Pisaliśmy niedawno o chłopaku, który zorganizował petycję, pod którą podpisała się masa fanów, skutkiem czego Metallica dodała dwa koncerty w jego rodzimym mieście. Pech chciał, że ów lokalny bohater nie załapał się na bilet. Wielu już wtedy podejrzewało jednak, że Metallica tak tego nie zostawi, bo zwykła w takich sytuacjach interweniować i że pewnie poza biletami gość dostanie jeszcze wstęp na backstage… i nie mylili się. Jamie Woods w sobotę odebrał telefon z samego Q-Prime.

Miła Pani z agencji reprezentującej Metallikę powiedziała mu, że może liczyć na dwa darmowe bilety na jeden z zaplanowanych w Christchurch koncertów. Szczęka opadła mu jednak, gdy usłyszał również, że zespół chce się z nim spotkać.
„Tym razem nie płakałem. Zamarłem.”
Początkowo sądził, że ktoś robi sobie jaja i odparł:
„To nie jest fajne, nie można czegoś takiego innym robić, to cholernie podłe.”
Gdy jednak zorientował się, że to nie żart „ludzie zaczęli pytać go, dlaczego tańczy jak clown”.
Stwierdził, że ponieważ to „prawdopodobnie ostatnia trasa zespołu w Nowej Zelandii, to dla niego szczególnie wiele znaczy”.