Najnowszy numer kwartalnika So What! wydawanego tylko i wyłącznie na potrzeby MetClubu jest numerem specjalnym poświęconym osobie ś.p. Cliffa Burtona i zawiera przede wszystkim wspomnienia autorstwa Jamesa, Larsa, Kirka i Roba, pełne nieznanych i przeważnie zabawnych historii o nieodżałowanym basiście.
Najdłuższa i najcenniejsza jest jednak rozmowa z ojcem Cliffa – Rayem Burtonem. Luźna rozmowa połączona z przeglądaniem starych fotografii pozwala dowiedzieć się, jakie było podejście Cliffa do muzyki i co popchnęło go do gry na basie. Ray w obiektywny sposób opowiada kilka ciekawych historii z życia swojego syna. Wywiad jest tak długi, że podzieliliśmy go na trzy części – z całością zapoznacie się w ciągu tego tygodnia,
„Mam jedną parę! Są wygodne, lubię je.”
Ray Burton – wywiad dla So What! przeprowadzony z Danem Nykolayko.
Ray Burton wyznał niedawno Danowi Nykolayko, że seria trampek VANS Kill 'Em All jest w jego mniemaniu najlepsza (też dla jego stóp). Daje się usłyszeć głos i zobaczyć uśmiech, błysk w jego oczach zza pary okularów. Nie pomylisz się w stwierdzeniu, że nie ma wielu 88-letnich osób, które chodzą po ziemi nosząc parę trampek serii VANS Metallica Kill 'Em All, ale uwierz, nie ma wielu 88-letnich osób, które idą przez ten świat tak jak Ray Burton. Ma w sobie tę iskrę i entuzjazm zarówno w głosie i aparycji, która dosłownie zmiecie Cię, kiedy go spotkasz bez względu czy jest to pierwsze czy n-te spotkanie. Jest szelmowsko zabawny, ale jednocześnie skrupulatnie szczery i poważny; tak jak jego syn, Ray Burton nie pieprzy głupot i nie znosi idiotów.
Ray i Dan wpadli na siebie podczas targów muzycznych NAMM w styczniu tego roku. Aria rozbudowało basówkę będącą dziedzictwem po Cliffie Burtonie – model Aria Pro II Cliff Burton Signature w kolorze czerni i złota, na wzór oryginalnej gitary Cliffa Black 'n’ Gold I. Zaczęli luźną rozmowę, jak to zwykle wygląda, kiedy spotkasz Ray’a, i naturalną koleją rzeczy było, gdy zgodził się na rozmowę z SW!, umówić się w domu Ray’a i porozmawiać na temat Cliffa z jego ojcem.
Ray nigdy nie bał się rozmawiać na temat Cliffa, tak naprawdę był najlepszym rzecznikiem swojego syna, jakiego można by sobie wyobrazić. Oczywiście w jego niełatwym życiu jest również ból. Jako młody człowiek stracił brata i dwóch synów. Matka Cliffa również odeszła nieszczęśliwie w 1993. ale jego pozytywne myślenie, jego otwartość, jego niechęć do popadnięcia w zasmucenie, oraz jego czyste, hałaśliwe, optymistyczne człowieczeństwo przeważa jasno promieniując. Właśnie dla tego rozmowy z nim na temat Cliffa stały się uroczystością. Uroczystością przeżytego życia, rzeźbionego stylu i syna, który jako ludzka istota, uczynił swojego ojca cholernie dumnym.
Co za tym idzie to, że niektóre przemyślenia Raya, którymi podzielił się z Danem (i pośrednio ze mną i Tobą) pewnego popołudnia w domu w Południowej Kaliforni dzielił ze swoją żoną, Onedą, młodzieńczą miłością, z którą stracił kontakt na 38 lat przed ponownym spotkaniem na komersie szkoły średniej … historia taka jak on sam, pozytywny, ostateczny, panujący nad wszystkim.
Stefan Chirazi
—————————————————————————
Zanim zaczęliśmy przeglądać zdjęcia Cliffa, wywiad rozpoczął się od rozmowy na temat ryzyka związanego z wieczornym przysypianiem przed ulubionymi programami, The Daily Show With Jon Stewart i Colbert Report.
Ray Burton: Tego zdjęcia nie widziałem. Ross Halfin ma sporo świetnych zdjęć z tamtych lat. Bardzo dobry fotograf.
Moim zdaniem najlepsze jest to z wyciągniętymi pięściami. To, na którym nosi pierścień z czaszką … i później autobus. Jest jeszcze jedno, gdzie stoi na scenie … po prostu stoi wyglądając na wpół szczęśliwego.
Ta. O, tutaj … Halfin, chyba zabrał ich na Oakland Coliseum (Oracle Arena – hala sportowa w Oakland w Kalifornii) …
To może być Harold O. Niektóre ze zdjęć z Oakland są po prostu świetne.
(wspominając występ) Miał na sobie kurtkę Levi… Byliśmy tam z Jan, to był Sierpień i było cholernie gorąco. Wszyscy ci goście wychodzili grać bez koszulek, a tutaj Cliff ze swoją kurtką Levi. Zapytałem go parę dni później dlaczego? Po co ubrałeś tę kurtkę, skoro było tak cholernie gorąco, a on na to „Cóż, pochłaniała pot i nie pociłem się na struny. A to ma wpływ na brzmienie.” Nie było to na pokaz, tylko po to, żeby mógł lepiej zagrać.
Był naprawdę dobrym dzieciakiem. Nigdy nie sprawiał jakichkolwiek kłopotów ani jego matce, ani mnie. Był typem człowieka, który wie czego chce i był na tyle mądry, żeby próbować to zdobyć, a udawało mu się to zanim zginął. Wydaje mi się, że dostał wtedy czek za swoje pierwsze honorarium na 1500$, a to był ’86. Więc to się dopiero zaczynało. Jak powiedziałem Jimowi Chenowi (z Audio Images, który był mocno zaangażowany w tworzenie gitary Aria Cliff Burton Signature – przyp. red.) i innym, że raz powiedział nam „Mamo, tato, czy możecie mnie wesprzeć?” A my nie mieliśmy nawet garnka, żeby się wysikać, ale odpowiedzieliśmy, „Kurde, pewnie. Pomożemy jak tylko będziemy mogli.” A on na to „Tylko przez pięć lat.” Powiedział, że jeżeli tego nie zrobi, nie zarobi wystarczająco dużo żeby stać się muzykiem studyjnym. Innymi słowy znał swój talent i wiedział, że może zdobyć pracę. Nie był bufonem, w żadnym tego słowa znaczeniu, ale dobrze wiedział, że był dobry. Jednocześnie pierwszy powiedział „Mój Boże, są setki dzieciaków grających w swoich garażach, którzy są lepsi ode mnie.”
Bardzo skromnie.
Prawda. Miał dobry pogląd na to jaki powinien być muzyk, z czego nie zdawałem sobie wtedy sprawy, ale gdy mówił rzeczy, które ja bym powiedział, cóż, mam nadzieję, że masz rację. Ponieważ zawsze lubiłem muzykę i odkąd jako mały chłopak słuchałem dużych kapel, potrafię odróżnić dobrego muzyka od takiego, który dobry nie jest. A chłopie, kiedyś było kilku świetnych muzyków! Pamiętam, powiedziałem kiedyś do Cliffa, „Słyszałeś kiedyś o Charliem Christianie?” „Nie, nie wydaje mi się. Może…” odpowiedziałem „To posłuchaj tego.” Miałem nagranie Bennyego Goodmana, i Charlie Christian był pierwszym, tak popularnym gościem z gitarą elektryczną. Benny Goodman, specjalnie dla Charliego Christiana nagrał „Solo Flight.” To jest głównie solówka, praktycznie cały utwór gra na gitarze Charlie Christian. Tak więc puściłem to Cliffowi a on powiedział, „Kurde, ten gość jest dobry!” I oczywiście Charlie Christian był kolejnym z tych muzyków, który zmarł młodo. Wydaje mi się, że miał 25, 26 albo coś takiego. Zmarł jednak z powodu jakiejś choroby, więc nie był to żaden wypadek. Prawdopodobnie jak wielu muzyków sporo palił i pewnie też pił. Te rzeczy, jak wiesz, potrafią wykończyć.
Rozmawialiśmy chwilę o książce na temat Cliffa, opublikowanej jakiś czas temu, którą Ray nie szczególnie lubił, zanim wróciliśmy do rozmowy o wczesnych latach Cliffa jako muzyka.

Mike (Bordin – perkusista Faith No More) był pierwszą osobą, której Cliff powiedział „Chcę grać na basie”. Zaraz potem przyszedł do swojej matki i do mnie i powiedział „Mamo, tato, chcę nauczyć się grać na basie, czy możecie kupić mi gitarę i załatwić lekcje?” Kupiliśmy mu więc tanią gitarę z jakimś małym wzmacniaczem, nie pamiętam dokładnie jakim. Ale lekcje! Pojechaliśmy do małego sklepu muzycznego w Castro Valley, mieli tam kogoś, kto zaczął uczyć Cliffa gry na basie, a po trzech miesiącach Cliff powiedział, że gość kompletnie nic go nie uczy. Więc znaleźliśmy kogoś innego, i po trzech czy czterech miesiącach ta sama sytuacja, Cliff przychodzi i mówi „Nie, ten koleś też nic nie robi.” Dopiero trzeci gość, którego znaleźliśmy, Steve – nie pamiętam jego nazwiska – zaczął go uczyć od klasycznej gitary. Wtedy usłyszałem kilka razy jak Cliff mówi, że Bach jest Bogiem. Bardzo lubił barokową muzykę Bacha. I to był jego wstęp i rozwój w kierunku basu. Ale wydaje mi się, że głównym powodem, dla którego Cliff odnosił sukces było to, że podchodził bardzo poważnie do grania, do tego stopnia, że potrafił ćwiczyć po trzy, cztery, pięć godzin dziennie. Ćwiczyć całkowicie samodzielnie. Wziął tutaj inicjatywę i moim zdaniem to był dobry znak. Chciał też po prostu grać heavy-metal. Uwielbiał też jammować! Wydaje mi się, że (koleś) był kilka lat do przodu przed Cliffem i Mikiem w Castro Calley High School, ale była taka stodoła na końcu ulicy, którą chłopaki nazywali stodołą Juddów, była oddalona od wszystkich i Cliff po prostu uwielbiał tam chodzić z Mikiem i resztą i po prostu jammować. Mogli się tam wygłupiać i Cliff to uwielbiał.
Maxwell było kolejnym miejscem, w którym Cliff jammował; powiedz nam co wiesz o tym miejscu.
Maxwell najeżało do Jima Martina i Lou Martina. Rodzina Martinów miała działkę w Północnej Kalifornii, kilka godzin od Castro Valley. Mieli około 100 ha albo coś koło tego, wielki obszar, ale pomiędzy wzniesieniami. Mieli tam domek. Cliff po prostu uwielbiał to miejsce, bo było z dala od wszystkiego i zazwyczaj jeździł tam z Jimem Martinem, Lou Martinem i Davidem DiDonato. Jedynym źródłem energii był generator, który musieli włączać, żeby móc grać; w samym domku nie było prądu. Mieli tam łóżka piętrowe i wydaje mi się, że mogło się tam zmieścić osiem albo dziesięć osób z tym, że było to totalne zadupie. Zjeżdżałeś z brukowanej drogi prosto w błoto. A to było cholernie śmieszne błoto! W lecie było tam jakby wyschnięte koryto rzeki, tyle że gleba zamieniała się w drobny proszek, prawie piasek. Tak czy inaczej Cliff uwielbiał tam jeździć. I mam tutaj gdzieś – oczywiście Jim Martin i Dave DiDonato też mają – kilka ich nagrań. Dave DiDonato był perkusistą i nie zabrał swoich bębnów, ale mieli te 50-galonowe pojemniki, w które Dave mógł uderzać! O, Boże! Jim grał na swojej gitarze a Cliff na basie i mogli tak po prostu pić i grać. Świetnie się bawili. Brali ze sobą masę jedzenia ponieważ najbliższy sklep był oddalony o jakieś 10 albo 15 mil i trzeba było jechać z powrotem do Maxwell żeby dostać cokolwiek. Ale Cliff to uwielbiał. Kiedy wracał do domu zwykle mówił „OK, idę do Juma, Lou – był bratem Jima – i Dave’a, jedziemy do Maxwell”. Jazda tam sprawiała mu wielką przyjemność. To była część jego ćwiczeń, jammowanie, bo jestem pewien, że część jego pomysłów wychodziła z takiego grania.
Był bardziej skupiony na ćwiczeniach i nauce muzyki czy na szkole? A może był dobrym uczniem?
Cóż, był jednym z tych, którzy – mówiąc najprościej – nigdy nie otworzyli książki a mieli same piątki. IQ Cliffa wynosiło 140, więc był całkiem mądry. I pokazywał to, nie pamiętam żeby kiedykolwiek siedział nad jakimś zadaniem domowym. Innymi słowy, w szkole mógł się rozkręcić, oczywiście wtedy nie było tak jak teraz z tymi cholernymi zadaniami; moim zdaniem teraz wszyscy są tak zdeterminowani do testowania, ze czerpią przyjemność z nauki. Oczywiście miło jest osiągnąć dobry wynik ale … czy na tym naprawdę polega dobra edukacja?

Racja. Powinno chodzić bardziej o pielęgnowanie czyichś umiejętności.
Nigdy nie zakończyłem swojej edukacji. Mam wiele książek i subskrybuję wiele materiałów … mam tu dobrą historię. Zacząłem subskrypcję magazynu The Progressive z Madison w Wisconsin. Wychodziło to raz w miesiącu, a Cliff był w szkole średniej kiedy to zaprenumerowałem. Tak czy inaczej jednego dnia … „Mój Boże, gdzie to do cholery jest?” I znalazło się następnego dnia, kiedy wróciłem z pracy. Ale nie zauważyłem, że numer był już przeglądany czy cokolwiek. Aż jednego miesiąca w ogóle nie przyszło. Zapytałem Jan czy widziała The Progressive? A Cliff słysząc mnie powiedział „Mam to tutaj tato. Przechwyciłem.” Zaczął czytać i – śmieszna sprawa – pokazał The Progressive Kirkowi. Kirk powiedział mi kilka lat temu, że nadal prenumeruje to pismo. To pokazuje, jak wielkie było zainteresowanie Cliffa w sprawy społeczne, a magazyn poruszał społeczne i polityczne tematy. Zdecydowanie schodził w lewo…
Tak czy inaczej, patrząc na te zdjęcia, mam jedno, które naprawdę lubię. Spieprzyłem to, Cliff miał wtedy 13 albo 14 lat, coś koło tego. Stoi sam z wielkim bukietem marihuany. Cholerny dzieciak. Za domem w Castro Valley miał jakby ogródek i ten przeklęty dzieciak hodował tam marihuanę a później sprzedawał ją dzieciakom w szkole. Swoboda przedsiębiorczości w najlepszym wydaniu.
Wracając do muzyki, kiedy Cliff zaczął przejawiać zainteresowanie? Było w nim od zawsze, czy to był ten jednorazowy incydent z Mikiem w salonie?
Nie, wydaje mi się, że zawsze lubił muzykę, ponieważ kiedy był w szkole średniej jako jeden z projektów zrobił, jak sobie przypominam, czarny pasek z napisanym czerwonymi literami Black Sabbath. Od początku był zainteresowany heavy-metalem. Ale na basie chciał grać, jak sam mówił, z powodu jednego programu telewizyjnego Barneya Millera. Nie wiem czy pamiętasz, to była głupawa komedia policyjna. W czołówce serialu było to solo na bas. Cliff powiedział „Kurczę, bardzo mi się podoba.” Dlatego chciał grać na basie, z powodu serialu Barneya Millera. I jak już powiedziałem, powiedział kiedyś do Mike’a, „Mike, chcę grać na basie, zamierzam nauczyć się grać.” Mike i Cliff, od pierwszego dnia szkoły średniej – chodzili do innych podstawówek w Castro Valley – byli absolutnie najlepszymi przyjaciółmi od samego początku.
