawdę fajnego, coś, co ci fani, którzy to widzieli docenili to i pomyśleli, że to najlepsza rzecz, jaką widzieli w życiu i jakiej już nigdy nie zobaczą
Jaan Uhelszki: Nawet na 40. rocznicy?
Lars Ulrich: Co? Mamy czekać następne 10 lat? 31 lat, yeah! W tym momencie możesz znaleźć jakąś rocznicę w zasadzie wszędzie. Następnego tygodnia jest 27 rocznica i cztery miesiące i dziewięć dni i siedem minut i tak dalej i tak dalej. To może być jedno z tych wydarzeń 20 lat temu, kiedy zapytałeś 20000 ludzi, którzy tam byli, nawet jeśli masz świadomość, ze teraz było ich 4800.
Jaan Uhelszki: Jak ostatni koncert Sex Pistols w Winterland?
Lars Ulrich: Yeah. Ale (w odróżnieniu od tego) cała ta rzecz była uchwycona przez wiele, bardzo wiele kamer, i miejmy nadzieję, będzie z tego niesamowite DVD. Dziękujmy YouTube, że wiele z tych niesamowitych chwil jest dostępnych już teraz.
Jaan Uhelszki: Ostatnie pytanie. Czy ten tydzień [koncertów w Fillmore] był jednym z wyjątkowych tygodni w karierze Metalliki?
Lars Ulrich: Tak, był bardzo wyjątkowy, zawsze będzie bardzo wyjątkowy. Myślę, że to był rodzaj wydarzenia, z którego niewiele osób zdaje sobie sprawę, jak ważne ono było. Związanych z tym było wiele pięknych momentów, wiele ludzkich emocji, i wiele innych momentów, które może były mniej piękne, ale również ważne. Więc myślę, że ten tydzień zdecydowanie ma potencjał żeby zostać niezwykle znaczącym tygodniem w naszej historii i jednym z tych, które obrazują, kim jesteśmy i jak to robimy.
Tłumaczenie: Kicek